Francis nawet nie był zdziwiony. To nie był pierwszy raz jak Stanley przedstawił się innym imieniem, niż miało to miejsce w rzeczywistości. Czech wiedział o jego problemach z prawem, więc rozumiał taką zagrywkę, a nawet ją popierał.
O ile ludzie mogli czuć się okradzeni, tak Charlotte kupiła sobie ich chwilową aprobatę poprzez podarowanie flaszki dla całej gawiedzi. Barman nie miał problemu aby spełnić jej wolę, więc nikt nie miał problemu z jej zniknięciem.
Mulciberówna nie powiedziała niczego odkrywczego, bo tylko adrenaliny sprawiła że nie wrzasnął wtedy z bólu. Z biegiem czasu, tych kilkudziesięciu sekund, było już lepiej, chociaż dalej czuł pulsowanie, który niosło się po całym układzie nerwowym.
Wszystko jednak dało się załagodzić dzięki pomocy papierosa, który wspierał zszargane nerwy Borgina.
- Poboli i przestanie - odparł, nie mając zamiaru iść po nic chłodnego - Jak to mawiają, do wesela się zagoi - dodał, kręcąc dłonią, jakby chciał ją rozprostować lub rozruszać. Może trochę jakby próbował strzepać ból w odmęty Głębiny?
Słysząc jej kolejne słowa, uśmiechnął się pod nosem, wypuścił dym i spojrzał w kierunku swojej rozmówczyni. Przyglądał jej się przez kilka sekund, przecierając swój nos przy okazji. Widać było, że bawił się w najlepsze, grając na czas.
- A co to za znaczenie? Matthew. Stanley. Imię jak imię - wzruszył ramionami, rozkładając ręce - Dla ciebie to mogę nawet być Anthony lub inny John - zapewnił, stukając melodycznie w blat - To chyba nazwa sztuki, którą wystawiali kiedyś na Pokątnej, nie? - zapytał, bo nie był pewien, a Szarlotka wydawała się, że mogłaby wiedzieć. To oczywiście nie było pytanie na poważnie, wszak trochę chciał ją podkurwić. W końcu kto się lubi - ten się czubi, a i lekkim wkurwem było jej do twarzy.
- Będziesz tak stać? - strzepał dym do popielniczki - Czy usiądziesz na czterech literach? - wskazał dłonią na krzesło, które stało przed biurkiem, a następnie na kanapę po lewej stronie.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972