14.10.2025, 10:35 ✶
Uśmiechnął się lekko, z rozbawieniem. To starcie wygrał on, zdecydowanie. Do tej pory zachowywał powagę i dystans, podczas gdy ona… Jak zwykle szybciej wypowiadała słowa, niż dała radę je przemyśleć. Lestrane cmoknął, łapiąc się za serce, jakby Astoria właśnie wbiła mu tam nóż.
- Ranisz mnie, panno Avery - powiedział smutnym głosem. Być może ktokolwiek mógł się na to nabrać, ale przed nim nie siedział ktokolwiek. Siedziała kobieta, która była do niego uprzedzona: kobieta, która poznała się na nim zanim założył maskę uprzejmości i dystyngowania. Wiedziała, jaką potrafił być mendą w szkole, obojętnie czy w stosunku do gorzej urodzonych, czy ludzi na tym samym poziomie - niektóre wspomnienia ciężko wymazać, by móc zacząć od nowa.
Kiwnął głową z uznaniem, gdy opowiadała mu o kursach. Nie spodziewał się po niej niczego innego, lecz coś przyszło mu na myśl. Spojrzał na Astorię z zainteresowaniem, którego nawet nie starał się ukryć. Kurs malarstwa zaklętego… Ale czy mógł jej zaufać? Czy dałoby się spisać umowę, której Astoria nie mogłaby złamać, lub po prostu stworzyć obraz, by nie wiedziała dokąd prowadzi przejście?
- Potrafisz tworzyć obrazy, które przenoszą w inne miejsce? - zapytał bez ogródek, chwytając za szklankę z grubo ciosanego szkła. Zwilżył gardło, podczas gdy w jego głowie kiełkował mały plan. - Och, nie martwię się. Wierzę w twoje umiejętności, Astorio. To, że nie rozumiem z czym się wiążą nie oznacza, że nie wierzę w twoje zdolności.
Mógł być dla niej dupkiem, ale to nie oznaczało, że jej nie doceniał. Jeżeli chodziło o kobiety na wysokich stanowiskach, miał pewien pogląd: z reguły musiały się starać bardziej, niż mężczyźni, by osiągnąć tak wysokie pozycje.
Upił kolejny łyk wody, zanim nie odłożył ostrożnie szklanki na biurko, na podstawkę. Przesunął ją tak, by była idealnie na środku, równiutko.
- Jestem Niewymownym, pracuję w Komnacie Badań Sekretów Mózgu - odpowiedział spokojnie, bez chełpienia się. Kiwnął głową, żeby nie przejmowała się nim i poszła sprawdzić, czy obraz był autentyczny.
Odetchnął. Nie został oszukany. Nie lubił, gdy ktokolwiek igrał z jego osobą.
- Sprawdzenie tego drugiego powinno więc być zbędną formalnością - zauważył lekkim tonem, ale gdy Astoria miała zamiar przenieść drugie dzieło do pokoju, nie chciał protestować. - Chciałbym, by darowizna była anonimowa.
Dodał jeszcze. Dla niego to było jasne: nie chciał zwracać na siebie dodatkowej uwagi. Ale w świetle tego, że jednak został oszukany… To Astoria mogła wysnuć zgoła inne wnioski.
- Ranisz mnie, panno Avery - powiedział smutnym głosem. Być może ktokolwiek mógł się na to nabrać, ale przed nim nie siedział ktokolwiek. Siedziała kobieta, która była do niego uprzedzona: kobieta, która poznała się na nim zanim założył maskę uprzejmości i dystyngowania. Wiedziała, jaką potrafił być mendą w szkole, obojętnie czy w stosunku do gorzej urodzonych, czy ludzi na tym samym poziomie - niektóre wspomnienia ciężko wymazać, by móc zacząć od nowa.
Kiwnął głową z uznaniem, gdy opowiadała mu o kursach. Nie spodziewał się po niej niczego innego, lecz coś przyszło mu na myśl. Spojrzał na Astorię z zainteresowaniem, którego nawet nie starał się ukryć. Kurs malarstwa zaklętego… Ale czy mógł jej zaufać? Czy dałoby się spisać umowę, której Astoria nie mogłaby złamać, lub po prostu stworzyć obraz, by nie wiedziała dokąd prowadzi przejście?
- Potrafisz tworzyć obrazy, które przenoszą w inne miejsce? - zapytał bez ogródek, chwytając za szklankę z grubo ciosanego szkła. Zwilżył gardło, podczas gdy w jego głowie kiełkował mały plan. - Och, nie martwię się. Wierzę w twoje umiejętności, Astorio. To, że nie rozumiem z czym się wiążą nie oznacza, że nie wierzę w twoje zdolności.
Mógł być dla niej dupkiem, ale to nie oznaczało, że jej nie doceniał. Jeżeli chodziło o kobiety na wysokich stanowiskach, miał pewien pogląd: z reguły musiały się starać bardziej, niż mężczyźni, by osiągnąć tak wysokie pozycje.
Upił kolejny łyk wody, zanim nie odłożył ostrożnie szklanki na biurko, na podstawkę. Przesunął ją tak, by była idealnie na środku, równiutko.
- Jestem Niewymownym, pracuję w Komnacie Badań Sekretów Mózgu - odpowiedział spokojnie, bez chełpienia się. Kiwnął głową, żeby nie przejmowała się nim i poszła sprawdzić, czy obraz był autentyczny.
Odetchnął. Nie został oszukany. Nie lubił, gdy ktokolwiek igrał z jego osobą.
- Sprawdzenie tego drugiego powinno więc być zbędną formalnością - zauważył lekkim tonem, ale gdy Astoria miała zamiar przenieść drugie dzieło do pokoju, nie chciał protestować. - Chciałbym, by darowizna była anonimowa.
Dodał jeszcze. Dla niego to było jasne: nie chciał zwracać na siebie dodatkowej uwagi. Ale w świetle tego, że jednak został oszukany… To Astoria mogła wysnuć zgoła inne wnioski.