12.10.2025, 19:38 ✶
Z Heather na boku.
— M-myślałem, że po prostu b-bardzo ci zależało i nie chciałaś pozbywać się czegoś w co już włożyłaś dużo czasu i wysiłku — skomentował cicho, gdy Ruda zdradziła mu prawdę na temat wianka. — P-poza tym, przeszło nie poszło ci tak źle. Na przykład ten wianek z Beltane wspominam bardzo pozytywnie. Nie licząc tych wszystkich siniaków i drzazg w dłoniach, które są z nim powiązane.
Uśmiechnął się krzywo. Co jak co, ale wspinanie się po majowych palach na Polanie Ognisk zdecydowanie można było uznać za swego rodzaju kamień milowy w ich związku. Jeszcze na początku roku byli dość niezdecydowani pod względem tego na ile poważna była ich relacja. I jak daleko chcieli ją popchnąć do przodu. Beltane, pomimo tego, że dla wielu było ogromną tragedią, pomogło im wyklarować parę rzeczy. Wprawdzie Lupinowi nie udało się wówczas zatknąć wianka na szczycie pala, ale ta próba popchnęła ich ku sobie.
Czasem nawet jego nawiedzały wspomnienia z Beltane. Wprawdzie nie został prawie pogrzebany żywcem jak Heather, ale sam przeżył dość nieprzyjemną przygodę w lesie. Ale za to doskonale pamiętał desperację jaka mu towarzyszyła podczas przebijania się przez lasy wokół Doliny Godryka. Gdy skupiał się jedynie na tym, aby jak najszybciej wrócić na miejsce obchodów i sprawdzić co się dzieje z Wood. Jak opiekował się nią w namiocie medyków, a potem co chwilę zaglądał do niej w Szpitalu świętego Munga, gdy przechodziła rehabilitację po walkach ze Śmierciożercami. Cameron wypuścił głośno powietrze z ust, skupiając na sobie na chwilę spojrzenie paru starszych gości kowenu.
— Ch-chyba trochę za szybko przyszło po tych wszystkich pożarach — skomentował, gdy udało im się odejść na bok po złożeniu darów w ofierze. — Niektórzy pewnie dalej próbują uporządkować swoje prywatne sprawy, a tutaj jeszcze obchody... Nawet jeśli skromne. Widziałaś jak to wyglądało nad apteką. Nawet tam wbiła się ta okropna sadza. Pewnie wpadną tutaj dopiero pod wieczór.
Skrzywił się lekko na wspomnienie wizyty u rodziców. Wolał nie myśleć o tym, ile pieniędzy pójdzie na odnowienie tego wszystkiego, kiedy jakiś klątwołamacz w końcu dokona jakiegoś przełomu w kwestii odpędzenia tych wszystkich problemów wywołanych przez Spaloną Noc. Z jednej strony strasznie współczuł rodzicom, Cedricowi i Cecylii, ale z drugiej... Cieszył się, że te parę dni wcześniej udało mu się przenieść na Horyzontalną. W OIOMie wprawdzie mieli problemy z oknami, ale przynajmniej nie przylgnęło tam żadne większe przekleństwo.
— A jak w pracy właściwie? To znaczy, wiem, że pożary nie ominęły Doliny Godryka, więc pewnie twoja Brenna też jest po szyję w robocie, ale... Co z resztą? Służby jakoś się... przyzwyczajają do nowej rzeczywistości? — Podrapał się po głowie.
Każdy kolejny atak Śmierciożerców wiązał się z tym, że coraz bardziej martwił się o Heather, ale wiedział, że nie byłby w stanie powstrzymać jej przed zaangażowaniem się w konflikt. Może gdyby dalej była szukającą w Harpiach to sprawy miałyby się trochę inaczej, ale teraz była lojalna wobec Brygady Uderzeniowej i Ministerstwa Magii. A Ruda była taka, że jak już raz podjęła jakąś decyzję, to łatwo nie dało jej się odwieść od tego, aby się jej trzymać. Skoro więc nie mógł jej powstrzymać, to mógł się przynajmniej zainteresować, jak to wygląda z jej strony. Wiedział, że Mung radził sobie jak mógł, ale strata chociażby Florence Bulstrode mocno ich dotknęła. Nie tylko przez stratę koleżanki czy mentorki, ale też dobrej specjalistki. Czy Departament Ptzestrzegania Prawa Czarodziejów borykał się z podobnymi problemami?
— M-myślałem, że po prostu b-bardzo ci zależało i nie chciałaś pozbywać się czegoś w co już włożyłaś dużo czasu i wysiłku — skomentował cicho, gdy Ruda zdradziła mu prawdę na temat wianka. — P-poza tym, przeszło nie poszło ci tak źle. Na przykład ten wianek z Beltane wspominam bardzo pozytywnie. Nie licząc tych wszystkich siniaków i drzazg w dłoniach, które są z nim powiązane.
Uśmiechnął się krzywo. Co jak co, ale wspinanie się po majowych palach na Polanie Ognisk zdecydowanie można było uznać za swego rodzaju kamień milowy w ich związku. Jeszcze na początku roku byli dość niezdecydowani pod względem tego na ile poważna była ich relacja. I jak daleko chcieli ją popchnąć do przodu. Beltane, pomimo tego, że dla wielu było ogromną tragedią, pomogło im wyklarować parę rzeczy. Wprawdzie Lupinowi nie udało się wówczas zatknąć wianka na szczycie pala, ale ta próba popchnęła ich ku sobie.
Czasem nawet jego nawiedzały wspomnienia z Beltane. Wprawdzie nie został prawie pogrzebany żywcem jak Heather, ale sam przeżył dość nieprzyjemną przygodę w lesie. Ale za to doskonale pamiętał desperację jaka mu towarzyszyła podczas przebijania się przez lasy wokół Doliny Godryka. Gdy skupiał się jedynie na tym, aby jak najszybciej wrócić na miejsce obchodów i sprawdzić co się dzieje z Wood. Jak opiekował się nią w namiocie medyków, a potem co chwilę zaglądał do niej w Szpitalu świętego Munga, gdy przechodziła rehabilitację po walkach ze Śmierciożercami. Cameron wypuścił głośno powietrze z ust, skupiając na sobie na chwilę spojrzenie paru starszych gości kowenu.
— Ch-chyba trochę za szybko przyszło po tych wszystkich pożarach — skomentował, gdy udało im się odejść na bok po złożeniu darów w ofierze. — Niektórzy pewnie dalej próbują uporządkować swoje prywatne sprawy, a tutaj jeszcze obchody... Nawet jeśli skromne. Widziałaś jak to wyglądało nad apteką. Nawet tam wbiła się ta okropna sadza. Pewnie wpadną tutaj dopiero pod wieczór.
Skrzywił się lekko na wspomnienie wizyty u rodziców. Wolał nie myśleć o tym, ile pieniędzy pójdzie na odnowienie tego wszystkiego, kiedy jakiś klątwołamacz w końcu dokona jakiegoś przełomu w kwestii odpędzenia tych wszystkich problemów wywołanych przez Spaloną Noc. Z jednej strony strasznie współczuł rodzicom, Cedricowi i Cecylii, ale z drugiej... Cieszył się, że te parę dni wcześniej udało mu się przenieść na Horyzontalną. W OIOMie wprawdzie mieli problemy z oknami, ale przynajmniej nie przylgnęło tam żadne większe przekleństwo.
— A jak w pracy właściwie? To znaczy, wiem, że pożary nie ominęły Doliny Godryka, więc pewnie twoja Brenna też jest po szyję w robocie, ale... Co z resztą? Służby jakoś się... przyzwyczajają do nowej rzeczywistości? — Podrapał się po głowie.
Każdy kolejny atak Śmierciożerców wiązał się z tym, że coraz bardziej martwił się o Heather, ale wiedział, że nie byłby w stanie powstrzymać jej przed zaangażowaniem się w konflikt. Może gdyby dalej była szukającą w Harpiach to sprawy miałyby się trochę inaczej, ale teraz była lojalna wobec Brygady Uderzeniowej i Ministerstwa Magii. A Ruda była taka, że jak już raz podjęła jakąś decyzję, to łatwo nie dało jej się odwieść od tego, aby się jej trzymać. Skoro więc nie mógł jej powstrzymać, to mógł się przynajmniej zainteresować, jak to wygląda z jej strony. Wiedział, że Mung radził sobie jak mógł, ale strata chociażby Florence Bulstrode mocno ich dotknęła. Nie tylko przez stratę koleżanki czy mentorki, ale też dobrej specjalistki. Czy Departament Ptzestrzegania Prawa Czarodziejów borykał się z podobnymi problemami?