15.10.2025, 19:10 ✶
W gabinecie nie było ognia.
Niewiele to jednak zmieniało.
Uśmiech Brenny przybladł w pewnym momencie - mniej więcej wtedy, gdy wspomniała o omamach, jakby samym słowem "wywołała je z lasu". Głos zadrżał, wkradła się w niego fałszywa nuta. Nerwy, wywołane myślą o hipnozie, zaczynały zamieniać się w coś innego. Strach.
Panikę.
Oddech przyspieszał, dłonie poruszyły się nerwowo, a Brenna zbladła, jakby zaraz miała zemdleć. Spojrzenie przestało być skupione: zdawało się, że nie patrzy już na Philippę, nie widzi jej, a coś zupełnie, zupełnie innego. Philippa przyjmowała pewnie w tym gabinecie dostatecznie wielu ludzi, aby domyśleć się, że jej „pacjentka” właśnie doświadcza pełnowymiarowego ataku paniki, a cóż, Brenna już streściła Philippie, jak to wyglądało…
…tyle że…
Tylko tym razem było gorzej.
– O…ogień – wykrztusiła, ale kolejne słowa nie dobyły się ze ściśniętego gardła. Wstała i zatoczyła się, trzęsącą się ręką sięgając po różdżkę, a potem… potem cisnęła zaklęcie, w najbliższą rzecz, jaka znajdowała się w pobliżu - czyli fotel, z którego ledwo co wstała.
Jak opętana.
Bo z własnej woli przecież nie próbowałaby wyczarować ognia.
Wszystko wokół płonie...
...bo powinno spłonąć.
Fotel zapłonął, a Brenna, ogarnięta tylko jeszcze większą paniką, poleciała w tył, przewracając się i uderzając o jakąś szafkę.
Niewiele to jednak zmieniało.
Uśmiech Brenny przybladł w pewnym momencie - mniej więcej wtedy, gdy wspomniała o omamach, jakby samym słowem "wywołała je z lasu". Głos zadrżał, wkradła się w niego fałszywa nuta. Nerwy, wywołane myślą o hipnozie, zaczynały zamieniać się w coś innego. Strach.
Panikę.
Oddech przyspieszał, dłonie poruszyły się nerwowo, a Brenna zbladła, jakby zaraz miała zemdleć. Spojrzenie przestało być skupione: zdawało się, że nie patrzy już na Philippę, nie widzi jej, a coś zupełnie, zupełnie innego. Philippa przyjmowała pewnie w tym gabinecie dostatecznie wielu ludzi, aby domyśleć się, że jej „pacjentka” właśnie doświadcza pełnowymiarowego ataku paniki, a cóż, Brenna już streściła Philippie, jak to wyglądało…
…tyle że…
Tylko tym razem było gorzej.
– O…ogień – wykrztusiła, ale kolejne słowa nie dobyły się ze ściśniętego gardła. Wstała i zatoczyła się, trzęsącą się ręką sięgając po różdżkę, a potem… potem cisnęła zaklęcie, w najbliższą rzecz, jaka znajdowała się w pobliżu - czyli fotel, z którego ledwo co wstała.
Jak opętana.
Bo z własnej woli przecież nie próbowałaby wyczarować ognia.
Wszystko wokół płonie...
...bo powinno spłonąć.
Fotel zapłonął, a Brenna, ogarnięta tylko jeszcze większą paniką, poleciała w tył, przewracając się i uderzając o jakąś szafkę.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.