13.10.2025, 23:03 ✶
Ceremoniały, jak to ceremoniały, ciągnęły się niemiłosiernie, jednak Jackie była przyzwyczajona do siedzenia spokojnie i udawania, że nie jest niczym znużona, czy nie myśli czasem o czymś całkowicie innym niż powinna. Jackie skupiła się na sukni Geraldine, na szczegółach wykończenia, jakie mogła z tej odległości widzieć, na roślinach dookoła, czy na głosach ptaków. Byle nie dopuścić do głosu wspomnień z własnego ślubu i nie pogrążyć się melancholii. To nie był czas na smutek, a na świętowanie nowej ścieżki życia, jaką obierał Roise wraz ze swoją wybranką. Widząc lekkie zamieszanie wśród jej dzieci, zerknęła w ich kierunku, by wyłapać, jak Anthony zajmuje uwagę Rowana, by nie kręcił się zbyt mocno. Szybko jednak wydarzenia eskalowały, zanim w ogóle miała okazję mruknąć do dzieci i uspokoić je chociaż trochę.
Linnea odruchowo odwróciła się do osoby, która nagle odezwała się do niej i brata zza ich pleców, by zaraz mieć coś włożone we włosy. Uniosła rączkę do ozdoby, by zaraz zachwycić się jej wykonaniem i podnieść roziskrzony, ciekawski wzrok na kobietę.
— Pani sama zrobiła ten liść? Jak taki zrobić? Trudne to? Mogę się tego też nauczyć? — Z każdym pytaniem dziewczynka coraz mocniej obracała się na krześle, aż w końcu z pewną trudnością związaną z tym, że była w sukience plątającej jej się aktualnie pod nogami, wspięła się kolanami na siedzenie i przewiesiła małe ciałko przez oparcie, by lepiej widzieć kobietę i wbić w nią wzrok domagający się odpowiedzi na pytania.
— Ale fajny! Jak coś takiego zrobić z liśćmi? Można tak z innymi roślinami? Albo kwiatami? — Rzucił Rowan, tym razem to on był odrobinę za głośno, zaraz również odwracając się do nieznajomej i wbijając w nią ciekawski wzrok, pozostawiając jednak bliźniaczce zalewanie kobiety pytaniami i zastanawiając się, czy ten liść, który nie istnieje można by też utrwalić w taki sposób jak ten Linnei.
— Rowan, Linnea, ciszej. — Mruknęła Jackie, słysząc i widząc, jak jej dzieci z podekscytowania zaczynają zachowywać się trochę zbyt głośno i zbyt mocno rzucać się po krzesłach na małej przestrzeni. Uroki nadpobudliwych bliźniąt, które łatwo zainteresować tematem, tylko jeśli dotyczy on roślin. Kochała ich, ale czasami przechodzili również samych siebie i testowali jej cierpliwość.
— Linneo, co się mówi, jak dostaje się prezent? Oboje usiądźcie prosto. Lin, będziesz miała mnóstwo czasu po ceremonii, by zadać wszystkie pytania, jakie tylko przyjdą Ci do głowy. — Powiedziała cicho, aczkolwiek stanowczo Jackie, widząc, że jej córka zakotłowała się na krześle i właśnie namierzyła swój nowy cel do zadręczania pytaniami. I to w najmniej odpowiedniej chwili, kiedy powinni zachować chociaż odrobinę powagi i ciszy.
— Dziękuję za prezent, proszę Pani. — Odezwała się grzecznie i trochę przepraszająco dziewczynka i pod czujnym wzrokiem matki, trochę niechętnie powróciła do siedzenia na krześle, skierowana w stronę odbywającej się ceremonii, a nie obcej kobiety, tylko co jakiś czas obracając delikatnie głowę, by sprawdzić, czy nieznajoma kobieta dalej siedzi tam, gdzie siedziała. Rowan poszedł w ślady siostry, jednak nie mogąc usiedzieć na miejscu, zaraz zaczął obracać liść w palcach i majtać nogami, które nie sięgały jeszcze ziemi, kiedy siedział na krześle.
Linnea odruchowo odwróciła się do osoby, która nagle odezwała się do niej i brata zza ich pleców, by zaraz mieć coś włożone we włosy. Uniosła rączkę do ozdoby, by zaraz zachwycić się jej wykonaniem i podnieść roziskrzony, ciekawski wzrok na kobietę.
— Pani sama zrobiła ten liść? Jak taki zrobić? Trudne to? Mogę się tego też nauczyć? — Z każdym pytaniem dziewczynka coraz mocniej obracała się na krześle, aż w końcu z pewną trudnością związaną z tym, że była w sukience plątającej jej się aktualnie pod nogami, wspięła się kolanami na siedzenie i przewiesiła małe ciałko przez oparcie, by lepiej widzieć kobietę i wbić w nią wzrok domagający się odpowiedzi na pytania.
— Ale fajny! Jak coś takiego zrobić z liśćmi? Można tak z innymi roślinami? Albo kwiatami? — Rzucił Rowan, tym razem to on był odrobinę za głośno, zaraz również odwracając się do nieznajomej i wbijając w nią ciekawski wzrok, pozostawiając jednak bliźniaczce zalewanie kobiety pytaniami i zastanawiając się, czy ten liść, który nie istnieje można by też utrwalić w taki sposób jak ten Linnei.
— Rowan, Linnea, ciszej. — Mruknęła Jackie, słysząc i widząc, jak jej dzieci z podekscytowania zaczynają zachowywać się trochę zbyt głośno i zbyt mocno rzucać się po krzesłach na małej przestrzeni. Uroki nadpobudliwych bliźniąt, które łatwo zainteresować tematem, tylko jeśli dotyczy on roślin. Kochała ich, ale czasami przechodzili również samych siebie i testowali jej cierpliwość.
— Linneo, co się mówi, jak dostaje się prezent? Oboje usiądźcie prosto. Lin, będziesz miała mnóstwo czasu po ceremonii, by zadać wszystkie pytania, jakie tylko przyjdą Ci do głowy. — Powiedziała cicho, aczkolwiek stanowczo Jackie, widząc, że jej córka zakotłowała się na krześle i właśnie namierzyła swój nowy cel do zadręczania pytaniami. I to w najmniej odpowiedniej chwili, kiedy powinni zachować chociaż odrobinę powagi i ciszy.
— Dziękuję za prezent, proszę Pani. — Odezwała się grzecznie i trochę przepraszająco dziewczynka i pod czujnym wzrokiem matki, trochę niechętnie powróciła do siedzenia na krześle, skierowana w stronę odbywającej się ceremonii, a nie obcej kobiety, tylko co jakiś czas obracając delikatnie głowę, by sprawdzić, czy nieznajoma kobieta dalej siedzi tam, gdzie siedziała. Rowan poszedł w ślady siostry, jednak nie mogąc usiedzieć na miejscu, zaraz zaczął obracać liść w palcach i majtać nogami, które nie sięgały jeszcze ziemi, kiedy siedział na krześle.