13.10.2025, 15:06 ✶
Zarówno Brenna jak i Jonathan mogli zauważyć, że mniej więcej w połowie ich pracy mężczyzna zaczął zachowywać się nerwowo. Podejrzliwie. Czujnie. Teoretycznie, jego działania nie odbiegały za bardzo od tego, co robili normalnie ludzie w jego wieku próbujący poradzić sobie z trudnościami życia w zrujnowanym pożogą mieście. Zakupy, sprawunki, przypadkowe spotkania ze - zdawało się zdziwionymi na jego widok - osobami. Życzliwości. Ale też... podejrzliwość. Ściągnięta napięciem twarz, gdy nie rozmawiał z kimś kogo znał. Oglądanie się przez ramie. A pod koniec wręcz gwałtowne zmiany kierunku, choć oczywiście mógł sobie przypomnieć, że chciał kupić coś jeszcze.
W końcu, późnym popołudniem zdecydowali się do niego zapukać. Po dłuższej chwili drzwi otworzyły się, ale nie do końca. Między chłopakiem a nimi lśnił łańcuch, który mimo wszystko dla maga nie powinien być żadną przeszkodą. Mężczyzna zdawał się być w dużym stresie, nie patrzył na nich, a wzrok miał wbity w podłogę, gdy zduszonym głosem zaczął mówić:
– Błagam... zostawcie mnie. Dotrzymałem swojej części umowy i dotrzymam. Chciałem wrócić tylko na chwilę, dopilnować spraw rodziców i niani po tym strasznym pożarze. Nie myślałem... Przecież i tak nikt o zdrowych zmysłach nie zajmowałby się jakimś głupim przyjęciem skoro spłonął cały Londyn... proszę... jutro rano zniknę. Dzisiaj wieczorem nawet! Wsiądę na ostatni prom, dajcie mi tylko pożegnać się z nianią... – niemal skamlał. Łzy ciekły jak grochy po twarzy.
W końcu, późnym popołudniem zdecydowali się do niego zapukać. Po dłuższej chwili drzwi otworzyły się, ale nie do końca. Między chłopakiem a nimi lśnił łańcuch, który mimo wszystko dla maga nie powinien być żadną przeszkodą. Mężczyzna zdawał się być w dużym stresie, nie patrzył na nich, a wzrok miał wbity w podłogę, gdy zduszonym głosem zaczął mówić:
– Błagam... zostawcie mnie. Dotrzymałem swojej części umowy i dotrzymam. Chciałem wrócić tylko na chwilę, dopilnować spraw rodziców i niani po tym strasznym pożarze. Nie myślałem... Przecież i tak nikt o zdrowych zmysłach nie zajmowałby się jakimś głupim przyjęciem skoro spłonął cały Londyn... proszę... jutro rano zniknę. Dzisiaj wieczorem nawet! Wsiądę na ostatni prom, dajcie mi tylko pożegnać się z nianią... – niemal skamlał. Łzy ciekły jak grochy po twarzy.