11.10.2025, 10:43 ✶
Z Eugenią Jenkins, Everettem Selwynem i Electrą Prewett
Hannibal ponownie ścisnął ramieniem dłoń Electry, niewidoczny, pokrzepiający gest, na wypadek, gdyby go potrzebowała, a potem puścił ją i uśmiechnął się do Ministry czarująco i trochę nieśmiało, na chwilę spuszczając wzrok. Dzielił ich stół prezydialny, ale aktor opuścił na niego wolną dłoń, przesuwając palcami po obrusie, jakby była to jedyna forma zbliżenia się do Jenkins, na jaką starczyło mu śmiałości. Gładko przełknął jej następne słowa, komplement i docinek, ukryty, jak szpilka w czekoladce. Czy rodzice muszą to znosić przez cały wieczór?...
Podniósł na nią sarni wzrok. Za czasów młodości musiała być naprawdę urodziwa. Teraz widać było po niej zmęczenie - nie wiadomo, dzisiejszym wieczorem, trudami ostatnich tygodni, czy ogólnie wiekiem i pełnionym stanowiskiem. Jego ojciec zapewne dokładał wszelkich starań, by bawiła się dobrze, ale może nużyło ją jego gładkie, okrągłe towarzystwo.
Nie przynieś mi wstydu przy Ministrze! - powiedział mu wcześniej Everett, a Hannibal roześmiał się, bo przecież byli tacy, którzy odmawiali im całkowicie tego uczucia.
- Nie wiem, czy ktokolwiek z nas, artystów, może mienić się jeszcze zwykłym obywatelem po tym, jak grał dla tak znakomitej widowni - dłoń ze stołu powędrowała w górę i miękko oparła się na sercu, gestem znamionującym głębokie poruszenie - To był zaszczyt - dodał ciszej, pochylając się nieznacznie w stronę Ministry nad stołem, jakby dzielił się z nią sekretem, korzystając w pełni z chwilowej nieobecności dwóch towarzyszących jej kobiet.
Szczerze rozbawił go sposób, w jaki potraktowała poważnego pana dyrektora, twardo jednak grał onieśmielonego młodzieńca, do chwili, gdy padła sugestia, że mógłby stać się…
- Nudziarzem za biurkiem?! Na wychłostane własną ręką plecy Merlina, nie! - zawołał co prawda nie na tyle głośno, by zwracać uwagę innych gości, ale za to z dramatyzmem, któremu brakowało tylko przyłożenia wierzchu dłoni do czoła gestem omdlewającej damy - Nie - powtórzył spokojniej - Mam nadzieję jeszcze przez długie lata oglądać publiczność ze sceny, nie z loży.
W odpowiedzi na bezlitosne, niemal inkwizytorskie indagacje obdarzył Jenkins śmielszym spojrzeniem.
Jeżeli myślała, że swoimi pytaniami postawi go między sobą a własnym ojcem i że selwynowa latorośl nie znajdzie drogi wyjścia, to znaczyło, że go nie doceniała.
Czy chciał przeskoczyć Everetta? Być lepszym od wszystkich swych nauczycieli? Lśnić jaśniej?
Po trzykroć tak.
Choćby miało go to spalić.
- Czym byśmy byli, gdybyśmy obawiali się przerastać naszych mistrzów? - odpowiedział, poważniejąc. Nie patrzył nawet na dyrektora. Wypełnione ogniem młodzieńczej ambicji oczy Hannibala należały w tym momencie tylko dla stojącej przed nim z chłodnym uśmiechem Eugenii Jenkins - Jak świadczyłoby to o ich własnych naukach, gdybyśmy nie śnili o tym nocami?
Kąciki jego ust uniosły się lekko, kiedy sam przeszedł do natarcia.
- Czy tańczy pani? Jeżeli tak, koniecznie muszę zadbać o swoje szanse na finałowy taniec - spojrzał tęsknie w stronę makiety The Globe, a potem powrócił do Jenkins - Teatr już prawie odbudowano. Nie wiem, jak wy, drogie panie - zwrócił się również do Ellie, decydując się wreszcie włączyć ją w rozmowę - ale ja pragnąłbym go widzieć jeszcze okazalszym, niż oryginał.