10.10.2025, 11:19 ✶
Jako wieloletni pracownik Ministerstwa Magii oraz uczestnik niezliczonych ilości ceremoniałów w każdym w sumie rycie, był doskonale przygotowany na ewentualność prezentowania się z gracją i elegancją bez względu na czas oczekiwania. Jego umysł bezbłędnie potrafił oddryfować gdzie indziej, gdy figura pozostała w nienagannej pozycji, twarz zdawała się z uwagą słuchać, a każdy kąt był dobry do zrobienia zdjęcia i użycia go jako jednego z przykładowych, jak powinien wyglądać bardzo zaangażowany uczestnik zachłyśnięty doniosłością chwili, zapatrzony w przyszłość młodych.
–Daj szatę, włóż koronę na me skronie.
Zaczynam tęsknić za nieśmiertelnością.
Już sok egipskich gron tych ust nie zwilży.
Tak, dobra Iras, prędzej! Zda się, słyszę
Głos Antoniusza. Widzę go, jak wstaje,
By wielki czyn mój chwalić. Słyszę! Szydzi
Z Cezarowego szczęścia –
Monolog umierającej Kleopatry był jednym z jego ulubionych fragmentów Szekspirowskich sztuk. Odpowiednio dramatyczny, melodyjny i wyrazisty. Skrzywdzona miłość. Zwiedzione nadzieje. Obracał go w głowie raz za razem, jak buddyjski mnich obracał w swoich dłoniach koraliki mantry. Coś uderzyło go o łydkę na moment tylko wybijając z miarowego pulsu doskonałych słów spisanych kilka wieków temu.
Z Cezarowego szczęścia – szczęścia, jakie
Bogowie dają śmiertelnikom, aby to
Usprawiedliwić swą późniejszą srogość.
Już idę, mężu! — niech mi teraz moja
Odwaga prawo da tak do cię mówić!
Powietrzem jestem i płomieniem. Resztę
Żywiołów moich podlejszemu życiu
Przerzutnia w zapisie nie powinna zatrzymać głosu deklamującej w głowie królowej. Oddaję i zachłyśnięcie, za moment dwie żmije w dłoniach przebiją białą skórę jej piersi. Za moment... Miał wrażenie, że kołysze się całe jego krzesło.
Uniósł brwi i odwrócił się w prawo gdzie miejsce zajmował... Rowen. Rowan? Dalej dziewczynka, jego siostra i Jackie. Chłopiec ewidentnie źle znosił przedłużający się czas ceremoniału. Cóż, trudno było mu się dziwić, skoro jego opieką nie zajmowali się od trzeciego roku życia guwernerzy wrażliwi na obyczaj i tradycję, karcący za każde, choćby półcalowe odchylenie od prawidłowego siadu. Tymczasem nieletni nie był w stanie usiedzieć na krześle. Podnosił się, opadał, wierzgał nogami, kręcił głową, podszczypywał dużo spokojniejszą siostrę.
Anthony westchnął. Skupił się na moment, by sięgnąć do magicznego splotu. Nie musiał bardzo się w tym wszystkim wysilać, wyciągać z marynarki cisową różdżkę. Och nie... już nie.
Puf
W dłoniach siostrzeńca pojawił się listek. Zielony. Okrągły z lekko zaostrzonym czubkiem. Rowan (Rowen?) chmurnie zmarszczyło brwi przypatrując się nieoczekiwanemu znalezisku znikąd.
– Nie ma takiej rośliny – oznajmił chłopiec z pewnością głosu godną doktoratu z botaniki, po czym wyrzucił liść. Twarz Anthony'ego nie zmieniła się ani o jotę, gdy rozproszył twór, nim ten dotarł do ziemi. Chłopiec pochylił się, a wtedy liść pojawił mu się na głowie, co z kolei zwróciło uwagę dziewczynki.
– Ej masz liścia na głowie! – zauważyła może nieco zbyt głośno siostrzenica, a Anthony przez moment przeszedł bardzo trudną próbę charakteru, by się nie zaśmiać. Jeszcze trudniejsze było się nie obejrzeć, gdzieś za siebie gdzie siedzieli Charlie z Jonathanem. Szkoda, że nie siedzili razem jak poprzednio. Kto inny mógłby mieć teraz liścia na głowie.
–Daj szatę, włóż koronę na me skronie.
Zaczynam tęsknić za nieśmiertelnością.
Już sok egipskich gron tych ust nie zwilży.
Tak, dobra Iras, prędzej! Zda się, słyszę
Głos Antoniusza. Widzę go, jak wstaje,
By wielki czyn mój chwalić. Słyszę! Szydzi
Z Cezarowego szczęścia –
Monolog umierającej Kleopatry był jednym z jego ulubionych fragmentów Szekspirowskich sztuk. Odpowiednio dramatyczny, melodyjny i wyrazisty. Skrzywdzona miłość. Zwiedzione nadzieje. Obracał go w głowie raz za razem, jak buddyjski mnich obracał w swoich dłoniach koraliki mantry. Coś uderzyło go o łydkę na moment tylko wybijając z miarowego pulsu doskonałych słów spisanych kilka wieków temu.
Z Cezarowego szczęścia – szczęścia, jakie
Bogowie dają śmiertelnikom, aby to
Usprawiedliwić swą późniejszą srogość.
Już idę, mężu! — niech mi teraz moja
Odwaga prawo da tak do cię mówić!
Powietrzem jestem i płomieniem. Resztę
Żywiołów moich podlejszemu życiu
Przerzutnia w zapisie nie powinna zatrzymać głosu deklamującej w głowie królowej. Oddaję i zachłyśnięcie, za moment dwie żmije w dłoniach przebiją białą skórę jej piersi. Za moment... Miał wrażenie, że kołysze się całe jego krzesło.
Uniósł brwi i odwrócił się w prawo gdzie miejsce zajmował... Rowen. Rowan? Dalej dziewczynka, jego siostra i Jackie. Chłopiec ewidentnie źle znosił przedłużający się czas ceremoniału. Cóż, trudno było mu się dziwić, skoro jego opieką nie zajmowali się od trzeciego roku życia guwernerzy wrażliwi na obyczaj i tradycję, karcący za każde, choćby półcalowe odchylenie od prawidłowego siadu. Tymczasem nieletni nie był w stanie usiedzieć na krześle. Podnosił się, opadał, wierzgał nogami, kręcił głową, podszczypywał dużo spokojniejszą siostrę.
Anthony westchnął. Skupił się na moment, by sięgnąć do magicznego splotu. Nie musiał bardzo się w tym wszystkim wysilać, wyciągać z marynarki cisową różdżkę. Och nie... już nie.
Puf
W dłoniach siostrzeńca pojawił się listek. Zielony. Okrągły z lekko zaostrzonym czubkiem. Rowan (Rowen?) chmurnie zmarszczyło brwi przypatrując się nieoczekiwanemu znalezisku znikąd.
– Nie ma takiej rośliny – oznajmił chłopiec z pewnością głosu godną doktoratu z botaniki, po czym wyrzucił liść. Twarz Anthony'ego nie zmieniła się ani o jotę, gdy rozproszył twór, nim ten dotarł do ziemi. Chłopiec pochylił się, a wtedy liść pojawił mu się na głowie, co z kolei zwróciło uwagę dziewczynki.
– Ej masz liścia na głowie! – zauważyła może nieco zbyt głośno siostrzenica, a Anthony przez moment przeszedł bardzo trudną próbę charakteru, by się nie zaśmiać. Jeszcze trudniejsze było się nie obejrzeć, gdzieś za siebie gdzie siedzieli Charlie z Jonathanem. Szkoda, że nie siedzili razem jak poprzednio. Kto inny mógłby mieć teraz liścia na głowie.
Magia bezróżdżkowa ale nadal WoP 0