Francis nie skomentował słów odnośnie pewnej dziedziny magii ale uniósł brew na pytanie dotyczące Stanley'a. Przez krótką chwilę przyglądał się Mulciberównie, próbując zrozumieć czy ona żartuje, czy też nie.
Kiedy miał pewność, że nie wiedziała o co chodzi, wskazał otwartą dłonią w kierunku Borgina. Nie omieszkał też wzruszyć ramionami, bo jego już nic nie dziwiło w tych Podziemnych Ścieżkach.
- Ten tam, właściciel lokalu to Stanley - wytłumaczył spokojnie - A kto inny miałby być Stanleyem? - zapytał retorycznie, nie bardzo potrafiąc odpowiedzieć na to pytanie. W głowie mu się nie mieściło, aby ktokolwiek inny mógł mieć tak nierówno pod sufitem jak właściciel Głębiny.
Borgin zaś kopnął mężczyznę z całej siły, a ten - spróbował ucieczki, chociaż mu nie poszło i nie dawał znaku życia. W zasadzie to dało się dostrzec, że oddycha i żyje, co tylko wprawiało byłego brygadzistę w zastanowienie nad jego losem. Stał tak i przyglądał się swojej ofierze, powieka mu aż drgała w złości. Nikt mi nie będzie się zakradał po moim lokalu Odgrażał mu się w myślach.
Pięść dalej miał zgiętą i szykował się do zadania ciosu ostatecznego, który miał posłać złodzieja na drugi świat. Najprawdopodobniej, gdyby nie reakcja Charlotte, mężczyzna byłby już martwy, a tak to Stanley obrócił głowę, zmrużył oczy i przyjrzał się Mulciberównie.
- Masz szczęście - rzucił w kierunku nieprzytomnego faceta, a sam udał się w kierunku butelki, którą podniósł - Jak wstanie, ma wypierdalać i więcej tu nie przychodzić - polecił innym klientom, którzy mieli przekazać daną wiadomość.
Widok rozwalonego człowieka na podłodze nikogo nie dziwił w tej części Londynu. Szkoda było posadzki ale coś wykombinują z Francisem, aby znowu błyszczała.
Borgin ruszył w kierunku baru, przechadzając się między ławkami. Całe towarzystwo, po rozliczeniu zysków i strat, wróciło do swoich zadań. Nikt nie chciał nadwyrężać swojego szczęścia, chociaż kilku pokazało brzydkie gesty w kierunku Charlotte - najpewniej dlatego, że właśnie przegrali pieniądze na piwo.
- Twoje - odparł, stawiając flaszkę przy blondynce - Za spostrzegawczość - dodał, czym prędzej znikając za kotarą. Butelczyna, która stanęła przed jej oczami, była whisky ze średniej półki cenowej - smakowała nieźle, a siekała jeszcze lepiej.
Stanley poszedł do biura, zasiadł na fotelu i czym prędzej sięgnął po fajkę. Kurwa mać. Spaliła się Ugryzł wargę w złości, a następnie wziął nową i czym prędzej ją odpalił.
Teraz mógł odetchnąć i sprawdzić stan swojej ręki, wszak przywalił z impetem w blat. Matthew zaczął masować prawą dłoń, jakby to miało coś zmienić.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972