09.10.2025, 11:34 ✶
Ona zaczęła tęsknić na długo przed nieszczęśliwą ucieczką z domu. Nie patrzyła na to wydarzenie nawet jako na ucieczkę z domu, bo przecież nie mieszkała w nim już wtedy — większość roku spędzała w szkole, mogąc o domu jedynie pomarzyć przez łzy. Wakacje mijały za szybko, kilka świątecznych dni połykała tak rozpaczliwie, że bardziej krztusiła się nimi, niż cieszyła, myśląc nieustannie o konieczności powrotu. Nie potrafiła poradzić sobie w Hogwarcie, czuła się nieustannie tłamszona przez zamkowe ściany i szkolną ławę, a wśród natury na szkolnych błoniach trudno było szukać pociechy w spokoju i samotności. Liczyła czasem po cichu, że gdy i Levi pójdzie do szkoły, wszystko magicznym sposobem się naprawi, lecz sama jego obecność nie odwróciła lat zaległości i poczucia wyobcowania.
Nie zrobił też tego Nokturn, ale wszystko wydawało się przed ucieczką lepsze od tkwienia w cyklu niekończących się, przygniatających upokorzeniem porażek.
— Nie sądzisz, że ten argument dawno się przeterminował? — Leviathan nie zdołał zepsuć jej swoim wypominkiem odzyskanego humoru.
Za dużo przed laty zniosła z tego powodu wypalającego wstydu, gniewu i rozczarowań, aby się nie uodpornić na powierzchowne przytyki w tę stronę. Dobra mina bywała może i nieco sztywna i wymuszona, ale była tam zawsze, gdy ktoś próbował wrócić do tematu. Helloise nie zamierzała całe życie sypać głowy popiołem.
Choć czarownica wykradła szybko słoik, nie spodziewała się, że Leviathan rzeczywiście mógłby go chcieć. Od początku zdawał się zdegustowany całym zamieszeniem wokół plamy, a teraz nagle krew mu się należała?
— Co? — zapytała zbita z tropu, mierząc go spojrzeniem spod zmrużonych podejrzliwie oczu. Mocniej zacisnęła ręce na słoju i zrobiła tyłem kilka kroków w głąb chaty. — Dlaczego? Co chcesz z tym zrobić? — Nie aby ona miała plan ambitniejszy niż wyniesienie krwi daleko na łąki przy Dolinie i zakopanie jej w ziemi.
Nie zrobił też tego Nokturn, ale wszystko wydawało się przed ucieczką lepsze od tkwienia w cyklu niekończących się, przygniatających upokorzeniem porażek.
— Nie sądzisz, że ten argument dawno się przeterminował? — Leviathan nie zdołał zepsuć jej swoim wypominkiem odzyskanego humoru.
Za dużo przed laty zniosła z tego powodu wypalającego wstydu, gniewu i rozczarowań, aby się nie uodpornić na powierzchowne przytyki w tę stronę. Dobra mina bywała może i nieco sztywna i wymuszona, ale była tam zawsze, gdy ktoś próbował wrócić do tematu. Helloise nie zamierzała całe życie sypać głowy popiołem.
Choć czarownica wykradła szybko słoik, nie spodziewała się, że Leviathan rzeczywiście mógłby go chcieć. Od początku zdawał się zdegustowany całym zamieszeniem wokół plamy, a teraz nagle krew mu się należała?
— Co? — zapytała zbita z tropu, mierząc go spojrzeniem spod zmrużonych podejrzliwie oczu. Mocniej zacisnęła ręce na słoju i zrobiła tyłem kilka kroków w głąb chaty. — Dlaczego? Co chcesz z tym zrobić? — Nie aby ona miała plan ambitniejszy niż wyniesienie krwi daleko na łąki przy Dolinie i zakopanie jej w ziemi.
dotknij trawy