09.10.2025, 19:52 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.10.2025, 19:57 przez Sebastian Macmillan.)
Skrzywił się, gdy Brenna posłała w jego stronę pocałunek. Biedna dziewczyna. Słyszał plotki o tym, co się stało z Warownią podczas Spalonej Nocy. Biorąc pod uwagę, jakiego hopla miała na punkcie kontroli nad wszystkimi sytuacjami w swoim życiu, to musiało ją to dotknąć dużo mocniej niż całą resztę Longbottomów. Ale żeby aż tak?, pomyślał przelotnie Sebastian. Ech, zdecydowanie będzie się musiał za nią pomodlić. Albo zaprosić ją i jej matkę na nabożeństwo kowenowe. Może wówczas znajdzie trochę ukojenia. Kapłan pokręcił głową, gdy przyszła pora na rozpoczęcie oficjalnej części uroczystości, gdy główni zainteresowani znaleźli się na miejscu.
— Przyjaciele życia, Towarzysze drogi, Dziś jesteśmy świadkami narodzin nowej wspólnoty serc... — zaintonował Sebastian, przykładając czubek różdżki do swojej szyi, aby za pomocą odpowiedniego zaklęcia zwiększyć tembr głosu na tyle, aby być słyszalnym dla wszystkich gości uroczystości. — Zgromadziliśmy się tutaj, aby być świadkami doprawdy niezwykłego wydarzenia - zawarcia najświętszego sakramentu małżeństwa przez Geraldine Artemis z rodu Yaxley i Ambroise'a Bertranda z rodu Greengrass. Pamiętajmy, że małżeństwo to nie tylko przymierze dwojga ludzi, ale także święty znak obecności Matki w ich życiu. To droga, którą wybierają, by przeć naprzód pomimo rzucanym im pod nogi kłód - w miłości, wierności, wierze oraz wzajemnym oddaniu.
Macmillan zamilkł na moment, wodząc wzrokiem między gośćmi, zatrzymując się dłużej na najbliższych krewnych i bliskich pary młodej, jakby chciał ich w ten sposób zachęcić do krótkiej refleksji na temat ich partnerów i łaski, jaka na nich spadła dzięki temu, że Pani Księżyca pozwoliła bratnim duszom połączyć się w harmonii. Przesunął spojrzenie na Geraldine i Ambrożego. Chociaż dostał całkiem konkretne wytyczne co do tego, jakie mieli plany względem ceremonii, tak nie byłby sobą- poprawka, nie byłby kapłanem kowenu, gdyby nie dodał czegoś od siebie, prawda? Chociaż paru słów, które naprawdę pokazałyby, jak blisko był z parą młodą. A przynajmniej z Geraldine Yaxley. Na szczęście takich traumatycznych zdarzeń się nie zapomina, skomentował bezgłośnie, wracając myślami do ich spotkania w lasach Doliny Godryka, kiedy wspólnie próbowali polować na Widma. Och, to wydawało się teraz tak odległe...
— Pamiętam, kiedy po raz pierwszy spotkałem Geraldine. Pamiętam jej siłę woli i silny uścisk dłoni. Nie tylko wydawała się odważniejsza ode mnie, ale też była odważniejsza. Zawsze zdeterminowana i skupiona na celu, aby wykonać powierzone jej zadanie za wszelką cenę. Zapewne dlatego z taką łatwością sprowadziła do ołtarza Ambroise'a — I w tak krótkim czasie, dopowiedział w myślach, zostawiając jednak ten komentarz dla siebie. Nikt nie był idealny, każdemu się zdarzało zboczyć z obranej ścieżki i nieco... Zapomnieć się w tym, jak powinny wyglądać oficjalne procedury przygotowania do sakramentu małżeństwa. Czy powinien ich oceniać? Bądź co bądź, ich wszystkich mogła osądzić tylko i wyłącznie matka. — …Którego zresztą nie trzeba było zbytnio namawiać. Kiedy zobaczyłem ich razem, od razu wiedziałem, że łączy ich prawdziwa więź. Płomienna. Silna. Nierozerwalna. Błogosławiona.
Wziął głęboki oddech.
— Dziś Geraldine Yaxley i Ambroise Greengrass stają przed ołtarzem, by wypowiedzieć słowa przysięgi, które będą im towarzyszyć przez resztę życia. Niech ta uroczystość będzie dla nas wszystkich przypomnieniem o pięknie miłości, o sile wspólnoty i o łasce, którą Matka obdarza tych, którzy są w stanie jej zaufać. Oby stało się to dowodem, że płomienie potrafią nie tylko niszczyć, lecz też chronić i prowadzić. Niech stanie się światłem na ich wspólnej drodze - ciepłym, wiernym i niegasnącym.
Sebastian rozejrzał się po gościach, aż złapał spojrzenie starszej kapłanki, której towarzyszyła też jej młodsza protegowana. Te subtelnie zaczęły się przemieszczać z tylnych rzędów na przód - bliżej ołtarza. Obie trzymały w dłoniach drewniane ozdobne pudełka ze świętymi symbolami.
— Zanim wspólnie oddamy hołd Matce, pozwólcie, że zaproszę Was do uczestnictwa w szczególnym akcie tej uroczystości. Geraldine i Ambroise pragną, by ich przymierze zostało przypieczętowane także gestem symbolicznym - rytuałem zarękowin, starodawnym znakiem związania dłoni, który od wieków wyrażał jedność, zaufanie i wzajemne oddanie. W tym geście splecionych dłoni i wstęg kryje się coś więcej niż tradycja. To obraz ich wspólnej drogi i połączenia rodzin Yaxley i Greengrass. — Uniósł dłonie. — Zapraszam Was, byście byli świadkami tej chwili. Niech ten gest stanie się dla nas wszystkich przypomnieniem, że więzi tworzymy nie tylko słowem, ale i czynem - i że prawdziwa jedność rodzi się tam, gdzie serca są gotowe się spotkać.
Starsza kapłanka stanęła po stronie Geraldine, a młodsza po stronie Ambroise'a. Obie odsłoniły wieka skrzyneczek, w których znajdowały się kolorowe, ręcznie wykonane wstęgi - niektóre z symbolicznymi zawieszkami lub bez. Pierwszą wstęgę zawiązał sam Sebastian - nie błogosławiąc parze osobiście, a jako przedstawiciel kowenu, przedstawiciel samej Pary Księżyca. Takim oto sposobem, na dłoniach młodej pory spoczęła srebrna wstęga z zawieszką z symbolem kowenu Whitecroft. Następni do pary młodej zostali zaproszeni rodzice Geraldine: Gerard i Jennifer, a także jej rodzeństwo czy kuzynostwo. Potem przyszła pora na najbliższą rodzinę Ambrożego: Thomasa Greengrassa (ojca), Evelyn Greengrass (macochę), a także babkę od strony męża, którzy po kolei zawiązywali na dłoniach młodej pary kolejne wstęgi. Następne minuty ceremonii upłynęły na obserwowaniu rytuału zarękowin *.
— Przyjaciele życia, Towarzysze drogi, Dziś jesteśmy świadkami narodzin nowej wspólnoty serc... — zaintonował Sebastian, przykładając czubek różdżki do swojej szyi, aby za pomocą odpowiedniego zaklęcia zwiększyć tembr głosu na tyle, aby być słyszalnym dla wszystkich gości uroczystości. — Zgromadziliśmy się tutaj, aby być świadkami doprawdy niezwykłego wydarzenia - zawarcia najświętszego sakramentu małżeństwa przez Geraldine Artemis z rodu Yaxley i Ambroise'a Bertranda z rodu Greengrass. Pamiętajmy, że małżeństwo to nie tylko przymierze dwojga ludzi, ale także święty znak obecności Matki w ich życiu. To droga, którą wybierają, by przeć naprzód pomimo rzucanym im pod nogi kłód - w miłości, wierności, wierze oraz wzajemnym oddaniu.
Macmillan zamilkł na moment, wodząc wzrokiem między gośćmi, zatrzymując się dłużej na najbliższych krewnych i bliskich pary młodej, jakby chciał ich w ten sposób zachęcić do krótkiej refleksji na temat ich partnerów i łaski, jaka na nich spadła dzięki temu, że Pani Księżyca pozwoliła bratnim duszom połączyć się w harmonii. Przesunął spojrzenie na Geraldine i Ambrożego. Chociaż dostał całkiem konkretne wytyczne co do tego, jakie mieli plany względem ceremonii, tak nie byłby sobą- poprawka, nie byłby kapłanem kowenu, gdyby nie dodał czegoś od siebie, prawda? Chociaż paru słów, które naprawdę pokazałyby, jak blisko był z parą młodą. A przynajmniej z Geraldine Yaxley. Na szczęście takich traumatycznych zdarzeń się nie zapomina, skomentował bezgłośnie, wracając myślami do ich spotkania w lasach Doliny Godryka, kiedy wspólnie próbowali polować na Widma. Och, to wydawało się teraz tak odległe...
— Pamiętam, kiedy po raz pierwszy spotkałem Geraldine. Pamiętam jej siłę woli i silny uścisk dłoni. Nie tylko wydawała się odważniejsza ode mnie, ale też była odważniejsza. Zawsze zdeterminowana i skupiona na celu, aby wykonać powierzone jej zadanie za wszelką cenę. Zapewne dlatego z taką łatwością sprowadziła do ołtarza Ambroise'a — I w tak krótkim czasie, dopowiedział w myślach, zostawiając jednak ten komentarz dla siebie. Nikt nie był idealny, każdemu się zdarzało zboczyć z obranej ścieżki i nieco... Zapomnieć się w tym, jak powinny wyglądać oficjalne procedury przygotowania do sakramentu małżeństwa. Czy powinien ich oceniać? Bądź co bądź, ich wszystkich mogła osądzić tylko i wyłącznie matka. — …Którego zresztą nie trzeba było zbytnio namawiać. Kiedy zobaczyłem ich razem, od razu wiedziałem, że łączy ich prawdziwa więź. Płomienna. Silna. Nierozerwalna. Błogosławiona.
Wziął głęboki oddech.
— Dziś Geraldine Yaxley i Ambroise Greengrass stają przed ołtarzem, by wypowiedzieć słowa przysięgi, które będą im towarzyszyć przez resztę życia. Niech ta uroczystość będzie dla nas wszystkich przypomnieniem o pięknie miłości, o sile wspólnoty i o łasce, którą Matka obdarza tych, którzy są w stanie jej zaufać. Oby stało się to dowodem, że płomienie potrafią nie tylko niszczyć, lecz też chronić i prowadzić. Niech stanie się światłem na ich wspólnej drodze - ciepłym, wiernym i niegasnącym.
Sebastian rozejrzał się po gościach, aż złapał spojrzenie starszej kapłanki, której towarzyszyła też jej młodsza protegowana. Te subtelnie zaczęły się przemieszczać z tylnych rzędów na przód - bliżej ołtarza. Obie trzymały w dłoniach drewniane ozdobne pudełka ze świętymi symbolami.
— Zanim wspólnie oddamy hołd Matce, pozwólcie, że zaproszę Was do uczestnictwa w szczególnym akcie tej uroczystości. Geraldine i Ambroise pragną, by ich przymierze zostało przypieczętowane także gestem symbolicznym - rytuałem zarękowin, starodawnym znakiem związania dłoni, który od wieków wyrażał jedność, zaufanie i wzajemne oddanie. W tym geście splecionych dłoni i wstęg kryje się coś więcej niż tradycja. To obraz ich wspólnej drogi i połączenia rodzin Yaxley i Greengrass. — Uniósł dłonie. — Zapraszam Was, byście byli świadkami tej chwili. Niech ten gest stanie się dla nas wszystkich przypomnieniem, że więzi tworzymy nie tylko słowem, ale i czynem - i że prawdziwa jedność rodzi się tam, gdzie serca są gotowe się spotkać.
Starsza kapłanka stanęła po stronie Geraldine, a młodsza po stronie Ambroise'a. Obie odsłoniły wieka skrzyneczek, w których znajdowały się kolorowe, ręcznie wykonane wstęgi - niektóre z symbolicznymi zawieszkami lub bez. Pierwszą wstęgę zawiązał sam Sebastian - nie błogosławiąc parze osobiście, a jako przedstawiciel kowenu, przedstawiciel samej Pary Księżyca. Takim oto sposobem, na dłoniach młodej pory spoczęła srebrna wstęga z zawieszką z symbolem kowenu Whitecroft. Następni do pary młodej zostali zaproszeni rodzice Geraldine: Gerard i Jennifer, a także jej rodzeństwo czy kuzynostwo. Potem przyszła pora na najbliższą rodzinę Ambrożego: Thomasa Greengrassa (ojca), Evelyn Greengrass (macochę), a także babkę od strony męża, którzy po kolei zawiązywali na dłoniach młodej pary kolejne wstęgi. Następne minuty ceremonii upłynęły na obserwowaniu rytuału zarękowin *.
* Celem uniknięcia blokady kolejki, gdy wszyscy potencjalni chętni chcieliby wejść w interakcję z para młodą, możliwość zawiązania wstęgi na rękach Ger i Ambroża w tej części uroczystości została ograniczona TYLKO do postaci niezależnych (NPC/kartony). W czasie wesela pojawi się możliwość dodania swojej wstęgi do zestawu, tak aby każdy zainteresowany mógł to zrobić we własnym tempie ^^ Decyzja ustalona z @Geraldine Yaxley i @Ambroise Greengrass