Na chuj się tak darła. Stanley wiedział co robił. Może mu trochę ręka zeszła i nie wyszło ale robił co mógł.
Nie dosyć, że debil mu się wymsknął z rąk, to Borgin jeszcze zajebał ręką w blat stołu. Bandzior nie był lepszy, bo tym swoim głupim ryjem zarył o podłogę i musiało zaboleć, bo wydał z siebie krzyk bólu. Może poleciała mu nawet łza.
Sytuacja się zaostrzyła, zakłady poszły w ruch. Tłum się ożywił i chętniej wszedł w zakład z Charlotte.
Francis z drugiej strony nie czekał i nalał jej jasnego piwa do świeżo umytego kufla. Perfekcyjny połysk i idealnie schłodzony trunek - świetne połączenie.
W tym całym zamieszaniu dało się dostrzec butelkę, która wyturlała się spod pasuchy złodziejaszka i czym prędzej zniknęła między nóżkami od krzeseł.
- Od czasu do czasu. Stanley rzadko wychodzi aby komuś natłuc po ryju - Francis rzucił, nie wiedząc, że Borgin przedstawił się swoim pseudonimem artystycznym, a nie prawdziwym imieniem - Szybko się wieści niosą, że właściciel tutaj bije ludzi w razie czego, a jak nie on, to jego koledzy. No i lubi pewną dziedzinę magii... - tutaj barman zamilkł, ewidentnie nie chcąc kontynuować rozmowy odnośnie nekromancji i czarnej magii.
Ale cała impreza trwała trochę dalej, bo Stanley właśnie zbierał się do sprzedania kopniaka w plecy leżącego mężczyzny, który to zaś chciał się podnieść i uciec. Były brygadzista był w lepszej pozycji, bo de facto wygrywał ten pojedynek, mając przewagę nad przeciwnikiem.
Po za tym miał przewagę broni, a kusiło go użycie cruciatusa na swojej ofierze. Im dłużej walczyli, tym większa miał ochotę.
- Poddaj się to może ci życie darujemy - krzyknął, unosząc nogę, aby następnie wyprowadzić kolejny cios.
Kopnięcie kolegi af.
Sukces!
Próba podniesienia się przez złodziejaszka af.
Akcja nieudana
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972