21.02.2023, 20:46 ✶
Kiedy tyle się uczysz, to mało jest czasu na spotkania towarzyskie, ale jeśli już jakieś następowały, to Victoria całkiem chętnie w nich uczestniczyła. I daleka była od gnębienia uczniów innych domów – szkoda jej było na to czasu, zresztą… Miała na uwadze, że prędzej czy później skończą Hogwart i wtedy nie będzie już żadnego podziału na Ślizgonów i Gryfonów… i innych.
- Nie wiem czy jej się kiedyś przyjrzałam… Ale zwrócę uwagę na ten mundurek – to była właściwie cenna wskazówka i spostrzeżenie, na podstawie którego można było oszacować mniej-więęęęcej lata, w których Jęcząca Marta się tutaj uczyła. Pewnie niewiele to zmieniało w ogólnym rozrachunku, ale była to po prostu ciekawość. Ciekawość i ambicja, że skoro już się zabrało za sprawę, to dobrze byłoby się o niej dowiedzieć jak najwięcej. - Dziwne, ze autor nie zadał sobie trudu, by się dowiedzieć kiedy się urodziła, kiedy zmarła i dlaczego. Mało to profesjonalne – westchnęła, nieco marudząc pod nosem, ale już trudno. Może chciał obudzić w czytelnikach chęć odbycia przygody w poszukiwaniu informacji o duchu, kto wie? Ostatecznie… Raczej mało kogo duchy obchodziły. Najważniejszą lekcję, jaką odbywał każdy pierwszoroczny to to, by unikać za wszelką cenę przechodzenia przez duchy, bo wywoływało to nieprzyjemne uczucie w całym ciele. I żeby uważać na Irytka, bo gotów cię wpakować w straszną kabałę i donieść dyrektorowi. Tak to właśnie było.
- Wiem który. I nie wiem dlaczego. Może uznano, że za mało umiemy. Albo za dobrze nam idzie i za szybko lecimy z materiałem i trzeba nas trochę spowolnić – to było tylko gdybanie, ale ostatecznie… Cynthia miała rację. Bez sensu, że ostatnio powtarzali materiał, zamiast uczyć się kolejnych rzeczy.
Celowo nie mówiła cicho i zdaje się, że blondyneczka też, żeby wywabić ducha. Podeszła do kolejnej kabiny i nadal nic.
- Myślę, że to specjalnie, żebyśmy nie mieli za łatwo – poza tym ten poltergeist był niejako częścią szkoły. Potem pokiwała głową na słowa Cynthi, ale ta nie mogła tego widzieć, bo zajęta była pukaniem do kolejnej kabiny. - Może go nastraszył, czy coś… Taa pewnie masz rację. Albo jakiś Krukon – bo Puchonów jakoś nie podejrzewała o wsadzania nosa gdzie nie trzeba. Znaczy… robili to. Ale jakoś… dużo rzadziej. Najgorsi byli pod tym względem Gryfoni.
Odwróciła się do przyjaciółki i nasłuchiwała, po tym, jak ta zawołała ducha po imieniu, najwyraźniej straciwszy cierpliwość.
- Chyba nie ma jej w domu – och to był tylko taki tam niewinny żarcik, ale wtedy można było usłyszeć zawodzenie.
Które wydobywało się chyba… jakby… Z rur? Dokładniej to z muszli klozetowej kabiny, którą przed chwilą otworzyła Cynthia.
- Aha? – wyrwało się Victorii inteligentnie.
- Nie wiem czy jej się kiedyś przyjrzałam… Ale zwrócę uwagę na ten mundurek – to była właściwie cenna wskazówka i spostrzeżenie, na podstawie którego można było oszacować mniej-więęęęcej lata, w których Jęcząca Marta się tutaj uczyła. Pewnie niewiele to zmieniało w ogólnym rozrachunku, ale była to po prostu ciekawość. Ciekawość i ambicja, że skoro już się zabrało za sprawę, to dobrze byłoby się o niej dowiedzieć jak najwięcej. - Dziwne, ze autor nie zadał sobie trudu, by się dowiedzieć kiedy się urodziła, kiedy zmarła i dlaczego. Mało to profesjonalne – westchnęła, nieco marudząc pod nosem, ale już trudno. Może chciał obudzić w czytelnikach chęć odbycia przygody w poszukiwaniu informacji o duchu, kto wie? Ostatecznie… Raczej mało kogo duchy obchodziły. Najważniejszą lekcję, jaką odbywał każdy pierwszoroczny to to, by unikać za wszelką cenę przechodzenia przez duchy, bo wywoływało to nieprzyjemne uczucie w całym ciele. I żeby uważać na Irytka, bo gotów cię wpakować w straszną kabałę i donieść dyrektorowi. Tak to właśnie było.
- Wiem który. I nie wiem dlaczego. Może uznano, że za mało umiemy. Albo za dobrze nam idzie i za szybko lecimy z materiałem i trzeba nas trochę spowolnić – to było tylko gdybanie, ale ostatecznie… Cynthia miała rację. Bez sensu, że ostatnio powtarzali materiał, zamiast uczyć się kolejnych rzeczy.
Celowo nie mówiła cicho i zdaje się, że blondyneczka też, żeby wywabić ducha. Podeszła do kolejnej kabiny i nadal nic.
- Myślę, że to specjalnie, żebyśmy nie mieli za łatwo – poza tym ten poltergeist był niejako częścią szkoły. Potem pokiwała głową na słowa Cynthi, ale ta nie mogła tego widzieć, bo zajęta była pukaniem do kolejnej kabiny. - Może go nastraszył, czy coś… Taa pewnie masz rację. Albo jakiś Krukon – bo Puchonów jakoś nie podejrzewała o wsadzania nosa gdzie nie trzeba. Znaczy… robili to. Ale jakoś… dużo rzadziej. Najgorsi byli pod tym względem Gryfoni.
Odwróciła się do przyjaciółki i nasłuchiwała, po tym, jak ta zawołała ducha po imieniu, najwyraźniej straciwszy cierpliwość.
- Chyba nie ma jej w domu – och to był tylko taki tam niewinny żarcik, ale wtedy można było usłyszeć zawodzenie.
Które wydobywało się chyba… jakby… Z rur? Dokładniej to z muszli klozetowej kabiny, którą przed chwilą otworzyła Cynthia.
- Aha? – wyrwało się Victorii inteligentnie.