14.10.2025, 20:08 ✶
- To źle? - zapytał przewrotnie, widząc jej zmarszczone gniewnie brwi. Nie traktował tych emocji na poważnie, a przynajmniej nie uważał że był w tym jakikolwiek żal do jego stanu zdrowia. - Nie wiesz co zamierzam - odpowiedział sucho, z topniejącym, krzywym uśmiechem, którego kąciki ust szybko ściągnęły się w dół.
W Leviathanie zawsze było coś niepokornego, co nie pozwalało mu myśleć, że tak zwyczajnie zginie. Nie bał się o siebie, ale o innych już mu się zdarzało, szczególnie od momentu kiedy Mona straciła przy nim rękę, a potem los poprawił śmiercią jego brata w paszczy smoka. On był nietykalny; nawet kiedy było pod górkę, ostatecznie unikał kary.
- Dla ciebie nie ma. Dla innych już tak - wyjaśnił spokojnie, zaglądając jej w oczy. Uśmiechnął się do niej szczerze, na jeden krótki moment, kiedy wspominała o tym co też Czarny Pan mógłby zrobić. Domyślał się, że chodziło o Knieję. Jej Knieję, bo cóż innego mogłoby ją obchodzić? To nie było jednak aż takie proste - chaos lasu był im na rękę. Siał strach i podważał kompetencję najważniejszego organu w całym kraju - Ministerstwa.
Czuł jak jej dłoń próbuje zdziałać coś w kwestii skrytego w szacie słoiczka. Jedna jego ręka powędrowała w dół, łapiąc ją za nadgarstek, kiedy próbowała ją wyciągnąć. Drugą ujął ją za podbródek i po krótkiej chwili ucałował ją w czoło. - Dlaczego miałbym ci oddać coś, co nie jest twoje? Co nie jest nawet tej ziemi?
W Leviathanie zawsze było coś niepokornego, co nie pozwalało mu myśleć, że tak zwyczajnie zginie. Nie bał się o siebie, ale o innych już mu się zdarzało, szczególnie od momentu kiedy Mona straciła przy nim rękę, a potem los poprawił śmiercią jego brata w paszczy smoka. On był nietykalny; nawet kiedy było pod górkę, ostatecznie unikał kary.
- Dla ciebie nie ma. Dla innych już tak - wyjaśnił spokojnie, zaglądając jej w oczy. Uśmiechnął się do niej szczerze, na jeden krótki moment, kiedy wspominała o tym co też Czarny Pan mógłby zrobić. Domyślał się, że chodziło o Knieję. Jej Knieję, bo cóż innego mogłoby ją obchodzić? To nie było jednak aż takie proste - chaos lasu był im na rękę. Siał strach i podważał kompetencję najważniejszego organu w całym kraju - Ministerstwa.
Czuł jak jej dłoń próbuje zdziałać coś w kwestii skrytego w szacie słoiczka. Jedna jego ręka powędrowała w dół, łapiąc ją za nadgarstek, kiedy próbowała ją wyciągnąć. Drugą ujął ją za podbródek i po krótkiej chwili ucałował ją w czoło. - Dlaczego miałbym ci oddać coś, co nie jest twoje? Co nie jest nawet tej ziemi?
We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast