Łazienka znów pogrążyła się w ciszy, ale nie była to już cisza pustki – raczej spokoju po rozmowie, która miała w sobie coś niezwykle ważnego. Lucy czuła, jak jej myśli pulsują pod czaszką niczym setki rozświetlonych punktów, układających się w sensowną całość. Fragmenty układanki, które zebrała od Marty, może i nie tworzyły jeszcze pełnego obrazu, ale były początkiem. A każdy początek miał w sobie siłę.
– Dziękuję ci, Marto – powiedziała w końcu, wstając z posadzki. – Za to, że mi zaufałaś. I za to, że opowiedziałaś mi swoją historię.
Duch uniósł się lekko nad ziemię, jakby te słowa były czymś, czego potrzebowała od dawna.
– To ja powinnam dziękować. Nikt mnie nie słuchał od… od lat.
– Obiecuję ci – ciągnęła Lucy spokojnym, pewnym głosem – że nie zapomnę. Może dziś jestem tylko trzecioklasistką, ale pewnego dnia dowiem się, co się naprawdę stało. I wtedy już nikt nie nazwie tego „nieszczęśliwym wypadkiem”.
Marta uśmiechnęła się po raz pierwszy – smutno, ale szczerze.
– Będę tu, gdybyś chciała porozmawiać. I… dziękuję, Lucy. Naprawdę.
Dziewczyna skinęła głową i ruszyła do wyjścia. Gdy przekraczała próg łazienki, obejrzała się jeszcze raz przez ramię. Duch wciąż tam był, ale wyglądał jakby lśnił delikatniej, jakby cień ciężaru został z niego zdjęty.
Korytarz Hogwartu zdawał się teraz mniej przytłaczający. Drwiny innych uczniów już nie bolały tak jak wcześniej. Bo w sercu Lucy pojawiło się coś nowego – cel. Wiedziała, że świat magii skrywa tajemnice, które trzeba odkryć. A ona zamierzała poświęcić całe swoje życie, by właśnie to robić.
– Dziękuję ci, Marto – powiedziała w końcu, wstając z posadzki. – Za to, że mi zaufałaś. I za to, że opowiedziałaś mi swoją historię.
Duch uniósł się lekko nad ziemię, jakby te słowa były czymś, czego potrzebowała od dawna.
– To ja powinnam dziękować. Nikt mnie nie słuchał od… od lat.
– Obiecuję ci – ciągnęła Lucy spokojnym, pewnym głosem – że nie zapomnę. Może dziś jestem tylko trzecioklasistką, ale pewnego dnia dowiem się, co się naprawdę stało. I wtedy już nikt nie nazwie tego „nieszczęśliwym wypadkiem”.
Marta uśmiechnęła się po raz pierwszy – smutno, ale szczerze.
– Będę tu, gdybyś chciała porozmawiać. I… dziękuję, Lucy. Naprawdę.
Dziewczyna skinęła głową i ruszyła do wyjścia. Gdy przekraczała próg łazienki, obejrzała się jeszcze raz przez ramię. Duch wciąż tam był, ale wyglądał jakby lśnił delikatniej, jakby cień ciężaru został z niego zdjęty.
Korytarz Hogwartu zdawał się teraz mniej przytłaczający. Drwiny innych uczniów już nie bolały tak jak wcześniej. Bo w sercu Lucy pojawiło się coś nowego – cel. Wiedziała, że świat magii skrywa tajemnice, które trzeba odkryć. A ona zamierzała poświęcić całe swoje życie, by właśnie to robić.
Koniec sesji