10.10.2025, 18:32 ✶
– Jest duże i głębokie – odpowiedział zarozumiale na jej mruknięcie. – Kowen dużo mógłby, niewątpliwie, nigdy bym temu nie zaprzeczył, ale jak się nad tym zastanowić, to nie potrzeba do tego ich wstawiennictwa. To jest sprawa lokalna przecież. To mieszkańcy Doliny i widzieli i słyszeli rzeczy, o których wiedzą, a pewnie nie mówią nikomu, bo tak. Zdziwiłabyś się, ileż to dramatycznych historii odkopałem w swoich życiu wraz z trupami, bo byłem czegoś ciekaw o kroplę więcej niż obojętność. – Nie spostrzegł tego, jak próbowała uniknąć stawiania się w zbyt istotnej jak na swoje preferencje pozycji... Nie rozumiał tego przecież. Bać się bycia w centrum uwagi? On? Flintowi organizacja takiego spędu wydawała się tak prosta, jak każda podróż zamorska, której się podjął w życiu.
Jeżeli czegoś chciałeś, brałeś to garściami. Jeżeli czegoś nie chciałeś, świat klękał przed tobą i ulegał twoim wizjom.
– Cóż, za każdym razem kiedy tu jestem, Maida Vale wydaje się być tak samo piękne, więc cokolwiek się tutaj dzieje, musi elfom odpowiadać. – Przy okazji Flint się o Lestrange'ach wypowiadał bardzo... Uh, pochlebnie. Dało się z jego słów i zachowania wyczytać, że ta rodzina kojarzyła mu się dobrze.
– Wolałbym wiedzieć, gdyby coś ci się przydarzyło – powiedział spokojnie, a później uśmiechnął się w ten swój przerażający sposób. – To mogłaby być wskazówka. – I przez ten uśmiech to mogło zabrzmieć chłodno, nieciekawie, gorzko wręcz. Nie wydawało się, żeby sam Berht to zauważył, ale i tak dodał: – Poza tym byłoby mi szkoda, gdybyś umarła. – Przyjacielska nuta niby wybrzmiała, ale pomiędzy dwójką powalonych na podłogę czarodziejów nie zatlił się żaden ogień. Jeżeli coś innego niż obłąkanie pomiędzy nimi było, nie mogło się zbyt mocno rozpychać. – Jeżeli zastanę cię kiedyś i spostrzegę, żeś ofiarą niekompletnej śmierci, pomogę ci przejść na tamtą stronę. – Nie doprecyzował jednak, czy chodziło o dobicie, czy egzorcyzmy. A może oba?
– To może inaczej: ta roślina przypłynęła spoza wysp. Wiem, że płynęli z Francji... Starą łajbą. SS Canterbury. – Przygryzł wargę. – Nie wiem, czy byłem na nim, czy go widziałem tylko, ale widziałem SS Canterbury. I tak sobie myślę, Hella... Mmm... Jeśli mogę to zobaczyć, to może miejsca też mogą w jakimś sensie być duchami?
Jeżeli czegoś chciałeś, brałeś to garściami. Jeżeli czegoś nie chciałeś, świat klękał przed tobą i ulegał twoim wizjom.
– Cóż, za każdym razem kiedy tu jestem, Maida Vale wydaje się być tak samo piękne, więc cokolwiek się tutaj dzieje, musi elfom odpowiadać. – Przy okazji Flint się o Lestrange'ach wypowiadał bardzo... Uh, pochlebnie. Dało się z jego słów i zachowania wyczytać, że ta rodzina kojarzyła mu się dobrze.
– Wolałbym wiedzieć, gdyby coś ci się przydarzyło – powiedział spokojnie, a później uśmiechnął się w ten swój przerażający sposób. – To mogłaby być wskazówka. – I przez ten uśmiech to mogło zabrzmieć chłodno, nieciekawie, gorzko wręcz. Nie wydawało się, żeby sam Berht to zauważył, ale i tak dodał: – Poza tym byłoby mi szkoda, gdybyś umarła. – Przyjacielska nuta niby wybrzmiała, ale pomiędzy dwójką powalonych na podłogę czarodziejów nie zatlił się żaden ogień. Jeżeli coś innego niż obłąkanie pomiędzy nimi było, nie mogło się zbyt mocno rozpychać. – Jeżeli zastanę cię kiedyś i spostrzegę, żeś ofiarą niekompletnej śmierci, pomogę ci przejść na tamtą stronę. – Nie doprecyzował jednak, czy chodziło o dobicie, czy egzorcyzmy. A może oba?
– To może inaczej: ta roślina przypłynęła spoza wysp. Wiem, że płynęli z Francji... Starą łajbą. SS Canterbury. – Przygryzł wargę. – Nie wiem, czy byłem na nim, czy go widziałem tylko, ale widziałem SS Canterbury. I tak sobie myślę, Hella... Mmm... Jeśli mogę to zobaczyć, to może miejsca też mogą w jakimś sensie być duchami?
Matka nadała mi takie imię,
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr