09.10.2025, 04:59 ✶
Jej zdaniem Aidan był albo głupi albo miał wyjątkowe szczęście. Osobiście obstawiała, że chodziło raczej o tę drugą kwestię, ale lubiła czasem sobie pomyśleć, że była mądrzejsza niż ustawa przewidywała, szczególnie względem mężczyzn, a już w szczególności tych których mamy brały za rączki i wysyłały z domu by szukali sobie panny do ożenku. Szczęście, w jej mniemaniu, panicz Parkinson mógł mieć tylko i wyłącznie w jednej kwestii - że mu cały majątek doszczętnie nie spłonął podczas Spalonej Nocy i dzięki temu nie musiał teraz stać z młotkiem i naprawiać całej biblioteki.
Trochę szkoda, bo ona też nie chciała tutaj być.
Doszła jednak do porozumienia z samą sobą, Peregrinusem i Vakelem, że ta oto okazja mogła być tak zwaną 'dobrą zabawą'. Karty nawet poszły w ruch i Lyssa bardzo chciała być ku nim oporna i mieć swoje własne, przemądrzałe zdanie, tylko po to żeby mściwie powiedzieć - MIAŁAM RACJĘ. Głównie Peregrinusowi, nawet jeśli to nie on jej te karty wyciągał odnośnie samego Aidana.
Pojawiła się jednak. Schludnie umalowana, uczesana i ubrana; miała na sobie szytą na miarę szatę za kolano, dobiegającą może od standardów angielskiej ziemi, ale tylko dlatego że odmawiała chodzenia w czymkolwiek co nie wyszło spod rąk francuskich krawcowych. Opalizujący fioletem i błękitem materiał spodniej i dłuższej warstwy komplementowała ta czarna, skrojona na wzór bolerka i dbająca żeby nie było jej przypadkiem zimno w jesienny dzień.
Stanęła. Zatrzymała się przy stoliku gdzie się rozsiadł i spojrzała na niego wyczekująco - doskonale wiedziała jak wyglądał, bo jeszcze nie doznała takiej traumy podczas Spalonej Nocy, żeby latać jak idiotka od jednego samotnego faceta do drugiego i się go pytać jak ma na imię.
Chrząknęła znacząco. Krzesło samo się przecież nie odsunie.
Trochę szkoda, bo ona też nie chciała tutaj być.
Doszła jednak do porozumienia z samą sobą, Peregrinusem i Vakelem, że ta oto okazja mogła być tak zwaną 'dobrą zabawą'. Karty nawet poszły w ruch i Lyssa bardzo chciała być ku nim oporna i mieć swoje własne, przemądrzałe zdanie, tylko po to żeby mściwie powiedzieć - MIAŁAM RACJĘ. Głównie Peregrinusowi, nawet jeśli to nie on jej te karty wyciągał odnośnie samego Aidana.
Pojawiła się jednak. Schludnie umalowana, uczesana i ubrana; miała na sobie szytą na miarę szatę za kolano, dobiegającą może od standardów angielskiej ziemi, ale tylko dlatego że odmawiała chodzenia w czymkolwiek co nie wyszło spod rąk francuskich krawcowych. Opalizujący fioletem i błękitem materiał spodniej i dłuższej warstwy komplementowała ta czarna, skrojona na wzór bolerka i dbająca żeby nie było jej przypadkiem zimno w jesienny dzień.
Stanęła. Zatrzymała się przy stoliku gdzie się rozsiadł i spojrzała na niego wyczekująco - doskonale wiedziała jak wyglądał, bo jeszcze nie doznała takiej traumy podczas Spalonej Nocy, żeby latać jak idiotka od jednego samotnego faceta do drugiego i się go pytać jak ma na imię.
Chrząknęła znacząco. Krzesło samo się przecież nie odsunie.
la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.