13.10.2025, 11:42 ✶
Jeżeli chodziło o estetykę, to Lestrange był... Nudny. Nudny do bólu - gdyby zobaczyła jego mieszkanie w Londynie lub dom w Little Hangelton, to szybko zorientowałaby się, że Rodolphus cenił porządek, stonowane kolory i minimalizm, który aż kłuł w oczy. Zauważyła to jego kuzynka, Victoria, gdy była tam pierwszy raz i felernego dnia uznała, że będzie go dręczyć, wysyłając mu rośliny doniczkowe. Może i był Niewymownym, może badał ludzkie umysły i fascynował się anatomią, lecz jeżeli chodziło o florę, nie wiedział o niej za wiele: a z pewnością nie wiedział nic o roślinach doniczkowych. Gdy młody Mulciber, który mieszkał u niego w lokalu, przelał kwiata, nieomal wpadli w panikę. Wylądowali aż na Nokturnie, by ratować tego pieprzonego chwasta i by Vika się nie dowiedziała, że go przelali. Bo gdyby się dowiedziała, zasypałaby go kolejnymi prezentami. To nie tak, że Rodolphus się jej bał - on po prostu chciał mieć święty spokój.
- Oczywiście, że szczery. Astorio, czy kiedykolwiek z moich ust wypłynęły nieszczere słowa? - zapytał nieco urażonym tonem, chociaż jego oczy sugerowały, że gdyby tak uważała - nie przejąłby się zbytnio. Prawda była taka, że niezwykle zgrabnie poruszał się między prawdą a kłamstwem i dbał o to, by naprawdę niewiele nieszczerości wychodziło z jego ust. W kłamstwach było bardzo łatwo się pogubić. Czym innym było jednak zatajanie prawdy czy zgrabne przeskakiwanie z tematu na temat. - Nie mamy już piętnastu lat, żeby się w to bawić, nie uważasz?
Przekrzywił nieco głowę, wlepiając w nią oczy. Widział jak bardzo starała się zachować profesjonalizm i sam Merlin mu świadkiem, że on również się starał. Starał się nie rzucać drobnych złośliwostek, nie stawać na cienkim lodzie, byle by jej nie urazić. W końcu to on potrzebował jej pomocy, a nie ona jego - byłby durniem, gdyby teraz postanowił wbijać jej szpile.
Kiwnął głową, pozwalając jej działać. Gdy opuściła pomieszczenie, odetchnął cicho. Nie spodziewał się jej tutaj i chociaż wskoczył w swoją rolę bezbłędnie, to nie spodziewał się, że bez przygotowania będzie mu tak trudno utrzymać tę konkretną maskę. Zerknął na jaszczurzysko, drzemiące niedaleko, i na nim się skupił. Dałby sobie rękę uciąć, że nie spał, tylko czuwał, a jeżeli tylko jego pani powiedziałaby, by spalił mu włosy, to zrobiłby to bez wahania. Czemu inni wybierali lub dostawali przydatne stworzonka, a on dostał od Lorien papierowego dementorka, który doprowadzał go do szału i wywracał puszki z herbatą? To musiała być kara za grzechy.
- Wody, dziękuję - nie zamierzał nadwyrężać jej cierpliwości, nie w chwili, gdy tak cenny zakup był właśnie analizowany. - Czy będzie nietaktem jeśli zapytam, jak ci się wiedzie po szkole?
Lubił siedzieć w absolutnej ciszy, ale doskonale zdawał sobie sprawę, że to nie dla każdego. Poza tym nawet pod pozorem drobnej rozmowy mógł zdobywać kolejne informacje, które być może kiedyś wykorzysta.
- I dlaczego jeszcze nie zarządzasz OdNową? Patrząc na twoje talenty, spodziewałbym się, że już dawno przejęłaś rodzinny biznes - guzik, wiedział że do tego jeszcze jej trochę brakowało i że Avery nigdy by nie pozwolił córce w tak młodym wieku przejąć galerii sztuki - bo kto by pozwolił? I zapewne tak jak większość czystokrwistych panien, miała na głowie suszenie głowy o małżeństwo, ale to był ten cienki lód, na który na razie nie zamierzał wchodzić.
- Oczywiście, że szczery. Astorio, czy kiedykolwiek z moich ust wypłynęły nieszczere słowa? - zapytał nieco urażonym tonem, chociaż jego oczy sugerowały, że gdyby tak uważała - nie przejąłby się zbytnio. Prawda była taka, że niezwykle zgrabnie poruszał się między prawdą a kłamstwem i dbał o to, by naprawdę niewiele nieszczerości wychodziło z jego ust. W kłamstwach było bardzo łatwo się pogubić. Czym innym było jednak zatajanie prawdy czy zgrabne przeskakiwanie z tematu na temat. - Nie mamy już piętnastu lat, żeby się w to bawić, nie uważasz?
Przekrzywił nieco głowę, wlepiając w nią oczy. Widział jak bardzo starała się zachować profesjonalizm i sam Merlin mu świadkiem, że on również się starał. Starał się nie rzucać drobnych złośliwostek, nie stawać na cienkim lodzie, byle by jej nie urazić. W końcu to on potrzebował jej pomocy, a nie ona jego - byłby durniem, gdyby teraz postanowił wbijać jej szpile.
Kiwnął głową, pozwalając jej działać. Gdy opuściła pomieszczenie, odetchnął cicho. Nie spodziewał się jej tutaj i chociaż wskoczył w swoją rolę bezbłędnie, to nie spodziewał się, że bez przygotowania będzie mu tak trudno utrzymać tę konkretną maskę. Zerknął na jaszczurzysko, drzemiące niedaleko, i na nim się skupił. Dałby sobie rękę uciąć, że nie spał, tylko czuwał, a jeżeli tylko jego pani powiedziałaby, by spalił mu włosy, to zrobiłby to bez wahania. Czemu inni wybierali lub dostawali przydatne stworzonka, a on dostał od Lorien papierowego dementorka, który doprowadzał go do szału i wywracał puszki z herbatą? To musiała być kara za grzechy.
- Wody, dziękuję - nie zamierzał nadwyrężać jej cierpliwości, nie w chwili, gdy tak cenny zakup był właśnie analizowany. - Czy będzie nietaktem jeśli zapytam, jak ci się wiedzie po szkole?
Lubił siedzieć w absolutnej ciszy, ale doskonale zdawał sobie sprawę, że to nie dla każdego. Poza tym nawet pod pozorem drobnej rozmowy mógł zdobywać kolejne informacje, które być może kiedyś wykorzysta.
- I dlaczego jeszcze nie zarządzasz OdNową? Patrząc na twoje talenty, spodziewałbym się, że już dawno przejęłaś rodzinny biznes - guzik, wiedział że do tego jeszcze jej trochę brakowało i że Avery nigdy by nie pozwolił córce w tak młodym wieku przejąć galerii sztuki - bo kto by pozwolił? I zapewne tak jak większość czystokrwistych panien, miała na głowie suszenie głowy o małżeństwo, ale to był ten cienki lód, na który na razie nie zamierzał wchodzić.