12.10.2025, 13:35 ✶
Czarcie Oko było antykwariatem, który w niczym nie przypominał Borgin&Burke. Przede wszystkim był dużo mniejszy i nie aż tak upiorny, jak mogłaby na to wskazywać nazwa. Okna były odsłonięte i czyste, umyte całkiem niedawno, bo Charlotte się nudziła i nie miała co robić. Jedną z wielu zalet pracy tutaj był fakt, że nie przychodziło zbyt wielu klientów i mogła robić to, co chciała, dopóki siedziała na miejscu. Tego dnia, w tej właśnie chwili, czytała Czarownicę. Leniwie kartkowała magazyn, w myślach komentując kolejne rankingi na pięknych i piękne, wyśmiewając rady na temat mycia włosów i marszcząc piegowaty nos na wzmianki o specjalnych eliksirach, pozwalających schudnąć bez wysiłku. Ktoś to czyta na poważnie? przemknęło jej przez myśl, gdy mały dzwoneczek, zawieszony nad drzwiami, rozdarł się, przerywając słodką ciszę.
- A co, tata ci nie powiedział? Mamy szukasz? - zapytała, unosząc głowę znad gazetki. Krytycznym okiem spojrzała na peta, którego nie zgasił przed wejściem. Co za tupet. - Nie znam żadnej Charlene. Ale znam Mulciber.
Odpowiedziała, zamykając Czarownicę. Siedziała sobie za ladą, ciemną i czystą, na której znajdowały się zegary, klatki z wypchanymi ptaszyskami oraz ich szkieletami. Za nią znajdowały się drzwi do innego pomieszczenia, w zamku których tkwił mosiężny klucz.
Czarcie Oko było wypełnione po brzegi tego typu rzeczami - słoiczkami, kadzidełkami, amuletami (chuj wie, czy magicznymi czy nie), a także książkami. Znajdowały się tu także ususzone ręce, a w głębi stało kilka mebli, wyglądających na naprawdę stare. Jednym z nich był całkiem elegancki fotel z pięknie rzeźbionymi podłokietnikami. Przykrywała go foliowa plandeka, a cena dumnie głosiła: 20 galeonów. Ciekawe do czego służył, za taką cenę pewnie masował dupsko i kawę robił.
- A po co ci ona? Jeśli wisi ci kasę, to jest spłukana - powiedziała gładziutko, wstając z zydelka. Blond włosy zafalowały, gdy Lottie przekrzywiała głowę, wlepiając w Borgina wścibskie spojrzenie srebrnych tęczówek. Na jej prawej dłoni widniał ogromny rumień w podobnym odcieniu. Mimo że miała na sobie bluzkę z szerokimi, długimi rękawami, bo w Oku było chłodno, nie była w stanie go zakryć - nie dzisiaj.
- A co, tata ci nie powiedział? Mamy szukasz? - zapytała, unosząc głowę znad gazetki. Krytycznym okiem spojrzała na peta, którego nie zgasił przed wejściem. Co za tupet. - Nie znam żadnej Charlene. Ale znam Mulciber.
Odpowiedziała, zamykając Czarownicę. Siedziała sobie za ladą, ciemną i czystą, na której znajdowały się zegary, klatki z wypchanymi ptaszyskami oraz ich szkieletami. Za nią znajdowały się drzwi do innego pomieszczenia, w zamku których tkwił mosiężny klucz.
Czarcie Oko było wypełnione po brzegi tego typu rzeczami - słoiczkami, kadzidełkami, amuletami (chuj wie, czy magicznymi czy nie), a także książkami. Znajdowały się tu także ususzone ręce, a w głębi stało kilka mebli, wyglądających na naprawdę stare. Jednym z nich był całkiem elegancki fotel z pięknie rzeźbionymi podłokietnikami. Przykrywała go foliowa plandeka, a cena dumnie głosiła: 20 galeonów. Ciekawe do czego służył, za taką cenę pewnie masował dupsko i kawę robił.
- A po co ci ona? Jeśli wisi ci kasę, to jest spłukana - powiedziała gładziutko, wstając z zydelka. Blond włosy zafalowały, gdy Lottie przekrzywiała głowę, wlepiając w Borgina wścibskie spojrzenie srebrnych tęczówek. Na jej prawej dłoni widniał ogromny rumień w podobnym odcieniu. Mimo że miała na sobie bluzkę z szerokimi, długimi rękawami, bo w Oku było chłodno, nie była w stanie go zakryć - nie dzisiaj.