13.10.2025, 21:07 ✶
Wtuliła policzek w jego klatkę piersiową, na moment zaciskając ręce wokół jego talii. Ścisnęła raz, mocno, długo, ale gdy delikatnie ją odsunął, nie oponowała. Cud, że w ogóle pozwolił się dotknąć, kto jak kto ale on był jednym z tych mało dotykalskich. 8 września naprawdę wpłynął na ludzi, którzy byli wtedy w Londynie. Może u niego wyszło na dobre?
- Tak, zaprosiła mnie ciocia - Lorien w sumie nie była jej ciotką, ale Richard mógł się orientować, że Charlotte znała Lorien wcześniej, jeszcze jak była Crouch. To była przyjaciółka jej matki, tej samej matki, z którą Lotta zerwała kontakt niespełna rok temu. Dziwne, że z Lorien nie zerwała kontaktu, ale skoro stała się Mulciber... To najpewniej albo go odnowiła, albo po prostu Lorien nie była tak pierdolnięta, jak Lilianna. Lub się dobrze maskowała. - Pisała, że Scarlett to miła dziewczyna i chyba jest w podobnym wieku co ja, więc powinnyśmy się dogadać. Może opowiesz mi o niej coś więcej, Rick? Chciałabym na szybko zrobić kilka prezentów dla każdego.
Dla każdego oznaczało, że dla niego również, ale nie była na tyle głupia, żeby przy nim wybierać lub robić swoje durnostojki. Chociaż znając jej antytalent do robótek ręcznych, to raczej kupi jakieś badziewie.
- Nie, jeszcze nie. Pójdziesz ze mną? Strasznie się cieszę na Mabon, ale jak wiesz, do tej pory raczej spędzałam te święto z rodzicami. Gdy... tata umarł, bywaliśmy u Rosierów, ale to nie jest do końca mój świat - Rosierowie nie byli źli, ale Charlotte nigdy nie czuła się w pełni Rosierówną. Była Mulciberem, chociaż matka próbowała jej wmówić, podobnie jak Duncan i po części Alexander, że Mulciberowie się tak nie zachowywali. - Chcę wiedzieć, jak będzie. Na co się przygotować. Jaka jest Scarlett, jaki jest Alexander. Czy mają uczulenie na ciasteczka z czekoladą, orzechy, wiesz, takie tam.
Może Richard wiedział takie rzeczy, jej w sumie nie przyszło do głowy, żeby zapytać Lorien, a było już za późno na słanie kolejnych listów. Złapała kuzyna za rękę i pociągnęła go za rękę w stronę sklepu, w zasadzie nie czekając na odpowiedź.
- Pomożesz mi w wyborze, co?
- Tak, zaprosiła mnie ciocia - Lorien w sumie nie była jej ciotką, ale Richard mógł się orientować, że Charlotte znała Lorien wcześniej, jeszcze jak była Crouch. To była przyjaciółka jej matki, tej samej matki, z którą Lotta zerwała kontakt niespełna rok temu. Dziwne, że z Lorien nie zerwała kontaktu, ale skoro stała się Mulciber... To najpewniej albo go odnowiła, albo po prostu Lorien nie była tak pierdolnięta, jak Lilianna. Lub się dobrze maskowała. - Pisała, że Scarlett to miła dziewczyna i chyba jest w podobnym wieku co ja, więc powinnyśmy się dogadać. Może opowiesz mi o niej coś więcej, Rick? Chciałabym na szybko zrobić kilka prezentów dla każdego.
Dla każdego oznaczało, że dla niego również, ale nie była na tyle głupia, żeby przy nim wybierać lub robić swoje durnostojki. Chociaż znając jej antytalent do robótek ręcznych, to raczej kupi jakieś badziewie.
- Nie, jeszcze nie. Pójdziesz ze mną? Strasznie się cieszę na Mabon, ale jak wiesz, do tej pory raczej spędzałam te święto z rodzicami. Gdy... tata umarł, bywaliśmy u Rosierów, ale to nie jest do końca mój świat - Rosierowie nie byli źli, ale Charlotte nigdy nie czuła się w pełni Rosierówną. Była Mulciberem, chociaż matka próbowała jej wmówić, podobnie jak Duncan i po części Alexander, że Mulciberowie się tak nie zachowywali. - Chcę wiedzieć, jak będzie. Na co się przygotować. Jaka jest Scarlett, jaki jest Alexander. Czy mają uczulenie na ciasteczka z czekoladą, orzechy, wiesz, takie tam.
Może Richard wiedział takie rzeczy, jej w sumie nie przyszło do głowy, żeby zapytać Lorien, a było już za późno na słanie kolejnych listów. Złapała kuzyna za rękę i pociągnęła go za rękę w stronę sklepu, w zasadzie nie czekając na odpowiedź.
- Pomożesz mi w wyborze, co?