21.02.2023, 14:04 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.02.2023, 14:05 przez Cody Brandon.)
Nie był gotowy na wojnę. Uzmysłowienie sobie tej oczywistości wprowadzało do głowy więcej chaosu. Dopóki go nie zabito działał aktywnie na rzecz sponiewieranych i tłumionych grup, które potrzebowały głosu i poparcia jak największej ilości osób. Czy umiałby oddać za to życie? Broń Merlinie, nie chciał umierać bo teraz gdyby go unicestwiono to nawet pojawienie się Williama nie przywróci go do życia. Dopiero wiadomość o krzywdzie wyrządzonej tak blisko niego sprawiło, że się naprawdę przeraził. Powinien bać się już wtedy kiedy się ocknął w umiera… w pracowni Williama. Podświadomość zadziała z opóźnionym zapłonem. Rzucał słowa na wiatr, nie byłby w stanie ruszyć teraz w świat i walczyć w pocie czoła o wolność ucieśnionych. Musi nauczyć się walczyć i zmienić wady w zalety, nawet jako wampir. Wciągnął do płuc powietrze lecz jak to już miał nieprzyjemność odkryć - nie przyniosło to żadnej ulgi. Człowiek nie zdawał sobie sprawy jak bardzo potrzebne są mu odruchy ciała aby odzyskać spokój umysłu. Słuchał Heather. Każde wypowiadane słowo wyłapywał w powietrzu i zapisywał twardo w myślach.
- Merlinie, cały czas słyszę, że mam się do niczego nie mieszać bo zaszkodzę.- zirytował się tym odstawianiem go na bok. Chciał działać ale dla bezpieczeństwa własnego i wszystkich wokół musiał chwilowo odpuścić.
- Jestem kiepski w roli anonimowego słuchacza. W szkole lubiłem pakować się na pierwszy plan a teraz mogę wychodzić z domu tylko nocą. Uch, to popieprzone. Rozumiem co masz na myśli ale aż mnie nosi żeby coś zacząć robić. - nie przyszedł tu po to aby się kłócić. Reagował normalnie w obliczu takiej prawdy bo dotyczyło to człowieka, któremu nie życzył takiego samego losu co swój. Gdyby mógł temu zapobiec… dlatego tak rwał się do czegokolwiek produktywnego, mogącego pomóc w potrzebie nim będzie za późno.
Zatrzymał się znienacka, bo znów się nieświadomie kręcił, kiedy padły te mocne słowa. Momentalnie dopadła go ulga widoczna na bladej twarzy.
- Jest bezpieczny?- powtórzył choć przecież dobrze słyszał. Wpatrywał się dłuższy moment w jej niebieskie oczy i wyglądało to niczym rozmowa telepatyczna. Niestety, ale nie posiadała tej umiejętności więc tylko zaciskał usta w cienką linię i odbierał od niej niewerbalny przekaz. Sprawa się wyjaśniła na tyle, aby zatrzymać Brandona w miejscu. Skoro Charlie jest w bezpiecznym miejscu i się faktycznie ukrywa to znaczy, że nie trzeba natychmiast działać i spieszyć mu na pomoc.
- Teraz rozumiem.- wypuścił powietrze z płuc lecz jego organizm ponownie to zignorował. Zaśmiał się, z nerwów.
- O Merlinie, jaka ulga. Dobra, masz rację. Nie dziwię mu się, że… - rozejrzał się jakby nagle zza krzaka miał wypaść Śmierciożerca. Potrząsnął głową i w końcu się uśmiechnął.
- Dzięki, Heather.- lekko ścisnął jej ramię w imię wdzięczności za to, że natychmiastowo pogrzebała jego plany o głupim zrywie "bohaterstwa". Cóż, bywał w gorącej wodzie kąpany. Opadł na ławkę, wywalając nogi przed siebie. Westchnął świadomie, cały czas próbując odnaleźć choć odrobinę przyjemności w pracy oddechowej. Nic z tego, płonne nadzieje.
- Skoro się już nie palę i lepiej tego tematu tutaj więcej nie poruszać to możemy przejść do wyjaśniania jak to się stało, że znalazłem cię w BUMie? Przecież jesteś sportowcem a tu nagle zajmujesz się moją sprawą… to skrajne ścieżki.- skrzyżował ręce na karku i zawiesił wzrok na swojej rozmówczyni. Wyglądał jakby był oazą spokoju choć wewnątrz jego głowy wciąż huczało, miał milion pytań i przede wszystkim świadomość, że Charliego musi zostawić w spokoju dopóki czegoś nie wymyśli. Faktycznie, mógłby zaszkodzić gdyby zaczął go szukać… choć oddałby cały zapas słodyczy z Miodowego Królestwa żeby się z nim spotkać.
- Merlinie, cały czas słyszę, że mam się do niczego nie mieszać bo zaszkodzę.- zirytował się tym odstawianiem go na bok. Chciał działać ale dla bezpieczeństwa własnego i wszystkich wokół musiał chwilowo odpuścić.
- Jestem kiepski w roli anonimowego słuchacza. W szkole lubiłem pakować się na pierwszy plan a teraz mogę wychodzić z domu tylko nocą. Uch, to popieprzone. Rozumiem co masz na myśli ale aż mnie nosi żeby coś zacząć robić. - nie przyszedł tu po to aby się kłócić. Reagował normalnie w obliczu takiej prawdy bo dotyczyło to człowieka, któremu nie życzył takiego samego losu co swój. Gdyby mógł temu zapobiec… dlatego tak rwał się do czegokolwiek produktywnego, mogącego pomóc w potrzebie nim będzie za późno.
Zatrzymał się znienacka, bo znów się nieświadomie kręcił, kiedy padły te mocne słowa. Momentalnie dopadła go ulga widoczna na bladej twarzy.
- Jest bezpieczny?- powtórzył choć przecież dobrze słyszał. Wpatrywał się dłuższy moment w jej niebieskie oczy i wyglądało to niczym rozmowa telepatyczna. Niestety, ale nie posiadała tej umiejętności więc tylko zaciskał usta w cienką linię i odbierał od niej niewerbalny przekaz. Sprawa się wyjaśniła na tyle, aby zatrzymać Brandona w miejscu. Skoro Charlie jest w bezpiecznym miejscu i się faktycznie ukrywa to znaczy, że nie trzeba natychmiast działać i spieszyć mu na pomoc.
- Teraz rozumiem.- wypuścił powietrze z płuc lecz jego organizm ponownie to zignorował. Zaśmiał się, z nerwów.
- O Merlinie, jaka ulga. Dobra, masz rację. Nie dziwię mu się, że… - rozejrzał się jakby nagle zza krzaka miał wypaść Śmierciożerca. Potrząsnął głową i w końcu się uśmiechnął.
- Dzięki, Heather.- lekko ścisnął jej ramię w imię wdzięczności za to, że natychmiastowo pogrzebała jego plany o głupim zrywie "bohaterstwa". Cóż, bywał w gorącej wodzie kąpany. Opadł na ławkę, wywalając nogi przed siebie. Westchnął świadomie, cały czas próbując odnaleźć choć odrobinę przyjemności w pracy oddechowej. Nic z tego, płonne nadzieje.
- Skoro się już nie palę i lepiej tego tematu tutaj więcej nie poruszać to możemy przejść do wyjaśniania jak to się stało, że znalazłem cię w BUMie? Przecież jesteś sportowcem a tu nagle zajmujesz się moją sprawą… to skrajne ścieżki.- skrzyżował ręce na karku i zawiesił wzrok na swojej rozmówczyni. Wyglądał jakby był oazą spokoju choć wewnątrz jego głowy wciąż huczało, miał milion pytań i przede wszystkim świadomość, że Charliego musi zostawić w spokoju dopóki czegoś nie wymyśli. Faktycznie, mógłby zaszkodzić gdyby zaczął go szukać… choć oddałby cały zapas słodyczy z Miodowego Królestwa żeby się z nim spotkać.