12.10.2025, 12:39 ✶
Nie musisz się karać, Ari.
To brzmiało tak łatwo i niewykonalnie jednocześnie. Same jego jestestwo było błędem. Urodzony z małżeńskiej zdrady, znienawidzony przez macochę, odcinany od rodzeństwa i przeznaczony do jednego zadania: odwzorowania człowieka, który uważał się za doskonałego, a wcale taki nie był. Icarus pamiętał to, jak wszystko w oczach ojca było winą kogoś innego niż on sam. Ari był winny wszystkich karierowych porażek. Elise nie urodziła mu takiego pierworodnego, jakiego pragnął, co było koszmarnym oskarżeniem. Basil stanowił dla Dedalusa jedną wielką porażkę, zaś Electra nie paliła się do aranżowanego małżeństwa. Nikt nie spełniał oczekiwań tego człowieka. A skoro Icarus od początku życia był przez dorosłych usilnie przekonywany o tym, że ciągle był czemuś winny, to jak mógł, sam będąc dorosłym, kiedykolwiek doceniać samego siebie? Czuć się ze sobą dobrze? Zawsze był cieniem własnego ojca, a bez niego nie istniał. Teraz musiał wytworzyć się na nowo, ukształtować samego siebie z jedynej rzeczy, która tak naprawdę mu pozostała: z miłości. Może tak było lepiej. Skoro nie był zadowolony z tego, kim dotychczas był, może przyszedł rzeczywiście czas na zmianę?
Myśli zastygły w jego umyśle, gdy Mona położyła się obok niego. Wciąż go oszałamiała, bardziej niż samotniczka. Pachniała wrzosowiskami i czymś urzekająco słodkim. Jej włosy, loki które tak uwielbiał, połaskotały go po szyi, gdy tylko się pochyliła. Dotknęła go też nogą, łagodnie zahaczając, jakby była to najzwyczajniejsza rzecz na świecie.
A jednak, coś było nie tak. Icarus zrozumiał, że nie tylko w jego sercu czaił się smutek. Że nie był jedyną osobą, która żałowała, która cierpiała przez to, co straciła. Mo nie miała ramienia, nie pracowała już ze smokami. W czasie Spalonej Nocy straciła poczucie bezpieczeństwa we własnym mieszkaniu. Dlatego ostrożnie przygarnął ją do siebie, otoczył ramieniem. Nie był to ciasny uścisk. Mogła w każdej chwili go z siebie zrzucić.
— Obawiam się, że teraz twoja kolej — szepnął łagodnie. —Wiem, że dużo cię trapi. Chciałabyś zrzucić to z serca?
To brzmiało tak łatwo i niewykonalnie jednocześnie. Same jego jestestwo było błędem. Urodzony z małżeńskiej zdrady, znienawidzony przez macochę, odcinany od rodzeństwa i przeznaczony do jednego zadania: odwzorowania człowieka, który uważał się za doskonałego, a wcale taki nie był. Icarus pamiętał to, jak wszystko w oczach ojca było winą kogoś innego niż on sam. Ari był winny wszystkich karierowych porażek. Elise nie urodziła mu takiego pierworodnego, jakiego pragnął, co było koszmarnym oskarżeniem. Basil stanowił dla Dedalusa jedną wielką porażkę, zaś Electra nie paliła się do aranżowanego małżeństwa. Nikt nie spełniał oczekiwań tego człowieka. A skoro Icarus od początku życia był przez dorosłych usilnie przekonywany o tym, że ciągle był czemuś winny, to jak mógł, sam będąc dorosłym, kiedykolwiek doceniać samego siebie? Czuć się ze sobą dobrze? Zawsze był cieniem własnego ojca, a bez niego nie istniał. Teraz musiał wytworzyć się na nowo, ukształtować samego siebie z jedynej rzeczy, która tak naprawdę mu pozostała: z miłości. Może tak było lepiej. Skoro nie był zadowolony z tego, kim dotychczas był, może przyszedł rzeczywiście czas na zmianę?
Myśli zastygły w jego umyśle, gdy Mona położyła się obok niego. Wciąż go oszałamiała, bardziej niż samotniczka. Pachniała wrzosowiskami i czymś urzekająco słodkim. Jej włosy, loki które tak uwielbiał, połaskotały go po szyi, gdy tylko się pochyliła. Dotknęła go też nogą, łagodnie zahaczając, jakby była to najzwyczajniejsza rzecz na świecie.
A jednak, coś było nie tak. Icarus zrozumiał, że nie tylko w jego sercu czaił się smutek. Że nie był jedyną osobą, która żałowała, która cierpiała przez to, co straciła. Mo nie miała ramienia, nie pracowała już ze smokami. W czasie Spalonej Nocy straciła poczucie bezpieczeństwa we własnym mieszkaniu. Dlatego ostrożnie przygarnął ją do siebie, otoczył ramieniem. Nie był to ciasny uścisk. Mogła w każdej chwili go z siebie zrzucić.
— Obawiam się, że teraz twoja kolej — szepnął łagodnie. —Wiem, że dużo cię trapi. Chciałabyś zrzucić to z serca?