12.10.2025, 16:39 ✶
– Chciałam sprawdzić, co z tatą. Po pracy teleportowaliśmy się w okolice mojego domu – wyjaśniła pokrótce w odpowiedzi. Wcześniej posłała ciepły uśmiech Selwynowi. – Rozmawialiśmy o Spalonej Nocy. Właściwie obydwoje w tej swojej śnieżnobiałej elegancji wyglądali jakby zaraz mieli udzielać ślubu sobie nawzajem. Opowiadałam im, jak to wpadłam na nieciekawe towarzystwo. To wtedy Jonathan wpadł prosto w błoto. A ostrzegałam ich, żeby uważali. Resztę historii już znasz.
Mała Mona przecież też kiedyś posłała w stronę najstarszego Selwyna błoto – lepianką rzuconą z taką dumą, że nie oszczędziła nawet jego koszuli od Rosierów. Chyba jej to wybaczył, a Rowle… spokorniała z czasem. Jako dziecko była naprawdę nieznośna.
– Kontakt działa w obie strony! Zresztą, natura w Walii bije na głowę wszystkie twoje londyńskie premiery – odparła skandalicznie, a po dłuższej ciszy przyznała mniej pewnie: – Ja… Chyba… Chyba jest między nami dobrze. Byliśmy razem na ślubie mojej znajomej, więc... My... Wiesz, że nigdy nie byłam w te sprawy dobra.
Bo Mona w sprawy sercowe nigdy nie była dobra. Co z tego, że zaczytywała się w tandetnych romansidłach z mugolskich księgarni, śledząc losy zakochanych, którzy zawsze wiedzieli, czego pragną? Ona sama nie potrafiła rozpoznać, czy kilka pocałunków w świetle dnia przy świadkach, było już początkiem czegoś poważniejszego? Na początku sądziła, że odnowienie tej relacji będzie wyzwaniem – będzie musiała na nowo uczyć się Icarusowego języka, jego gestów, tonu głosu, spojrzeń. Rzeczywistość natomiast przerosła nawet jej ostrożne wyobrażenia, a jedyną stałą wśród wszystkich niewypowiedzianych słów oraz zawieszonych spojrzeń, były jej uczucia do Icarusa. Ich istnienia nie musiała już kwestionować.
A tak poza tym, zrobiło jej się naprawdę miło, że Hannibal okazywał zainteresowanie. Miała mu to nawet powiedzieć, już otwierała usta, kiedy nagle biała gąska o zawiązanych oczach, bogowie świadkami! – runęła prosto w aktora z impetem, jakby chciała go ukarać za wszystkie grzechy Selwynów naraz. Mona nawet nie zdążyła unieść ręki nim rozległ się krzyk jej kuzyna. Zza ogrodzenia wybiegła grupka roześmianych dziewcząt.
– Zygfryd – powtórzyła ciszej do Hannibala, kiedy przesądziła już, że nic poważnego mu się nie stało. – Cóż za dostojne imię jak na kogoś, kto właśnie dobrał ci się do tyłka.
Niestety, kącik jej ust drgnął, a po chwili rozciągnął się w szczery uśmiech. Gąsior prychnął kolejnym oburzonym gęęę! w ich stronę, roztrzepując pióra z majestatyczną wściekłością. Wiatr poderwał rudą czuprynę Mony, a niesforne loki uderzyły Hannibala w policzek. Trudno o to, aby ona bała się małej, uroczej gąski. – Spokojnie, mój drogi, on wyczuwa strach – jej ton był nieznośnie pobłażliwy. – Albo twoje drogie perfumy, trudno stwierdzić.
– Ojej! Ugryzł pana! – zapiszczała jedna z dziewczyn. Następnie wskazała na ptaka. – To znak, będzie pan miał szczęście w miłości! Pomoże nam go pan złapać? On jest... no... trochę trudny w obyciu.
– Trudny w obyciu? – wtrąciła. – Mówicie o gąsiorze czy o mężczyznach?
Odpowiedzi się nie doczekała. Dziewczęce oczęta już lśniły, wpatrzone w jej kuzyna jak w najnowszy cud natury. Rowle westchnęła z rezygnacją.
No tak. Oczywiście.
Mała Mona przecież też kiedyś posłała w stronę najstarszego Selwyna błoto – lepianką rzuconą z taką dumą, że nie oszczędziła nawet jego koszuli od Rosierów. Chyba jej to wybaczył, a Rowle… spokorniała z czasem. Jako dziecko była naprawdę nieznośna.
– Kontakt działa w obie strony! Zresztą, natura w Walii bije na głowę wszystkie twoje londyńskie premiery – odparła skandalicznie, a po dłuższej ciszy przyznała mniej pewnie: – Ja… Chyba… Chyba jest między nami dobrze. Byliśmy razem na ślubie mojej znajomej, więc... My... Wiesz, że nigdy nie byłam w te sprawy dobra.
Bo Mona w sprawy sercowe nigdy nie była dobra. Co z tego, że zaczytywała się w tandetnych romansidłach z mugolskich księgarni, śledząc losy zakochanych, którzy zawsze wiedzieli, czego pragną? Ona sama nie potrafiła rozpoznać, czy kilka pocałunków w świetle dnia przy świadkach, było już początkiem czegoś poważniejszego? Na początku sądziła, że odnowienie tej relacji będzie wyzwaniem – będzie musiała na nowo uczyć się Icarusowego języka, jego gestów, tonu głosu, spojrzeń. Rzeczywistość natomiast przerosła nawet jej ostrożne wyobrażenia, a jedyną stałą wśród wszystkich niewypowiedzianych słów oraz zawieszonych spojrzeń, były jej uczucia do Icarusa. Ich istnienia nie musiała już kwestionować.
A tak poza tym, zrobiło jej się naprawdę miło, że Hannibal okazywał zainteresowanie. Miała mu to nawet powiedzieć, już otwierała usta, kiedy nagle biała gąska o zawiązanych oczach, bogowie świadkami! – runęła prosto w aktora z impetem, jakby chciała go ukarać za wszystkie grzechy Selwynów naraz. Mona nawet nie zdążyła unieść ręki nim rozległ się krzyk jej kuzyna. Zza ogrodzenia wybiegła grupka roześmianych dziewcząt.
– Zygfryd – powtórzyła ciszej do Hannibala, kiedy przesądziła już, że nic poważnego mu się nie stało. – Cóż za dostojne imię jak na kogoś, kto właśnie dobrał ci się do tyłka.
Niestety, kącik jej ust drgnął, a po chwili rozciągnął się w szczery uśmiech. Gąsior prychnął kolejnym oburzonym gęęę! w ich stronę, roztrzepując pióra z majestatyczną wściekłością. Wiatr poderwał rudą czuprynę Mony, a niesforne loki uderzyły Hannibala w policzek. Trudno o to, aby ona bała się małej, uroczej gąski. – Spokojnie, mój drogi, on wyczuwa strach – jej ton był nieznośnie pobłażliwy. – Albo twoje drogie perfumy, trudno stwierdzić.
– Ojej! Ugryzł pana! – zapiszczała jedna z dziewczyn. Następnie wskazała na ptaka. – To znak, będzie pan miał szczęście w miłości! Pomoże nam go pan złapać? On jest... no... trochę trudny w obyciu.
– Trudny w obyciu? – wtrąciła. – Mówicie o gąsiorze czy o mężczyznach?
Odpowiedzi się nie doczekała. Dziewczęce oczęta już lśniły, wpatrzone w jej kuzyna jak w najnowszy cud natury. Rowle westchnęła z rezygnacją.
No tak. Oczywiście.
jaskółka, czarny brylant,
wrzucony tu przez diabła
wrzucony tu przez diabła