Dobrze, że nie potrafił czytać w myślach Charlotte, bo jeżeli usłaszyłby jakieś słowa o kolejnym wieszczu narodowym, to dostałby chyba migotania przedsionków. Co te wszystkie blondynki miały z tymi wróżbitami?
- Pierdolisz? - zapytał z wytrzeszczem oczu - Taka ładna laurka, a ten chujek nic? Zero reakcji? Nawet nie odpisać niczego z przekąsem? Żadnej odpowiedzi na poziomie - "gwiazdy mówią żebyś się wystrzegał śledzi w poniedziałek"? Eh... Co ten Alexander. Zero formy - pokręcił głową z dezaprobatą na poczynania krewnego. W życiu można było robić wiele rzeczy, a jeszcze więcej można było wybaczyć. Ale nie odpisać na zagadkę z tak piękną laurką? No to była potwarz.
- Słusznie, że się obraziłaś. Też to rozwarzę, bo miałem swój współudział - stwierdził. Może powinni się obrazić całą rodziną na Mulcibera aby ten mógł się domyślić, o co może im chodzić? Będzie trzeba ten pomysł poddać jakiejś dyskusji.
Przynajmniej piła ale nie zapomniała też odpyskować. Trzeba było wiedzieć, że miała też wady, niż klasowa pyskówka, która akurat była jej zaletą. Rasowa Mulciberówna
- Się nie wkurwiaj, bo już nie ma kogo bić - próbował studzić jej zapał - Albo idziemy zobaczyć czy tamten złodziejaszek jeszcze leży. Przeniesiemy go na tył magazynu i będzie mogła się na nim wyżyć. Nie wiem, zęby mu powybijasz. Rękawice chyba gdzieś mam schowane - przedstawił pewien zamysł. O ile chciała sobie ulżyć, mogli to zrobić.
Słysząc słowa o szcześćdziesionie, uśmiechnął się od ucha do ucha. Jego uśmiech zdradzał, że to był oczywiście test - nic mniej, nic więcej.
- Może? Zaufać komuś tak o, w tym świecie? Na Nokturnie? - zapytał ją - To nie tutaj. To nie te lata - upił łyk ze szklanki. Stanley pił powoli, rozkoszując się trunkiem - Łatwo się denerwujesz, Szarlotka. Mówił ci to ktoś? - dorzucał do ognia, aby ją jeszcze bardziej wkurwić. Jak się bawić, to się bawić.
- Następnym razem napiszę list po prostu. Nie będę cię fatygował, bo jeszcze cię nóżki rozbolą od biegania po Nokturnie - zakomunikował - No powiedz coś o pożarach. Mi też spłonęło mieszkanie na Horyzontalnej. I co? Żyje się dalej - wzruszył ramionami, bo tak naprawdę nie potrzebował tamtego mieszkania. Fakt, miało wartość sentymentalną dla Borgina ale miał ważniejsze cele do ocalenia, niż jego własny przybytek.
- Potrzebujesz jakiegoś lekarstwa? Może coś akurat mamy. Mogę Francisa zapytać jak rzucisz jakimiś mądrymi nazwami - zapytał. Z lekką troską w głosie, bo widział jest srogi mars na czole. Nie chciał mieć na sumieniu tej Mulciberówny.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972