11.10.2025, 15:39 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.10.2025, 15:41 przez Millie Moody.)
Moody miała niebywałego farta, to kumplowania się z ludźmi z którymi absolutnie nie powinna się kumplować.
To przez krew Trelawneyów.
Na pewno.
– O Twoją przyszłość pytam nie o swoją babo głupia. – Zaśmiała się na tę wzmiankę o nieszczęśniku. Na to znała już odpowiedź, ale ponieważ wciąż nie ustaliła czy jest z tego powodu zadowolona czy też nie... to wolała się nie wypowiadać.
– Dobra, otwarty rozkładzik, takie lubię najbardziej. – Uśmiechnęła się szeroko i zaczęła szeptać do kart słodkie tajemne pytania, które były w gruncie rzeczy bardzo, bardzo przyziemne. Co Sige spotka, co spotka ją pośród Londyńskich zgliszczy? Co tam przyniesiesz tej ślicznej blondyneczce na drodze jej bezwzględnych buciorów?
A potem trzy karty opadły...
Pierwsza, kobieta głaszcząca lwa pod brodą, na widok której Miles uśmiechnęła się, wyraźnie rozbawiona.
– Wpływ przeszłości i ja. Jak się z tym czujesz? Wiesz co to za karta prawa? Łagodna Moc. Mil Dred. Zabawne. Ale nie zatrzymujmy się w tym miejscu. Co z Teraz wpływa na Twoje Jutro? – tu opadł chłopiec. Niebo za nim było podobnie żółte co w przypadku kobiety obłaskawiającej bestię. – Paź denarów, to mnie absolutnie nie dziwi. Obrót pieniądza jest przecież Twoją domeną, nie wątpiłam, że ktoś taki jak Ty znajdzie sposób by dorobić się, gdy wszyscy inni płaczą. – Pod tym względem bardzo się różniły, Moody od początku spalonej nocy odkrywała w sobie pokłady altruizmu sięgające o wiele, wiele głębiej niż ktokolwiek mógłby się spodziewać. – I przyszłość to.... ho ho ho! No co ja widzę! – Rycerz na białym koniu. Dosłownie. Ze złocistym kielichem w dłoni. Czy było to możliwe? Zanim jednak Moody zdradziła znaczenie tej karty, wybałuszyła oczyska w poszukiwaniu omenów, wibracji, choćby chwilowych omamów (z gatunku tych milszych) mówiących o tym co niósł ze sobą powiew przeznaczenia.
Dym?
Kamienny komin?
Kominek?
– Ok, przypomnij mi... Ty mieszkasz nad lombardem prawda? – upewniła się, łypiąc tym razem już nie na karty ułożone na świeżo odmalowanej ławce, a wprost w przepastne oczy skrywające tak wiele, wiele tajemnic gwarantujących tej relacji okazjonalne funkcjonowanie.
To przez krew Trelawneyów.
Na pewno.
– O Twoją przyszłość pytam nie o swoją babo głupia. – Zaśmiała się na tę wzmiankę o nieszczęśniku. Na to znała już odpowiedź, ale ponieważ wciąż nie ustaliła czy jest z tego powodu zadowolona czy też nie... to wolała się nie wypowiadać.
– Dobra, otwarty rozkładzik, takie lubię najbardziej. – Uśmiechnęła się szeroko i zaczęła szeptać do kart słodkie tajemne pytania, które były w gruncie rzeczy bardzo, bardzo przyziemne. Co Sige spotka, co spotka ją pośród Londyńskich zgliszczy? Co tam przyniesiesz tej ślicznej blondyneczce na drodze jej bezwzględnych buciorów?
A potem trzy karty opadły...
Pierwsza, kobieta głaszcząca lwa pod brodą, na widok której Miles uśmiechnęła się, wyraźnie rozbawiona.
– Wpływ przeszłości i ja. Jak się z tym czujesz? Wiesz co to za karta prawa? Łagodna Moc. Mil Dred. Zabawne. Ale nie zatrzymujmy się w tym miejscu. Co z Teraz wpływa na Twoje Jutro? – tu opadł chłopiec. Niebo za nim było podobnie żółte co w przypadku kobiety obłaskawiającej bestię. – Paź denarów, to mnie absolutnie nie dziwi. Obrót pieniądza jest przecież Twoją domeną, nie wątpiłam, że ktoś taki jak Ty znajdzie sposób by dorobić się, gdy wszyscy inni płaczą. – Pod tym względem bardzo się różniły, Moody od początku spalonej nocy odkrywała w sobie pokłady altruizmu sięgające o wiele, wiele głębiej niż ktokolwiek mógłby się spodziewać. – I przyszłość to.... ho ho ho! No co ja widzę! – Rycerz na białym koniu. Dosłownie. Ze złocistym kielichem w dłoni. Czy było to możliwe? Zanim jednak Moody zdradziła znaczenie tej karty, wybałuszyła oczyska w poszukiwaniu omenów, wibracji, choćby chwilowych omamów (z gatunku tych milszych) mówiących o tym co niósł ze sobą powiew przeznaczenia.
Rzut Symbol 1d258 - 92
Kominek (sprawy związane z domem)
Kominek (sprawy związane z domem)
Dym?
Kamienny komin?
Kominek?
– Ok, przypomnij mi... Ty mieszkasz nad lombardem prawda? – upewniła się, łypiąc tym razem już nie na karty ułożone na świeżo odmalowanej ławce, a wprost w przepastne oczy skrywające tak wiele, wiele tajemnic gwarantujących tej relacji okazjonalne funkcjonowanie.