09.10.2025, 15:27 ✶
- Tak, to daje nadzieję, że przebywanie w skażonych pomieszczeniach jest uciążliwe, ale nie niebezpieczne - zgodził się z wypowiedzią Ceolsige o pająkach, całkowicie ignorując ironię w jej głosie.
Dane o tym, kto padł ofiarą domniemanej klątwy, a kto nie, byłyby przydatne, ale Burke miała rację - na chwilę obecną ważne było znalezienie sposobu na jej usunięcie lokalnie. Pomyślał, że może dobrze, że trzyma w ryzach jego naukowe zapędy. Chociaż problem był niewątpliwie ciekawy.
Westchnął, bo podobne problemy w ogóle nie wchodziły w zakres jego zawodowych obowiązków, a nawet, gdyby tak było, to szczerze wątpił w to, że Ministerstwo zadziała prężnie w tej kwestii. Szczególnie, jeżeli nie dotknęła bogatej i szanowanej części społeczeństwa. Nie skomentował jednak jej słów.
- Gdybyś jednak przypadkiem znalazła się w najbliższych tygodniach w posiadaniu jakichś przydatnych informacji… pamiętaj o mnie - poprosił tylko.
- Najprostsze metody. Słusznie - zgodził się z nią i zapraszającym gestem udzielił pozwolenia na oględziny. Nie, żeby Ceolsige specjalnie na nie czekała - Tak samo jest w każdym pomieszczeniu. Możesz zajrzeć.
Sam również wstał, rozproszył barierę chroniącą okno i zamknął je. Smród dymu w powietrzu nie zmienił się ani na jotę.
Obracając w palcach różdżkę, rozejrzał się po suficie, oceniając, które miejsce będzie najlepsze, a potem stanął pod szczególnie dorodnym zaciekiem. Jego brwi ściągnęły się w skupieniu - przedziwna magia, na pewno niedozwolona w standardowej praktyce. Zerknął krótko na spacerującą po mieszkaniu paserkę, upewniając się, że znajduje się we w miarę bezpiecznej odległości. Przez chwilę jeszcze się zastanawiał, wpatrując się w czarny ślad, zanim wreszcie mruknął coś do siebie niewyraźnie, uniósł różdżkę i pchnął w wybrany punkt wiązkę Rozproszenia.
Dane o tym, kto padł ofiarą domniemanej klątwy, a kto nie, byłyby przydatne, ale Burke miała rację - na chwilę obecną ważne było znalezienie sposobu na jej usunięcie lokalnie. Pomyślał, że może dobrze, że trzyma w ryzach jego naukowe zapędy. Chociaż problem był niewątpliwie ciekawy.
Westchnął, bo podobne problemy w ogóle nie wchodziły w zakres jego zawodowych obowiązków, a nawet, gdyby tak było, to szczerze wątpił w to, że Ministerstwo zadziała prężnie w tej kwestii. Szczególnie, jeżeli nie dotknęła bogatej i szanowanej części społeczeństwa. Nie skomentował jednak jej słów.
- Gdybyś jednak przypadkiem znalazła się w najbliższych tygodniach w posiadaniu jakichś przydatnych informacji… pamiętaj o mnie - poprosił tylko.
- Najprostsze metody. Słusznie - zgodził się z nią i zapraszającym gestem udzielił pozwolenia na oględziny. Nie, żeby Ceolsige specjalnie na nie czekała - Tak samo jest w każdym pomieszczeniu. Możesz zajrzeć.
Sam również wstał, rozproszył barierę chroniącą okno i zamknął je. Smród dymu w powietrzu nie zmienił się ani na jotę.
Obracając w palcach różdżkę, rozejrzał się po suficie, oceniając, które miejsce będzie najlepsze, a potem stanął pod szczególnie dorodnym zaciekiem. Jego brwi ściągnęły się w skupieniu - przedziwna magia, na pewno niedozwolona w standardowej praktyce. Zerknął krótko na spacerującą po mieszkaniu paserkę, upewniając się, że znajduje się we w miarę bezpiecznej odległości. Przez chwilę jeszcze się zastanawiał, wpatrując się w czarny ślad, zanim wreszcie mruknął coś do siebie niewyraźnie, uniósł różdżkę i pchnął w wybrany punkt wiązkę Rozproszenia.
Rozproszenie/klątwołamanie - próba zdjęcia klątwy (karta lokacji: Zacieki)
Rzut PO 1d100 - 31
Slaby sukces...
Slaby sukces...