13.10.2025, 15:18 ✶
- To klnij, nie ma tu nikogo, kogo by obchodziły maniery - odgryzła się, lekko unosząc głowę. Co za baran, żeby tak z łapami od razu - no co za zachowanie. Charlotte wstała, sama, i odruchowo schowała ręce za plecami. Drapała się po przedramieniu, ale nie chciała żeby Richard od razu to zauważył. Może i był wyszkolony w walce, ale to ona była wyszkolona w spierdalaniu, no i miała do tego dryg, naturalny talent. 1:0 dla Charlotte. Pewnie gdyby musiała zwiewać, to by jej nie dogonił bez magii. - Dobra, nie będę.
Powiedziała w końcu, wzruszając ramionami. No okej, było to głupie, nie powie że nie. Na twarz Lotty wstąpił zaraz szeroki uśmiech, aż w końcu dziewczyna rozłożyła ramiona i podeszła do Richarda, by go uściskać.
Tak, uściskać. Jakby się wzbraniał, to by nalegała tak bardzo, że zobaczyłby dopiero, co to znaczy robienie scen.
- Co tu robisz, Richard? Przyjechałeś na Mabon aż z Norwegii? - zapytała podekscytowana, bo i ona dostała zaproszenie. Może tego w sumie nie wiedział, ale zaraz się dowie. Skąd inaczej by wiedziała o spotkaniu, które miało się odbyć dzisiaj? - Sam, czy są z tobą Charles i Leonard? Też dostałam zaproszenie! Właśnie szukam sukienki. Pomożesz mi? Okazuje się, że większość sklepów jest zamknięta.
Trochę zmarkotniała i przestąpiła z nogi na nogę. Spojrzała na golf, który nosił, a potem zmarszczyła brwi. Golfy kojarzyły jej się z Robertem, gdyby nie wiedziała, że umarł, to mogłaby ich pomylić. Taktownie o tym nie wspomniała, tak samo jak o czerni, którą przywdział.
- Wszystkie moje kiecki spłonęły, a ciocia Lorien wysłała mi kilka które miały być dla Sophie, ale... Wiesz, mam wrażenie że to nie są ubrania dla mnie - powiedziała ostrożnie, bo nie chciała za bardzo zdradzać powodów, dla których nie chciała ich założyć. - Mamy strasznie dużo do nadrobienia! Jak w Oslo? Wszystko dobrze?
Szczebiotała, szczerząc się jak głupi do sera. Naprawdę ciężko było nie zauważyć, że naprawdę cieszyła się z nadchodzącej kolacji w Mulciber Manor.
Powiedziała w końcu, wzruszając ramionami. No okej, było to głupie, nie powie że nie. Na twarz Lotty wstąpił zaraz szeroki uśmiech, aż w końcu dziewczyna rozłożyła ramiona i podeszła do Richarda, by go uściskać.
Tak, uściskać. Jakby się wzbraniał, to by nalegała tak bardzo, że zobaczyłby dopiero, co to znaczy robienie scen.
- Co tu robisz, Richard? Przyjechałeś na Mabon aż z Norwegii? - zapytała podekscytowana, bo i ona dostała zaproszenie. Może tego w sumie nie wiedział, ale zaraz się dowie. Skąd inaczej by wiedziała o spotkaniu, które miało się odbyć dzisiaj? - Sam, czy są z tobą Charles i Leonard? Też dostałam zaproszenie! Właśnie szukam sukienki. Pomożesz mi? Okazuje się, że większość sklepów jest zamknięta.
Trochę zmarkotniała i przestąpiła z nogi na nogę. Spojrzała na golf, który nosił, a potem zmarszczyła brwi. Golfy kojarzyły jej się z Robertem, gdyby nie wiedziała, że umarł, to mogłaby ich pomylić. Taktownie o tym nie wspomniała, tak samo jak o czerni, którą przywdział.
- Wszystkie moje kiecki spłonęły, a ciocia Lorien wysłała mi kilka które miały być dla Sophie, ale... Wiesz, mam wrażenie że to nie są ubrania dla mnie - powiedziała ostrożnie, bo nie chciała za bardzo zdradzać powodów, dla których nie chciała ich założyć. - Mamy strasznie dużo do nadrobienia! Jak w Oslo? Wszystko dobrze?
Szczebiotała, szczerząc się jak głupi do sera. Naprawdę ciężko było nie zauważyć, że naprawdę cieszyła się z nadchodzącej kolacji w Mulciber Manor.