10.10.2025, 00:29 ✶
Bardzo jej się podobało takie ojojanie, nawet jeśli chodziło tylko o głupie oblanie farbą. Wszyscy się tak powinni o nią martwić, zamiast mówić jej że nie było czym się przejmować, albo że powinna się umyć. Uśmiechnęła się więc do Hannibala, kiwając przy tym głową znacząco, bo się z nim absolutnie przecież zgadzała - niektórzy w ogóle nie myśleli!
- Ciepłe kolory będą się mieszać i stapiać z Ekstazą, to by było twoim zdaniem właściwe? - zapytała, ale nawet jeśli to pytanie mogło brzmieć samo w sobie jako podchwytliwe, to wcale nie miała takich intencji. Pytała, bo chciała wiedzieć. To był jego Merlin. Nie ten historyczny, nie ten odgrywany lata temu, kiedy sztuka pierwszy raz weszła na deski teatru. Jego i nikogo innego. Lyssa już dawno nauczyła się, że każdy artysta inaczej interpretował zadany temat. Jedni emulowali poczynania innych, oczywiście, ale Hannibal na takiego zwyczajnie nie wyglądał.
- Zastanawia mnie, czemu w ogóle pomarańczowa. Departamentowi kostiumów bardzo podobały się pożary czy o co chodzi? - zapytała neutralnym tonem, kreśląc dłonią jakąś mocniejszą, pełną energii linię, wyraźnie skoncentrowana przede wszystkim na tym co ma na papierze, a nie tym co mówiła. Doskonale jednak zdawała sobie sprawę z tego, jak obrazoburczo mogło zostać to odebrane. Prawda jednak była taka, a nie inna - kostiumograf sobie zwyczajnie niezwykle śmiele poczyniał, bo teraz pomarańcz, szczególnie ten żywy i intensywny, ten pełen ruchu i emocji, kojarzył się z czymś strasznym i niezaspokojonym. Jej zdaniem było wcześnie, za wcześnie, by robić coś takiego. Przynajmniej jeśli nie chciało się w jakiś sposób powiedzieć, że to ogień był tym dobrym pierwiastkiem.
- Ciepłe kolory będą się mieszać i stapiać z Ekstazą, to by było twoim zdaniem właściwe? - zapytała, ale nawet jeśli to pytanie mogło brzmieć samo w sobie jako podchwytliwe, to wcale nie miała takich intencji. Pytała, bo chciała wiedzieć. To był jego Merlin. Nie ten historyczny, nie ten odgrywany lata temu, kiedy sztuka pierwszy raz weszła na deski teatru. Jego i nikogo innego. Lyssa już dawno nauczyła się, że każdy artysta inaczej interpretował zadany temat. Jedni emulowali poczynania innych, oczywiście, ale Hannibal na takiego zwyczajnie nie wyglądał.
- Zastanawia mnie, czemu w ogóle pomarańczowa. Departamentowi kostiumów bardzo podobały się pożary czy o co chodzi? - zapytała neutralnym tonem, kreśląc dłonią jakąś mocniejszą, pełną energii linię, wyraźnie skoncentrowana przede wszystkim na tym co ma na papierze, a nie tym co mówiła. Doskonale jednak zdawała sobie sprawę z tego, jak obrazoburczo mogło zostać to odebrane. Prawda jednak była taka, a nie inna - kostiumograf sobie zwyczajnie niezwykle śmiele poczyniał, bo teraz pomarańcz, szczególnie ten żywy i intensywny, ten pełen ruchu i emocji, kojarzył się z czymś strasznym i niezaspokojonym. Jej zdaniem było wcześnie, za wcześnie, by robić coś takiego. Przynajmniej jeśli nie chciało się w jakiś sposób powiedzieć, że to ogień był tym dobrym pierwiastkiem.
la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.