15.10.2025, 17:32 ✶
Zamyśliła się.
Znała kartę rycerza kielichów, który miał tak jak te wszystkie pindy dość szerokie znaczenie.
– Kurwa nie rozpraszaj mnie, ja tu próbuje myśleć... – burk hehe nęła na nią, rozmasowując sobie skroń. Czasem łatwiej wróżyło się tym, których się znało. Czasem trudniej. Ciężko nie było widzieć w tych kartach dobrego ruchańska. Ale z drugiej strony było to główne skojarzenie, które miała z Sige. A ta jej jeszcze o ich kantorku wspomina i pieprzy coś o kanapie.
Jedno co się z pewnością tej jakże uczciwej przedsiębiorczyni nokturnińskiej udało, to skutecznie odwrócić uwagę od przebrzydłej oby nie wróżby, którą wyrzygała moment wcześniej na stoliku w Dziurawym Kotle. Tylko tyle i aż tyle. W końcu Moody nie wytrzymała i rozsiadła się wygodniej.
– Dobra. Powiem Ci tak, bo w sumie ta dupera z kotem to moja karta, ale what about nope. Nigdy do końca nie utożsamiałam się z przekazem miziaj aż zmięknie, to nie oberwiesz z łapy. Ale Ty... – posłała jej wymowne spojrzenie – To jest też łagodna kontrola trzymanie ręki na pulsie. Poczucie mocy, poczucie sprawczości w taki typowo babski sposób. W sensie wiesz, bez mierzenia penisów. To karta przeszłości więc kinda Twój zasób pomagający Ci obecnie przetrwać. Ważny zasób. Wypracowany zasób – odetchnęła i przeniosła wzrok na asa.
– Zasób który przynosi hajs. Nowe możliwości nowe okoliczności, to coś związanego z Twoim domem, niekoniecznie zakładem pracy tylko tym co się dzieje u Ciebie na chacie. Masz jakiś problem po spalonej? Może znajdziesz sposób jak na tym zarobić? Nie wiem. Ten As to dobra fortuna, karta powiem Ci blotka, ale w dzisiejszych czasach każdy dobry omen warto łapać w dłonie. Więc to Cie czeka a potem... – westchnęła kiwając głową i ciskając peta na ulice. – Ruchanie – powiedziała wypuszczając dym z płuc. – Rycerz kielichów to jada jada pewność siebie, samozadowolenie cośtam cośtam, ale to przede wszystkim ostry Romans w natarciu. Taki przez duże R. I nie myśl, że ja Cię wyrywam na karty. Spotykam się z kimś teraz...– sięgnęła znów po papierośnicę i wyciągnęła kolejnego szluga. Na drugie płuco, żeby się po równo rozłożyło.– ... w pewnym sensie. – Zabrała karty i zaczęła je tasować, tak jak myło się łapska po krojeniu mięcha.
Znała kartę rycerza kielichów, który miał tak jak te wszystkie pindy dość szerokie znaczenie.
– Kurwa nie rozpraszaj mnie, ja tu próbuje myśleć... – burk hehe nęła na nią, rozmasowując sobie skroń. Czasem łatwiej wróżyło się tym, których się znało. Czasem trudniej. Ciężko nie było widzieć w tych kartach dobrego ruchańska. Ale z drugiej strony było to główne skojarzenie, które miała z Sige. A ta jej jeszcze o ich kantorku wspomina i pieprzy coś o kanapie.
Jedno co się z pewnością tej jakże uczciwej przedsiębiorczyni nokturnińskiej udało, to skutecznie odwrócić uwagę od przebrzydłej oby nie wróżby, którą wyrzygała moment wcześniej na stoliku w Dziurawym Kotle. Tylko tyle i aż tyle. W końcu Moody nie wytrzymała i rozsiadła się wygodniej.
– Dobra. Powiem Ci tak, bo w sumie ta dupera z kotem to moja karta, ale what about nope. Nigdy do końca nie utożsamiałam się z przekazem miziaj aż zmięknie, to nie oberwiesz z łapy. Ale Ty... – posłała jej wymowne spojrzenie – To jest też łagodna kontrola trzymanie ręki na pulsie. Poczucie mocy, poczucie sprawczości w taki typowo babski sposób. W sensie wiesz, bez mierzenia penisów. To karta przeszłości więc kinda Twój zasób pomagający Ci obecnie przetrwać. Ważny zasób. Wypracowany zasób – odetchnęła i przeniosła wzrok na asa.
– Zasób który przynosi hajs. Nowe możliwości nowe okoliczności, to coś związanego z Twoim domem, niekoniecznie zakładem pracy tylko tym co się dzieje u Ciebie na chacie. Masz jakiś problem po spalonej? Może znajdziesz sposób jak na tym zarobić? Nie wiem. Ten As to dobra fortuna, karta powiem Ci blotka, ale w dzisiejszych czasach każdy dobry omen warto łapać w dłonie. Więc to Cie czeka a potem... – westchnęła kiwając głową i ciskając peta na ulice. – Ruchanie – powiedziała wypuszczając dym z płuc. – Rycerz kielichów to jada jada pewność siebie, samozadowolenie cośtam cośtam, ale to przede wszystkim ostry Romans w natarciu. Taki przez duże R. I nie myśl, że ja Cię wyrywam na karty. Spotykam się z kimś teraz...– sięgnęła znów po papierośnicę i wyciągnęła kolejnego szluga. Na drugie płuco, żeby się po równo rozłożyło.– ... w pewnym sensie. – Zabrała karty i zaczęła je tasować, tak jak myło się łapska po krojeniu mięcha.