12.10.2025, 17:27 ✶
Ucieszy... W oczach Lotty pojawiły się złośliwe kurwiki.
- O tak, na pewno ich uwielbia - zapewniła żywo, wiedząc że to absolutna nieprawda. Wyciągnęła z portfela jedno ze swoich zdjęć i podała Borginowi, a sama zajęła się malowaniem. Może i nie miała talentu, ale powycinała kilka rzeczy, dorysowała kredkami, a potem posypała brokatem. Narysowała przepiękny obrazek, który następnie idealnie przylepiła do karteluszki, tak by zasłoniła niebieski. A potem spojrzała na wycinankę Stanleya i aż gwizdnęła z zachwytu. - Ej, nie kłamałeś, faktycznie zajebiste.
Nawet nie kryła zdziwienia w swoim głosie. Może i przed chwilą skakali sobie do oczu i pyskowali jeden przez drugiego, ale to nie znaczyło, że razem nie mogli podokuczać jej... Kuzynowi? Wujowi? Kurwa, ona była tak kiepska w to całe nazewnictwo, że po prostu nazywała go Alexandrem i tyle. I niech tak zostanie.
- Masz talent. Co sądzisz o tym? - podała mu rysunek, na którym znajdował się jednorożec, tęcza i ich dwójka. A potem zaczęła wycinać konfetti. Dużo, w chuj dużo konfetti. Władowała je do kartki, dodała W CHUJ brokatu, a potem rzuciła zaklęcie, które miało sprawić, że zawartość nie wysypie się przedwcześnie - a dopiero przy otwarciu. - Wiesz co, Matthew? Może się pomyliłam, nie jesteś aż takim burakiem, jak się czymś zajmiesz. Imajl, cho no tu, masz robotę do zrobienia. Ciasteczko?
Znowu podsunęła mu jedno, ale nie patrzyła nawet czy je zje - przyczłapała bowiem do nich niewielka gęś, która łypnęła na Borgina spod byka, a potem syknęła ostrzegawczo w jego kierunku. Piekielne, terytorialne ptaszyska. Karteluszka została wysłana, a oni mogli rozejść się w spokoju - i tylko ona dostanie opierdol za to, co będzie gdy Alexander otworzy kartkę.
- O tak, na pewno ich uwielbia - zapewniła żywo, wiedząc że to absolutna nieprawda. Wyciągnęła z portfela jedno ze swoich zdjęć i podała Borginowi, a sama zajęła się malowaniem. Może i nie miała talentu, ale powycinała kilka rzeczy, dorysowała kredkami, a potem posypała brokatem. Narysowała przepiękny obrazek, który następnie idealnie przylepiła do karteluszki, tak by zasłoniła niebieski. A potem spojrzała na wycinankę Stanleya i aż gwizdnęła z zachwytu. - Ej, nie kłamałeś, faktycznie zajebiste.
Nawet nie kryła zdziwienia w swoim głosie. Może i przed chwilą skakali sobie do oczu i pyskowali jeden przez drugiego, ale to nie znaczyło, że razem nie mogli podokuczać jej... Kuzynowi? Wujowi? Kurwa, ona była tak kiepska w to całe nazewnictwo, że po prostu nazywała go Alexandrem i tyle. I niech tak zostanie.
- Masz talent. Co sądzisz o tym? - podała mu rysunek, na którym znajdował się jednorożec, tęcza i ich dwójka. A potem zaczęła wycinać konfetti. Dużo, w chuj dużo konfetti. Władowała je do kartki, dodała W CHUJ brokatu, a potem rzuciła zaklęcie, które miało sprawić, że zawartość nie wysypie się przedwcześnie - a dopiero przy otwarciu. - Wiesz co, Matthew? Może się pomyliłam, nie jesteś aż takim burakiem, jak się czymś zajmiesz. Imajl, cho no tu, masz robotę do zrobienia. Ciasteczko?
Znowu podsunęła mu jedno, ale nie patrzyła nawet czy je zje - przyczłapała bowiem do nich niewielka gęś, która łypnęła na Borgina spod byka, a potem syknęła ostrzegawczo w jego kierunku. Piekielne, terytorialne ptaszyska. Karteluszka została wysłana, a oni mogli rozejść się w spokoju - i tylko ona dostanie opierdol za to, co będzie gdy Alexander otworzy kartkę.
Koniec sesji