15.10.2025, 00:23 ✶
Donośny głos Peregrinusa niespecjalnie podziałał na dziewczynę. Lyssa owszem, spojrzała na niego, ale tylko po to by zmierzyć się z nim oburzonym, zezłoszczonym spojrzeniem. Próżno było szukać w nim jakiejkolwiek skruchy czy odrobiny więcej zrozumienia sytuacji, która powoli rysowała się w coraz bardziej dramatyczniejszych barwach, przynajmniej tam za oknem.
Śmierdziało spalenizną, powietrze było ciężkie, ale Lyssa nie wydawała się tym przejęta dokładnie tak, jak powinna. Była urażona, zła i absolutnie przekonana, że to nie ona jest tutaj problemem, a cały świat. To Peregrinus dramatyzuje i jest delikatny, to Cassandra znowu patrzy trzecim okiem nie tak jak powinna. A rzeczą najbardziej drażniącą w wybuchu Trelawneya było chyba to, że gdyby to jej ojciec dał popis histerycznych umiejętności, sprawa wyglądałaby zupełnie inaczej. Na te przemyślenia ugryzła się jednak w język.
Prawda była taka, że dyscyplinować to Peregrinus mógł sobie co najwyżej Scyllę, bo Lyssa wszystkie rady zdawała się przyjmować z dobroci serca i dobrego wychowania - nawet kiedy strzelała fochy to darowała całemu światu jakieś furii, która kryła się gdzieś w środku. Mierzyła się więc z Peregrinusem, jakby poddaństwo to było najgorsze, co mogło ją w tym momencie spotkać.
- Sprawdzałeś? - wycedziła przez zęby, gotując się w środku na to co mówił do Cassandry. Pewnie gdyby wahadełko było tylko w zasięgu jej rąk, to zaraz spróbowałaby je złapać i ciepnąć w najdalszy kąt pokoju. To były jej pierwsze myśli i instynkty, ale dalej szło coś o wiele gorszego, powodowanego zwykłą złością, ale i też strachem. Nie chciała się ewakuować. Nie chciała zostawiać Praw Czasu. Nie bez ojca. Sięgnęła więc po różdżkę. - NIE BĘDZIEMY SIĘ EWAKUOWAĆ BEZ, PAPY! - krzyknęła, zła i zrozpaczona, a głos załamał się sięgając po o wiele bardziej znajomy jej akcent, kiedy próbowała zauroczyć Peregrinusa, żeby jej posłuchał.
// zauroczenie na Peregrinusa : D
Śmierdziało spalenizną, powietrze było ciężkie, ale Lyssa nie wydawała się tym przejęta dokładnie tak, jak powinna. Była urażona, zła i absolutnie przekonana, że to nie ona jest tutaj problemem, a cały świat. To Peregrinus dramatyzuje i jest delikatny, to Cassandra znowu patrzy trzecim okiem nie tak jak powinna. A rzeczą najbardziej drażniącą w wybuchu Trelawneya było chyba to, że gdyby to jej ojciec dał popis histerycznych umiejętności, sprawa wyglądałaby zupełnie inaczej. Na te przemyślenia ugryzła się jednak w język.
Prawda była taka, że dyscyplinować to Peregrinus mógł sobie co najwyżej Scyllę, bo Lyssa wszystkie rady zdawała się przyjmować z dobroci serca i dobrego wychowania - nawet kiedy strzelała fochy to darowała całemu światu jakieś furii, która kryła się gdzieś w środku. Mierzyła się więc z Peregrinusem, jakby poddaństwo to było najgorsze, co mogło ją w tym momencie spotkać.
- Sprawdzałeś? - wycedziła przez zęby, gotując się w środku na to co mówił do Cassandry. Pewnie gdyby wahadełko było tylko w zasięgu jej rąk, to zaraz spróbowałaby je złapać i ciepnąć w najdalszy kąt pokoju. To były jej pierwsze myśli i instynkty, ale dalej szło coś o wiele gorszego, powodowanego zwykłą złością, ale i też strachem. Nie chciała się ewakuować. Nie chciała zostawiać Praw Czasu. Nie bez ojca. Sięgnęła więc po różdżkę. - NIE BĘDZIEMY SIĘ EWAKUOWAĆ BEZ, PAPY! - krzyknęła, zła i zrozpaczona, a głos załamał się sięgając po o wiele bardziej znajomy jej akcent, kiedy próbowała zauroczyć Peregrinusa, żeby jej posłuchał.
// zauroczenie na Peregrinusa : D
Rzut PO 1d100 - 11
Akcja nieudana
Akcja nieudana
la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.