15.10.2025, 12:45 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.10.2025, 12:45 przez Anthony Shafiq.)
Jej słowa otulały go. Opowieści kreślone czarnym skrzydłem, zapach wiatru przemieszczający się między niebieskimi drobnymi kwiatkami, łanami nostalgii, medytacją zaklętą w pieśni wiatru, który niósł w sobie więcej magii, niż niejeden czarodziej był w stanie wykrzesać z siebie w ciągu całego swojego życia. Jej słowa otulały go miękkością pościeli. Jak cichy szept, lekki posmak nasennego eliksiru niezbędnego do tego by zasnęli. Ledwie dziesięć dni minęło od tej chwili, gdy pochowała swojego męża, by odejść z nim do chłodnego grobowca minionego życia.
Dziesięć dni.
Jej słowa otulały go miękkością pościeli ich pierwszej i ostatniej wspólnej nocy, gdy zasnęli wspólnie tuląc się w żałobie po tym co minione, szukając sił i wsparcia na to co miało dopiero nadejść. I była w tych słowach jak w miękkiej bieli zaszyta tęsknota za miłością bez patrzenia na bruzdy, na klątwy, na ograniczenia ciała, nawet gdy dusza wciąż mogła śpiewać. Wciąż mogła wzlecieć ku niebu, gnana wiatrem głaszczącym rzędy maleńkich niebieskich kwiatków.
Za taką rozmową tęskniłem lata – musiał przyznać w duchu, idąc myślą odległego poety, którego szeleszczący język potrafił oddać tak wiele czułości, że serce ledwie było w stanie ją dźwignąć. I chciał by mówiła dalej, lecz dotarli do konkluzji, do zimnej klamry, która zdawała się gwałtem wydzierać mu ostatki powietrza w płucach. Mówiła o Robercie, mówiła o Mulciberze, któremu zdecydowała się powiedzieć tak, a może mówiła o nim, o wszystkich powodach dla których jemu powiedziała nie? Nie potrzebował jej by zapewnić ciągłość rodzinie, to nigdy nie było celem. Ale właśnie ta klątwa, dawała przecież gwarancję braku ryzyka, że ktokolwiek włącznie z nią będzie tej rodziny oczekiwał. Nie kierowała nim przecież litość, ani wtedy, ani teraz, ani nigdy. Czy tak jednak można było odczytać jego troskę? Jego wybuch w zorzy zażegnany co prawda, wciąż jednak powracający wspomnieniem szeroko rozwartych kobaltowych ślepi.
Mów do mnie jeszcze
Chciał prosić. Chciał jej słuchać. Chciał nie pamiętać o tym, że siedzieli właśnie w szpitalu, a przyniesiony kot w swej łaskawości i radości widzenia się z wdową Mulciber zapomniał na moment o planach mordu i przegryzienia grdyki pana Shafiqa.
– Masz rację kochana. Głęboki oddech i odpoczynek. – Uchwycił umykające przed nim skrzydło i ucałował ją po raz ostatni. A potem sięgnął jeszcze do przyniesionej aktówki po dwa tomiki włoskich wierszy, które przed laty od niej dostał z cichą propozycją poczytania jej przez moment ulubionych fragmentów, dla wspomnianego oddechu i odpoczynku, kradnąc jeszcze chwilę woń miękkiej pościeli, cichego szeptu, gorzkiej słodyczy lepiącej się do gardła.
Dziesięć dni.
Jej słowa otulały go miękkością pościeli ich pierwszej i ostatniej wspólnej nocy, gdy zasnęli wspólnie tuląc się w żałobie po tym co minione, szukając sił i wsparcia na to co miało dopiero nadejść. I była w tych słowach jak w miękkiej bieli zaszyta tęsknota za miłością bez patrzenia na bruzdy, na klątwy, na ograniczenia ciała, nawet gdy dusza wciąż mogła śpiewać. Wciąż mogła wzlecieć ku niebu, gnana wiatrem głaszczącym rzędy maleńkich niebieskich kwiatków.
Za taką rozmową tęskniłem lata – musiał przyznać w duchu, idąc myślą odległego poety, którego szeleszczący język potrafił oddać tak wiele czułości, że serce ledwie było w stanie ją dźwignąć. I chciał by mówiła dalej, lecz dotarli do konkluzji, do zimnej klamry, która zdawała się gwałtem wydzierać mu ostatki powietrza w płucach. Mówiła o Robercie, mówiła o Mulciberze, któremu zdecydowała się powiedzieć tak, a może mówiła o nim, o wszystkich powodach dla których jemu powiedziała nie? Nie potrzebował jej by zapewnić ciągłość rodzinie, to nigdy nie było celem. Ale właśnie ta klątwa, dawała przecież gwarancję braku ryzyka, że ktokolwiek włącznie z nią będzie tej rodziny oczekiwał. Nie kierowała nim przecież litość, ani wtedy, ani teraz, ani nigdy. Czy tak jednak można było odczytać jego troskę? Jego wybuch w zorzy zażegnany co prawda, wciąż jednak powracający wspomnieniem szeroko rozwartych kobaltowych ślepi.
Mów do mnie jeszcze
Chciał prosić. Chciał jej słuchać. Chciał nie pamiętać o tym, że siedzieli właśnie w szpitalu, a przyniesiony kot w swej łaskawości i radości widzenia się z wdową Mulciber zapomniał na moment o planach mordu i przegryzienia grdyki pana Shafiqa.
– Masz rację kochana. Głęboki oddech i odpoczynek. – Uchwycił umykające przed nim skrzydło i ucałował ją po raz ostatni. A potem sięgnął jeszcze do przyniesionej aktówki po dwa tomiki włoskich wierszy, które przed laty od niej dostał z cichą propozycją poczytania jej przez moment ulubionych fragmentów, dla wspomnianego oddechu i odpoczynku, kradnąc jeszcze chwilę woń miękkiej pościeli, cichego szeptu, gorzkiej słodyczy lepiącej się do gardła.
Koniec sesji