21.02.2023, 19:31 ✶
To były trudne tematy i nie wiedział jeszcze gdzie dokładnie jest jego miejsce. Tyle dobrego, że miał świadomość, że bezczynność nie jest jego mocną stroną.
- Póki co tylko Charlie. Na resztę... nie mam jeszcze wystarczających umiejętności. Przegrałem pojedynek na śmierć i życie, to pokazało jak bardzo nie przykładałem się do czarów ofensywnych. Jeśli się podszkolę, a teraz mam na to mnóstwo czasu to możliwe, że będę chciał pomóc bardziej... ale sama wiesz, wampiry nie są zazwyczaj mile widziane gdziekolwiek poza urną prochów. - wywrócił oczyma bo jednak nie będzie się załamywał bo to nie w jego stylu. Gdy ułoży myśl i przegada wszystko z Alice i Rheą to z jaśniejszym umysłem będzie w stanie podjąć konkretniejsze decyzje, które za jakiś czas przeobrażą się rozsądne działania.
- No dobra, nie będę go szukał. Najważniejsze, że żyje a z reszty jakoś się wykaraska. Jeśli będzie potrzebował pomocy to też przecież ma kilka alternatyw. - obiecał grzecznie, że nie będzie wariował i zadawał niewygodnych pytań. Świadomość, że żyje stanowiło najważniejszy argument w tej rozmowie. Dzięki temu mógł w końcu usiąść i przestać się tak nagminnie przemieszczać, co mogło niepotrzebnie zwracać uwagę. Zmrużył oczy kiedy znienacka zapaliła się latarnia obok ławki na której to się usadowił. Poklepał miejsce obok siebie.
- Posadzili cię w rezerwie bo masz ognisty temperament? Ten powód jest denny, mogliby wymyślić coś lepszego. Nie myślałaś o jakimś pokrewnym zawodzie? Oddaliłaś się od sportu hen daleko. To do ciebie niepodobne, pani kapitan. - a drążył bo był ciekawy i lubił wiedzieć mnóstwo rzeczy o innych ludziach. Zbierał sobie takie informacje i je zapamiętywał, aby w najmniej spodziewanym momencie wysunąć je na pierwszy plan i pokazać, że potrafi słuchać... póki temat nie był nudny, rzecz jasna.
Uśmiechnął się krzywo kiedy zapytała o wampiryzm. Nie miał jej tego za złe; po prostu nie spodziewał się tego pytania tak znienacka. Mimo wszystko chętnie podzieli się wszystkim. Musiał się wygadać a skoro Heather go nie potępia, nie brzydzi się i co więcej, nie ucieka z krzykiem to chętnie to wykorzysta.
- Najpierw umarłem... znaczy to dokładnie wyglądało tak, że kilka chwil po śmierci zacząłem się wybudzać już z klątwą wampiryzmu. Wiesz, nie byłem wtedy przytomny to nie wiem co się dokładnie działo. Pamiętam, że się wykrwawiłem i zasnąłem a gdy się obudziłem... - wzdrygnął się z obrzydzenia na samą myśl o pierwszych chwilach po ocknięciu się. Biedny William.
- Było ostro. To dziwne uczucie, bardzo denerwujące. "Być w szoku" to skrajne niedopowiedzenie. No weź, nagle się budzisz i odkrywasz, że choć głowa żyje to ciało nie. Beznadzieja. - nie mówił tego tonem przybitego chłopaka, którego przedwcześnie zabito. Nie, on opowiadał to tonem przygody, której miał nieszczęście doświadczyć. Próżno było w nim szukać nienawiści względem tego, który go stworzył. Poniekąd cieszył się, że nie gnił pod ziemią a mógł jeszcze... istnieć i mieć przy tym ciało bo przecież mógł wrócić jako duch, prawda?
- Póki co tylko Charlie. Na resztę... nie mam jeszcze wystarczających umiejętności. Przegrałem pojedynek na śmierć i życie, to pokazało jak bardzo nie przykładałem się do czarów ofensywnych. Jeśli się podszkolę, a teraz mam na to mnóstwo czasu to możliwe, że będę chciał pomóc bardziej... ale sama wiesz, wampiry nie są zazwyczaj mile widziane gdziekolwiek poza urną prochów. - wywrócił oczyma bo jednak nie będzie się załamywał bo to nie w jego stylu. Gdy ułoży myśl i przegada wszystko z Alice i Rheą to z jaśniejszym umysłem będzie w stanie podjąć konkretniejsze decyzje, które za jakiś czas przeobrażą się rozsądne działania.
- No dobra, nie będę go szukał. Najważniejsze, że żyje a z reszty jakoś się wykaraska. Jeśli będzie potrzebował pomocy to też przecież ma kilka alternatyw. - obiecał grzecznie, że nie będzie wariował i zadawał niewygodnych pytań. Świadomość, że żyje stanowiło najważniejszy argument w tej rozmowie. Dzięki temu mógł w końcu usiąść i przestać się tak nagminnie przemieszczać, co mogło niepotrzebnie zwracać uwagę. Zmrużył oczy kiedy znienacka zapaliła się latarnia obok ławki na której to się usadowił. Poklepał miejsce obok siebie.
- Posadzili cię w rezerwie bo masz ognisty temperament? Ten powód jest denny, mogliby wymyślić coś lepszego. Nie myślałaś o jakimś pokrewnym zawodzie? Oddaliłaś się od sportu hen daleko. To do ciebie niepodobne, pani kapitan. - a drążył bo był ciekawy i lubił wiedzieć mnóstwo rzeczy o innych ludziach. Zbierał sobie takie informacje i je zapamiętywał, aby w najmniej spodziewanym momencie wysunąć je na pierwszy plan i pokazać, że potrafi słuchać... póki temat nie był nudny, rzecz jasna.
Uśmiechnął się krzywo kiedy zapytała o wampiryzm. Nie miał jej tego za złe; po prostu nie spodziewał się tego pytania tak znienacka. Mimo wszystko chętnie podzieli się wszystkim. Musiał się wygadać a skoro Heather go nie potępia, nie brzydzi się i co więcej, nie ucieka z krzykiem to chętnie to wykorzysta.
- Najpierw umarłem... znaczy to dokładnie wyglądało tak, że kilka chwil po śmierci zacząłem się wybudzać już z klątwą wampiryzmu. Wiesz, nie byłem wtedy przytomny to nie wiem co się dokładnie działo. Pamiętam, że się wykrwawiłem i zasnąłem a gdy się obudziłem... - wzdrygnął się z obrzydzenia na samą myśl o pierwszych chwilach po ocknięciu się. Biedny William.
- Było ostro. To dziwne uczucie, bardzo denerwujące. "Być w szoku" to skrajne niedopowiedzenie. No weź, nagle się budzisz i odkrywasz, że choć głowa żyje to ciało nie. Beznadzieja. - nie mówił tego tonem przybitego chłopaka, którego przedwcześnie zabito. Nie, on opowiadał to tonem przygody, której miał nieszczęście doświadczyć. Próżno było w nim szukać nienawiści względem tego, który go stworzył. Poniekąd cieszył się, że nie gnił pod ziemią a mógł jeszcze... istnieć i mieć przy tym ciało bo przecież mógł wrócić jako duch, prawda?