14.10.2025, 17:06 ✶
Z Philomeną i Aaronem opodal makiety.
Komentarz Aarona dotyczący akt rozbawił go szczerze, ale widać to było tylko w łagodnie pogłębiających się kurzych łapkach okalających srebrne oczy śledzące tłum. Aurorzy. Było w nich coś zwierzęcego, co zwykle przypadało Anthony'emu do gustu, w sposób bardzo przedświadomy. Atawistyczny dreszcz wynikający z pytania, czy tym razem to ty będziesz celem ich łowów. Oczywiście znajomość Clemensa Longbottoma, czy wspomnienie paradującego po shafiq'owym apartamnecie w samej bieliźnie i ofiarowanym mu szlafroku Bletchleya nieco tępiły to wrażenie, ale psa od wilka dzieliły tylko dwie niezjedzone kolacje. Ministerialne psy... A może już wilki?
– Och bynajmniej. W najbliższym czasie wybieram się do Hiszpanii, będziemy próbowali uzyskać finansowanie na odbudowę od naszych międzynarodowych sojuszników. Za dwa tygodnie pierwsza transza towarów z Kambodży, szczęśliwie zamienniki do produkcji lekarstw. Moje biuro ciężko pracuje na to, by przy brakach kadrowych jak najszybciej dopuścić towar do rąk uzdrowicieli. – Przeciek dotyczący księżniczki cały czas podgryzał go w kostki, kreta nie udało się znaleźć, ale cóż... Miało to swoje plusy względem plotek, które realnie mogły mu zaszkodzić. Zawsze lepiej było być niedocenianym w oczach przeciwników. Zawsze. Nawet jeśli ewentualni sojusznicy nie dostrzegali przez to twojej wartości.
I już coś miał powiedzieć Lorien, nieco żartobliwie przecież na temat swojego nowego spadku w Szkocji i zmiany nazwiska na McKwatch na tej przykład, już miał powiedzieć coś o gustownym kilcie i nauce gry na dudach, gdy inny muzyk, zawodowy wręcz przyszedł im zająć czas. I być może skarga Oleandra spotkałaby się u niego z większym zaangażowaniem, gdyby nie fakt, że młokos swoją opowiastką ukradł mu sędzinę z którą akurat zamierzał spędzić odrobinę choć wieczoru.
Nie było mu dane.
Skupił się na cieście i myślach płynących wokół zajmujących ploteczek pozwalających nie myśleć o raku toczącym magiczne społeczeństwo. Komentarz Aarona zdał się nagle zaskakująco do tych myśli przypasowany.
– Nie jestem typem farmera, choć czasem rzeczywiście myślę z estymą o mojej winiarni. Moje wina są... – umilkł na moment. Ostatnie jego wizyty w niej były bardzo... owocne. Morpheus z łamiącą informacją o przynależności do ruchu oporu, kłótnia z Jonathanem, i sen... sen w którym wilki z warowni zostały zagryzione i wybebeszone zielonym światłem. Proroczy? Z pewnością nie. Z pewnością...
Wina.
Twoja wina.
– ...wina mają to do siebie, że im więcej lat czekają, tym są lepsze. Nie spieszno mi do nich, nie kiedy tyle pracy przed nami. Obecnie, widzę że oboje jesteście ciekawi, zbieram zasoby i zaplecze do odbudowy Doliny Godryka. Uważam, że to niezwykle istotne miejsce z poziomu czarodziejskiej tradycji, strategiczne wręcz pod kątem Kniei i bardzo ubolewam, że Londyn... cóż, zajęty jest Londynem. W Dolinie brak jednak tak pięknego teatru. – Może nazbyt oczywiście położył swoje oczy na rozpromienionej Eugenii? – A sady już nie cieszą oka. Operacja odbudowy magicznych domów utrudniona jest też w oczywisty sposób wszechobecnymi mugolami, ale sądzę że pobudzając społeczność do działania, aplikując jej zasoby i możliwości wynikającej z dobrej organizacji... – Uśmiechnął się nagle nieco szerzej, myśląc o tej jadowitej istocie stojącej obok niego. – Pani kancelaria ma już wprawę w obsłudze fundacji, czyż nie? – Przyjaciół blisko. Wrogów? Jeszcze bliżej.
– Och bynajmniej. W najbliższym czasie wybieram się do Hiszpanii, będziemy próbowali uzyskać finansowanie na odbudowę od naszych międzynarodowych sojuszników. Za dwa tygodnie pierwsza transza towarów z Kambodży, szczęśliwie zamienniki do produkcji lekarstw. Moje biuro ciężko pracuje na to, by przy brakach kadrowych jak najszybciej dopuścić towar do rąk uzdrowicieli. – Przeciek dotyczący księżniczki cały czas podgryzał go w kostki, kreta nie udało się znaleźć, ale cóż... Miało to swoje plusy względem plotek, które realnie mogły mu zaszkodzić. Zawsze lepiej było być niedocenianym w oczach przeciwników. Zawsze. Nawet jeśli ewentualni sojusznicy nie dostrzegali przez to twojej wartości.
I już coś miał powiedzieć Lorien, nieco żartobliwie przecież na temat swojego nowego spadku w Szkocji i zmiany nazwiska na McKwatch na tej przykład, już miał powiedzieć coś o gustownym kilcie i nauce gry na dudach, gdy inny muzyk, zawodowy wręcz przyszedł im zająć czas. I być może skarga Oleandra spotkałaby się u niego z większym zaangażowaniem, gdyby nie fakt, że młokos swoją opowiastką ukradł mu sędzinę z którą akurat zamierzał spędzić odrobinę choć wieczoru.
Nie było mu dane.
Skupił się na cieście i myślach płynących wokół zajmujących ploteczek pozwalających nie myśleć o raku toczącym magiczne społeczeństwo. Komentarz Aarona zdał się nagle zaskakująco do tych myśli przypasowany.
– Nie jestem typem farmera, choć czasem rzeczywiście myślę z estymą o mojej winiarni. Moje wina są... – umilkł na moment. Ostatnie jego wizyty w niej były bardzo... owocne. Morpheus z łamiącą informacją o przynależności do ruchu oporu, kłótnia z Jonathanem, i sen... sen w którym wilki z warowni zostały zagryzione i wybebeszone zielonym światłem. Proroczy? Z pewnością nie. Z pewnością...
Wina.
Twoja wina.
– ...wina mają to do siebie, że im więcej lat czekają, tym są lepsze. Nie spieszno mi do nich, nie kiedy tyle pracy przed nami. Obecnie, widzę że oboje jesteście ciekawi, zbieram zasoby i zaplecze do odbudowy Doliny Godryka. Uważam, że to niezwykle istotne miejsce z poziomu czarodziejskiej tradycji, strategiczne wręcz pod kątem Kniei i bardzo ubolewam, że Londyn... cóż, zajęty jest Londynem. W Dolinie brak jednak tak pięknego teatru. – Może nazbyt oczywiście położył swoje oczy na rozpromienionej Eugenii? – A sady już nie cieszą oka. Operacja odbudowy magicznych domów utrudniona jest też w oczywisty sposób wszechobecnymi mugolami, ale sądzę że pobudzając społeczność do działania, aplikując jej zasoby i możliwości wynikającej z dobrej organizacji... – Uśmiechnął się nagle nieco szerzej, myśląc o tej jadowitej istocie stojącej obok niego. – Pani kancelaria ma już wprawę w obsłudze fundacji, czyż nie? – Przyjaciół blisko. Wrogów? Jeszcze bliżej.