Umiał. Ale czy chciał? Ta sytuacja była chyba jedną z wyjątkowych, że nie przeklął w miejscu publicznym, chcąc dać przykład, że nie zniży się do jej poziomu. Jego odruch samoobronny też powinien być zrozumiały w tych okolicznościach, jaki spotkał mieszkańców Londynu. Obu, Londynów.
Zabrał rękę, skoro Charlotte nie potrzebowała jego pomocy i poradziła sobie sama. Na tym jednak nie było końca jej "ataków". O ile pierwotnie schowała rączki za plecy, niczym osoba przyłapana na złym uczynku, zapewniając, że już nie będzie zaczepiać, to następnie i tak ruszyła na niego z przytulaniem się. Richard westchnął z rezygnacją, nie odtrącając jej od siebie. Co w tym przypadku zrobił, to pogładził jej plecy jedną dłonią. Jakby zaznaczał tym samym "Ciebie też dobrze widzieć".
Kiedy z jej usta padło pytanie o jego obecność a dokładniej, wspomnienie o Mabon, zmarszczył brwi. Nie odpowiedział, a zaraz dostał kolejne pytania. Grzecznie i delikatnie, odsuwając ją od siebie, aby za długo nie przyklejała do jego osoby.
- Jestem sam. Chłopcy zostali w Oslo... Ciebie też zaprosili do Mulciber Manor?Nie ukrywał zdziwienia tą informacją. A to by znaczyło, że chcą z jakiegoś powodu ściągnąć wszystkich Mulciberów? "Co kombinujesz, Alexandrze?" – zastanawiał się w myślach. Nie chciał wierzyć do końca, czy szanowny kuzyn wyszedłby sam z taką inicjatywą, skoro zaproszenia wysyłała jego córka – Scarlett. Przekonał ją, manipulował, czy ona sama jednak postanowiła to zrobić? Richard pamiętał, jak córka wspominała o spotkaniu dużej rodziny przy wspólnym posiłku. Ale nie sądził, że zaproszenia pójdą jeszcze do dalszego kuzynostwa.
Tym samym zignorował z początku fakt o potrzebie sukni, przez Charlotte. Na nowo ożywił się, gdy wspomniała o… Lorien. "Znowu ta żmija się wpieprza…" – powiedział do siebie w myślach.
Podobało mu się w słowach Charlotte to, że nie chciała nic od jego byłej szwagierki.
Odpowiedział krótko na ostatnie z pytań. Jakby temat chciał zbyć. Nie miał ochoty opowiadać w szczegółach. Nie było o czym. Nie zignorował też faktu, że spojrzała na jego golf. Nie było tu o czym rozmawiać. Przyjrzał się jej, kiedy przestała się do niego przyklejać. A potem rozejrzał, dostrzegając sklep z jakiego wyszła, najprawdopodobniej chwilę temu. Gestem głowy wskazał na sklep.
- Byłaś tutaj?
Zapytał. Jakby też chciał temat zmienić.