11.10.2025, 23:45 ✶
Ostatnie godziny były ciężkie. Dni. Tygodnie. Pełny miesiąc.
Przy Jasperze jednak jakby było mniej ciężko. Margerita z oczywistych względów pozostawania jego chrześnicą była nieodwołalnie oczkiem w głowie. Śliczna, mądra, wygadana. Posłuszna, a jednocześnie pełna werwy i odprysków charakteru matki, które czyniły ją diablo skuteczną. Nie widział w niej już dziewczynki, a kwitnącą kobietę, która ze śmiałością kroczyła do zaprojektowanej przez niego dla niej przyszłości. Mimo hańby matki, mimo statusu pół krwi, miała szansę na objęcie ambasadorstwa we Francji czy w innym, nieco bardziej liberalnym kraju. Na południe, ku Hiszpani, czy Włochom. Kolejny język nie powinien stanowić problemu dla jej giętkiego umysłu.
Ale to Jasper roztaczał wokół siebie kojącą aurę troski. Wdał się w ojca, to pewne i choć Anthony nigdy nie przepadał za Nedem, teraz w towarzystwie najstarszego z rodzeństwa Kellych czuł, że pojmuje jak udało mu się uwieść Charlie. Może nie uwieść. Oswoić na tyle, by pozwoliła się sobą zaopiekować. By dla niego zaryzykowała wszystko.
Cieszył się, że udało im się znaleźć wolny czas, że mogli zjeść razem w kuchni, która została przez Wergiliusza najprawdopodobniej wysprzątana jako pierwsza. Cieszył się z upieczonego drobiu faszerowanego jabłkami, z kapusty glazurowanej z pieczonych gruszek i kaszy przetkanej dzikimi grzybami. Cieszył się na myśl, że taki wspaniały pomysł na prezent urodzinowy przydał mu Jasper i nawet na moment nie zawstydził się faktem, że w sumie jeszcze nic nie wymyślił dla jego bliźniaczki.
– Dobrze mi to słyszeć, proszę usiądźcie, ja tylko wybiorę wino a Wergiliusz zajmie się resztą. – Potrawy oczywiście zmyślnie dolewitowały do stołu, powietrze łagodnie nadymało i opuszczało połę płótna czyniącego honory okna. Anthony buszował w spiżarce, mamrocząc pod nosem roczniki, rozważając czy rzeczywiście podbiją one smak kaczki, czy też przykryją go zbyt dużą ilością garbników. W końcu zdecydował się na czerwone wytrawne wino Syrah o intensywnym aromacie czarnych jagód, śliwek, pieprzu z korzennymi nutami pozostającymi na podniebieniu. Jako gospodarz tego w gruncie rzeczy rodzinnego spotkania, otworzył wino sam, dobrał kieliszki i rozstawił je przed zebranymi.
– Zapewne rzeczy poprzedniej lokatorki. Gościłem tu moją przyjaciółkę przez kilka dni. – powiedział uspokajająco, rozlewając po odpowiednim odczekaniu wino do wszystkich trzech kieliszków. – Ale ale, opowiedz mi jak tam odbudowa domu? Wciąż jesteście w Brigthon? – To nie było dobre pytanie i Anthony szalenie nie chciał, by Jasper sądził, że zaprosił go tu tylko na przeszpiegi, by dowiedzieć się co u Jonathana. – Jak przebiegł powrót do pracy? Odnieśliście jakiekolwiek straty? – dopytywał niespiesznie nakładając sobie posiłek na talerz. – Czy u Twojej koleżanki... tej... Prewettówny wszystko dobrze? – Jak jej było na imię... Ifigenia? Nie mógł sobie przypomnieć. Rodzina Prewettów nigdy nie interesowała go pod kątem interesów, wolał stawiać pieniądze na inne konie w tym wyścigu po stołki. Patrząc z resztą po składzie kadrowym Ministerstwa, robił to całkiem słusznie. Jeśli jednak Jasper postanowił otworzyć się na ludzi, trzeba było to aprobować dawkowanym zainteresowaniem.
Przy Jasperze jednak jakby było mniej ciężko. Margerita z oczywistych względów pozostawania jego chrześnicą była nieodwołalnie oczkiem w głowie. Śliczna, mądra, wygadana. Posłuszna, a jednocześnie pełna werwy i odprysków charakteru matki, które czyniły ją diablo skuteczną. Nie widział w niej już dziewczynki, a kwitnącą kobietę, która ze śmiałością kroczyła do zaprojektowanej przez niego dla niej przyszłości. Mimo hańby matki, mimo statusu pół krwi, miała szansę na objęcie ambasadorstwa we Francji czy w innym, nieco bardziej liberalnym kraju. Na południe, ku Hiszpani, czy Włochom. Kolejny język nie powinien stanowić problemu dla jej giętkiego umysłu.
Ale to Jasper roztaczał wokół siebie kojącą aurę troski. Wdał się w ojca, to pewne i choć Anthony nigdy nie przepadał za Nedem, teraz w towarzystwie najstarszego z rodzeństwa Kellych czuł, że pojmuje jak udało mu się uwieść Charlie. Może nie uwieść. Oswoić na tyle, by pozwoliła się sobą zaopiekować. By dla niego zaryzykowała wszystko.
Cieszył się, że udało im się znaleźć wolny czas, że mogli zjeść razem w kuchni, która została przez Wergiliusza najprawdopodobniej wysprzątana jako pierwsza. Cieszył się z upieczonego drobiu faszerowanego jabłkami, z kapusty glazurowanej z pieczonych gruszek i kaszy przetkanej dzikimi grzybami. Cieszył się na myśl, że taki wspaniały pomysł na prezent urodzinowy przydał mu Jasper i nawet na moment nie zawstydził się faktem, że w sumie jeszcze nic nie wymyślił dla jego bliźniaczki.
– Dobrze mi to słyszeć, proszę usiądźcie, ja tylko wybiorę wino a Wergiliusz zajmie się resztą. – Potrawy oczywiście zmyślnie dolewitowały do stołu, powietrze łagodnie nadymało i opuszczało połę płótna czyniącego honory okna. Anthony buszował w spiżarce, mamrocząc pod nosem roczniki, rozważając czy rzeczywiście podbiją one smak kaczki, czy też przykryją go zbyt dużą ilością garbników. W końcu zdecydował się na czerwone wytrawne wino Syrah o intensywnym aromacie czarnych jagód, śliwek, pieprzu z korzennymi nutami pozostającymi na podniebieniu. Jako gospodarz tego w gruncie rzeczy rodzinnego spotkania, otworzył wino sam, dobrał kieliszki i rozstawił je przed zebranymi.
– Zapewne rzeczy poprzedniej lokatorki. Gościłem tu moją przyjaciółkę przez kilka dni. – powiedział uspokajająco, rozlewając po odpowiednim odczekaniu wino do wszystkich trzech kieliszków. – Ale ale, opowiedz mi jak tam odbudowa domu? Wciąż jesteście w Brigthon? – To nie było dobre pytanie i Anthony szalenie nie chciał, by Jasper sądził, że zaprosił go tu tylko na przeszpiegi, by dowiedzieć się co u Jonathana. – Jak przebiegł powrót do pracy? Odnieśliście jakiekolwiek straty? – dopytywał niespiesznie nakładając sobie posiłek na talerz. – Czy u Twojej koleżanki... tej... Prewettówny wszystko dobrze? – Jak jej było na imię... Ifigenia? Nie mógł sobie przypomnieć. Rodzina Prewettów nigdy nie interesowała go pod kątem interesów, wolał stawiać pieniądze na inne konie w tym wyścigu po stołki. Patrząc z resztą po składzie kadrowym Ministerstwa, robił to całkiem słusznie. Jeśli jednak Jasper postanowił otworzyć się na ludzi, trzeba było to aprobować dawkowanym zainteresowaniem.