- A może i mojego. Chuj ci do tego - odparł rymowanką. Ciekawski kot do studni wpadł. Zaproszenia i tak by nie dostała, więc nie musiała się tego obawiać.
Całkowicie inną kwestią był fakt, że do ewentualnego ożenku było mu aktualnie dalej, niż bliżej, a może nawet najdalej w całej jego związkowej karierze. Z drugiej strony trwała wojna i nie było czasu na jakieś większe relacje czy tego typu rzeczy.
- Charlena też - przyznał jej rację, nie chcąc odpuścić. Nawet jeżeli miał odpuścić, to jeszcze nie teraz. Trzeba było podjąć rękawicę.
Prawdę mówiąc, gówno go to obchodziło. Nie interesował się szczególnie sztuką, a jego jedyna styczność ze sztukami pięknymi wynikała tylko i wyłącznie z faktu Stelli - nie własnych zainteresowań.
- Myślę, że tak. Harper, tej pojebusce, też pewnie było na ręke w tej kwestii, bo jej kochanek też pewnie wył - odpowiedział - Oczywiście jak jeszcze żył - uniósł kącik ust. Szybko jednak powrócił do swojej poprzedniej miny, rozkoszując się papierosem.
Nie chciała usiąść wygodnie? Cóż - jej strata. Borgin nie miał zamiaru jej zmuszać. Jak była uparta jak koza, to musiała być też głupia jak koza... nie, to szło jakoś inaczej. Mniejsza o to.
Stanley, widząc jej wyciągnięta dłoń, cofnął własną, a następnie posłał jej pytające spojrzenie.
- Zostaw - odparł krótko i sucho. Ślizgon w kwestii swojego zdrowia dopuszczał bardzo wąskie grono osób, które miało u niego posłuch. Charlotte nie była jedną z nich - Szczerze? Żadnej różnicy mi to nie robi. Jeden parszywiec mniej - przyznał, wypuszczając dym z ust.
Wolną ręką sięgnął do szuflady, aby wyciągnąć swoją legitymację brygadzisty.
- Jakieś ostatnie słowa? - zapytał, zaciągając się fajką - Jesteś aresztowana - dodał ze spokojem w głosie, rzucając jej dokument tożsamości. Wiele danych tam nie było, chociaż mogła poznać prawdziwę imię, a nawet dwa, stopień i numer odznaki.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972