Lyssa była trochę wydmuszką i w tej ocenie Aidan zbytnio się nie mylił, nawet jeśli była pobieżna. Odkąd przyjechała do Anglii, próbowała odnaleźć się w nowej rzeczywistości, a przez to tworzyła dookoła siebie bańkę pozorów. Była też chyba najgorszą osobą na która Parkinson mógł trafić jeśli nie chciał takiej żony, bo Dolohov była zwyczajnie wygodna i takiego życia dla siebie chciała. Nie przeszkadzało jej spełnianie jakichś społecznych standardów i siedzenie w domu. Ale nie wyobrażała sobie nigdy, żeby ktoś ją miał poniżać w akompaniamencie bicia.
Papieros był, kto by się spodziewał, najzwyklejszym w świecie papierosem, jakby od jego prostactwa miało chłopakowi przybyć parę centymetrów między nogami. Było coś pociesznego w facetach, którzy trzęśli się nad robieniem niepedalskich rzeczy, ale też równie rozczarowującego.
- Nie, powiedziały coś innego. Z resztą, czy to ważne? To tylko karty - uniosła lekko brew, niezainteresowana rozwijaniem tematu, bo cały wywód o ciężkiej pracy nad związkiem, wcale jej się w tym momencie nie widział. To były jakieś pogaduszki na po trzeciej randce, a nie pierwszym... spotkaniu, jak to określił jej ojciec. Spotkanie było mniej zobowiązujące.
- Szczerze, to ja nawet nie wiem o jakim ogłoszeniu mówisz - przyznała się bez bicia. - Twoja mama chyba wzięła sobie je bardzo do serca, bo napisała bezpośrednio do Praw Czasu, pisząc coś o otwieraniu przede mną drzwi waszego domostwa, może powinieneś je jakoś zabezpieczyć, bo jeszcze gotowa by była mnie tam wrzucić. Albo jakąkolwiek inną kandydatkę - strzepnęła popiół bez większego zainteresowania, chociaż przypominając sobie treść listu nie wiedziała czy powinna śmiać się czy płakać. - Jeśli martwisz się co o tobie wypisuje, to nie martw się. Podobno jesteś rezolutnym i energicznym młodym mężczyzną, co widać - puściła mu oczko, uśmiechając się przy tym złośliwie, chociaż wyraz ten zniknął częściowo za podnoszoną do ust szklanką z piwem.
Papieros był, kto by się spodziewał, najzwyklejszym w świecie papierosem, jakby od jego prostactwa miało chłopakowi przybyć parę centymetrów między nogami. Było coś pociesznego w facetach, którzy trzęśli się nad robieniem niepedalskich rzeczy, ale też równie rozczarowującego.
- Nie, powiedziały coś innego. Z resztą, czy to ważne? To tylko karty - uniosła lekko brew, niezainteresowana rozwijaniem tematu, bo cały wywód o ciężkiej pracy nad związkiem, wcale jej się w tym momencie nie widział. To były jakieś pogaduszki na po trzeciej randce, a nie pierwszym... spotkaniu, jak to określił jej ojciec. Spotkanie było mniej zobowiązujące.
- Szczerze, to ja nawet nie wiem o jakim ogłoszeniu mówisz - przyznała się bez bicia. - Twoja mama chyba wzięła sobie je bardzo do serca, bo napisała bezpośrednio do Praw Czasu, pisząc coś o otwieraniu przede mną drzwi waszego domostwa, może powinieneś je jakoś zabezpieczyć, bo jeszcze gotowa by była mnie tam wrzucić. Albo jakąkolwiek inną kandydatkę - strzepnęła popiół bez większego zainteresowania, chociaż przypominając sobie treść listu nie wiedziała czy powinna śmiać się czy płakać. - Jeśli martwisz się co o tobie wypisuje, to nie martw się. Podobno jesteś rezolutnym i energicznym młodym mężczyzną, co widać - puściła mu oczko, uśmiechając się przy tym złośliwie, chociaż wyraz ten zniknął częściowo za podnoszoną do ust szklanką z piwem.
la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.