15.10.2025, 11:39 ✶
Oczywiście, że zauważyła to spojrzenie - irytację, być może nawet złość na to, że Lorien próbowała mieszać, chociaż w jej opinii raczej próbowała łączyć rodzinę. Dużo osób po drodze zmarło, na przestrzeni kilku lat nawet bardzo dużo, wszystko więc mogło się zmienić, również w ich relacjach rodzinnych. Richard miał mocno ugruntowane zdanie na temat Lorien, Charlotte - także. Ich zdania jednak różniły się diametralnie.
Gdy wyciągnął papierosa, kusiło ja by również zapalić. Ale powstrzymała się, bo przecież za chwilę miała wchodzić do sklepu i przymierzać sukienki, a wolała nie wchodzić jebiąca fajami - doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że dym i smród papierosów przenikał przez ubrania. A przecież chciała być traktowana poważnie, nawet jeżeli nie miała zbyt dużo pieniędzy.
- Nie pytałam ani o radę, ani o pozwolenie co do samego pomysłu - prychnęła w kierunku kuzyna, mrużąc zadziornie oczy. Nie będzie jej żaden golfista mówił, co ma robić a czego nie - to był kuzyn, nie ojciec. Nawet jeżeli wiekowo bliżej było mu do wuja i czuła przed Richardem respekt, to jednak nie oznaczało to, że mógł mówić jej co miała robić i co powinna odpuścić, a co nie. - Co tu w ogóle robisz, bo zdajesz się być bardzo niezadowolony z powrotu do Londynu. Chciałeś odwiedzić Scarlett?
To byłoby logiczne - przy okazji zahaczy o Mabon, nawet jeżeli nie chciał. Wiedziała, że relacje z najbliższą rodziną były dla Richarda ważne, nawet jeżeli nie dawał tego po sobie poznać.
Charlotte przewróciła oczami. Nie zna się na kreacjach damskich… Bo-go-wie.
- To się poznasz, chodź - pomachała na jego papierosa, by kończył już palić, a potem wszedł z nią do sklepu. - Nie proszę cię o pomoc w wyborze, tylko o ocenę, czy nikt nie zejdzie na zawał, okej? Potrzebuję męskiego oka.
Lotte podparła się pod boki, patrząc sugestywnie na peta między palcami Richarda. Nie, nie odpuści mu - a na tyle, na ile ją znał, to jak sobie pójdzie - ona polezie za nim i będzie mu truć.
Gdy wyciągnął papierosa, kusiło ja by również zapalić. Ale powstrzymała się, bo przecież za chwilę miała wchodzić do sklepu i przymierzać sukienki, a wolała nie wchodzić jebiąca fajami - doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że dym i smród papierosów przenikał przez ubrania. A przecież chciała być traktowana poważnie, nawet jeżeli nie miała zbyt dużo pieniędzy.
- Nie pytałam ani o radę, ani o pozwolenie co do samego pomysłu - prychnęła w kierunku kuzyna, mrużąc zadziornie oczy. Nie będzie jej żaden golfista mówił, co ma robić a czego nie - to był kuzyn, nie ojciec. Nawet jeżeli wiekowo bliżej było mu do wuja i czuła przed Richardem respekt, to jednak nie oznaczało to, że mógł mówić jej co miała robić i co powinna odpuścić, a co nie. - Co tu w ogóle robisz, bo zdajesz się być bardzo niezadowolony z powrotu do Londynu. Chciałeś odwiedzić Scarlett?
To byłoby logiczne - przy okazji zahaczy o Mabon, nawet jeżeli nie chciał. Wiedziała, że relacje z najbliższą rodziną były dla Richarda ważne, nawet jeżeli nie dawał tego po sobie poznać.
Charlotte przewróciła oczami. Nie zna się na kreacjach damskich… Bo-go-wie.
- To się poznasz, chodź - pomachała na jego papierosa, by kończył już palić, a potem wszedł z nią do sklepu. - Nie proszę cię o pomoc w wyborze, tylko o ocenę, czy nikt nie zejdzie na zawał, okej? Potrzebuję męskiego oka.
Lotte podparła się pod boki, patrząc sugestywnie na peta między palcami Richarda. Nie, nie odpuści mu - a na tyle, na ile ją znał, to jak sobie pójdzie - ona polezie za nim i będzie mu truć.