15.10.2025, 12:25 ✶
Instrukcja została znaleziona i w pierwszej chwili Anthony nie widział powodu, żeby musiał ją oddawać Lazarusowi, w drugiej uznał, że i tak nie ma miejsca u siebie na tak mało istotny pamflet. A zatem zaklął swoją klatkę zgodnie z instrukcją, a ta już po chwili zaczęła łagodnie lewitować w kierunku desygnowanego dla jej istnienia kącika.
Anthony wydawał się zmęczony. Smutny, choć oczywiście samo określenie tej emocji było zbyt prymitywne, dla określenia odciskającej się na rysach twarzy emocji. Ale był tam też cień uśmiechu. Zadowolenia.
– A tak fundusze... – Podrapał się po głowie wracając uwagą do Lovegooda. – Oczywiście kwestia okien, to prywatna skrytka wystarczy dopisać do rachunku i pod koniec miesiąca Lisa...– umilkł i zacisnął wargi w tym nieprzyjemnym uśmiechu, kiedy człowiek zdaje sobie sprawę z tego jak bardzo bez sensu jest to co mówi. Zdezaktualizowało się... Oczywiście Shafiq był świadom ile na barkach dźwiga panna Velaris. Przynajmniej tak mu się wydawało. Przypominał jednak bardziej męża, który pozostał na jeden dzień w domu i odkrywał, że niekoniecznie jego żona całymi dniami popija winko i czyta poezję.
– Dyskrecja wskazana jest zawsze – dodał pewniej, wzrok osadzając na pustej kartce, kilkukrotnie stukając w nią długim palcem wskazującym. – Proszę przekazać rzemieślnikom, że pod koniec miesiąca ureguluję należność, chyba że będą domagać się pieniędzy natychmiast. Wie pan, panie Lovegood, Lisa zajmowała się tym wszystkim ale im dłużej myślę, tym bardziej mam wrażenie, że to doprowadza do pewnej konfuzji. Może wolałby się pan skupić na sprawach urzędowych? Wydaje mi się, że tego się pan mimo wszystko bardziej spodziewał pisząc do mnie list z prośbą o przeniesienie. Biuro oczywiście przyjmie pana z otwartymi ramionami – powiedział tak, jakby już tego nie zrobiło – Niemniej rola Melisandre w kontaktach z OMSHMem czy Ministerstwem w całości, skupiała się głównie na byciu pośrednikiem między mną a... biurem. Oczywiście potrafiła dojść do informacji, których formalna droga zajęłaby pomniejszym robotnicom tysiąc lat drogi urzędowej, jej wgląd i intuicja jako osoby doradczej była dla mnie zawsze bezcenna. Nadzorowała i zlecała wyjazdy, operowała moim planem dnia nie tylko w godzinach urzędowania, zawiadywała finansami związanymi z takimi... przyziemnościami jak wymiana okien, czy pomalowanie fasady budynku. – Urwał na moment, porządkując kolejne pytania w umyśle zanim one w ogóle miałyby paść. Oklumencja, leglimencja... to wszystko były bardzo interesujące tematy, proza życia jednak skutecznie dogoniła ich w tym punkcie. – Więc nim wrócimy do pańskich zdecydowanie dotykowych doświadczeń, chyba musielibyśmy rzeczywiście uzgodnić zakres obowiązków i ewentualność utworzenia dodatkowego etatu zbierającego te, którymi nie byłby pan zainteresowany? – zapytał? Nie. Stwierdził. A może rzucił wyzwanie?
Tak na prawdę Anthony wiedział co kryło się za lojalnością panny Velaris, wiedział jaką możliwość jej dał w młodości i w jaki sposób osiągnął u niej dług życia niemożliwy do spłacenia. Lovegood nie dzielił z nim podobnej współzależności. Podobnego uzależnienia. Początki były trudne, a Anthony był zbyt zmęczony próbami skoncentrowania się na jednej aktywności, by pozwolić sobie na delikatniejszy sposób przeprowadzenia tej rozmowy.
Anthony wydawał się zmęczony. Smutny, choć oczywiście samo określenie tej emocji było zbyt prymitywne, dla określenia odciskającej się na rysach twarzy emocji. Ale był tam też cień uśmiechu. Zadowolenia.
– A tak fundusze... – Podrapał się po głowie wracając uwagą do Lovegooda. – Oczywiście kwestia okien, to prywatna skrytka wystarczy dopisać do rachunku i pod koniec miesiąca Lisa...– umilkł i zacisnął wargi w tym nieprzyjemnym uśmiechu, kiedy człowiek zdaje sobie sprawę z tego jak bardzo bez sensu jest to co mówi. Zdezaktualizowało się... Oczywiście Shafiq był świadom ile na barkach dźwiga panna Velaris. Przynajmniej tak mu się wydawało. Przypominał jednak bardziej męża, który pozostał na jeden dzień w domu i odkrywał, że niekoniecznie jego żona całymi dniami popija winko i czyta poezję.
– Dyskrecja wskazana jest zawsze – dodał pewniej, wzrok osadzając na pustej kartce, kilkukrotnie stukając w nią długim palcem wskazującym. – Proszę przekazać rzemieślnikom, że pod koniec miesiąca ureguluję należność, chyba że będą domagać się pieniędzy natychmiast. Wie pan, panie Lovegood, Lisa zajmowała się tym wszystkim ale im dłużej myślę, tym bardziej mam wrażenie, że to doprowadza do pewnej konfuzji. Może wolałby się pan skupić na sprawach urzędowych? Wydaje mi się, że tego się pan mimo wszystko bardziej spodziewał pisząc do mnie list z prośbą o przeniesienie. Biuro oczywiście przyjmie pana z otwartymi ramionami – powiedział tak, jakby już tego nie zrobiło – Niemniej rola Melisandre w kontaktach z OMSHMem czy Ministerstwem w całości, skupiała się głównie na byciu pośrednikiem między mną a... biurem. Oczywiście potrafiła dojść do informacji, których formalna droga zajęłaby pomniejszym robotnicom tysiąc lat drogi urzędowej, jej wgląd i intuicja jako osoby doradczej była dla mnie zawsze bezcenna. Nadzorowała i zlecała wyjazdy, operowała moim planem dnia nie tylko w godzinach urzędowania, zawiadywała finansami związanymi z takimi... przyziemnościami jak wymiana okien, czy pomalowanie fasady budynku. – Urwał na moment, porządkując kolejne pytania w umyśle zanim one w ogóle miałyby paść. Oklumencja, leglimencja... to wszystko były bardzo interesujące tematy, proza życia jednak skutecznie dogoniła ich w tym punkcie. – Więc nim wrócimy do pańskich zdecydowanie dotykowych doświadczeń, chyba musielibyśmy rzeczywiście uzgodnić zakres obowiązków i ewentualność utworzenia dodatkowego etatu zbierającego te, którymi nie byłby pan zainteresowany? – zapytał? Nie. Stwierdził. A może rzucił wyzwanie?
Tak na prawdę Anthony wiedział co kryło się za lojalnością panny Velaris, wiedział jaką możliwość jej dał w młodości i w jaki sposób osiągnął u niej dług życia niemożliwy do spłacenia. Lovegood nie dzielił z nim podobnej współzależności. Podobnego uzależnienia. Początki były trudne, a Anthony był zbyt zmęczony próbami skoncentrowania się na jednej aktywności, by pozwolić sobie na delikatniejszy sposób przeprowadzenia tej rozmowy.