16.10.2025, 11:15 ✶
Brenna stała jak zastygła, wciąż z wyciągniętą przez siebie różdżką, i tylko fakt, że ręka jej drżała, świadczył o tym, że nie została spertyfikowana. Fotel już nie płonął, został zalany wodą: ale ogień w jej umyśle nie wygasł. Dalej wywoływał przerażenie. Nawet nie dlatego, że był ogniem, a dlatego, że oto ona sama stała się zagrożeniem.
Nie była pewna, czy to fakt, że opowiadała Phillipie o objawach i o Spalonej Nocy wywołał najgwałtowniejsze dotąd omamy, czy już całkiem nie mogła ufać swojej głowie i samej sobie. Po co gdyby posłała to zaklęcie w nią...? Jak wielką mocą władał Voldemort? Może było więcej prawdy niż sądziła w ich dywagacjach, że ludzie atakowali ogniem, bo zmusił ich do tego popiół, nie dlatego, że sami chcieli?
I najwyraźniej trwało to i po Spalonej Nocy.
Gdy Phillipa ją objęła, Brenna z początku nie drgnęła. A potem wypuściła różdżkę z ręki - nie mogła jej tu mieć, nie mogła ryzykować, bogowie, dziś będąc w pracy będzie musiała poprosić o parę dni wolnego, by upewnić się, że hipnoza zadziałała... i oparła czoło o ramię starszej kobiety. Zacisnęła powieki, mocno, bardzo mocno, próbując powstrzymać łzy cisnące się do oczu. Parę razy w ostatnich miesiącach chciało się jej płakać, ale ani razu nie pozwoliła sobie na faktyczny szloch, nie przy innym, a tym razem zdradliwa łza zdołała wymsknąć się i popłynąć po policzku.
– Jestem ci winna fotel. I stół – wydusiła z siebie w końcu, nieswoim głosem. Co gdyby zaatakowała Philippę? Co gdyby zrobiła coś takiego w pracy? Co jeśli to przydarzyłoby się przy ludziach? Powinna była iść do hipnotyzera wcześniej, ale nie mogła się przemóc, a chociaż próbowała u Romulusa, to się nie udało… Miała szczęście w nieszczęściu, że doszło do tego tutaj, akurat kiedy przyszła w poszukiwaniu pomocy i że zdążyła opisać, co się z nią działo. – Prze… przepraszam. Nie chciałam. W Spaloną Noc niektórzy mugolacy rzucali ogniem w ludzi? Zastanawiam się… czy w tym dymie nie było czegoś… i to ze mną zostało. Hipnoza, zauroczenie, obojętnie… nie mogę rzucać o…ogniem w ludzi – wyszeptała, zaciskając palce na ramieniu Philippy. – W meble też lepiej nie. To był ładny fotel. Jesteś w stanie mi tego jakoś zabronić?
Przyszła tu z lękiem i omamami, z którymi chciała walczyć, ale teraz bardziej przerażała ją myśl, że zrobi komuś krzywdę. I chociaż może patrząc z boku daleko jej było od histeryzowania, to Brenna bardzo rzadko rozklejała się do tego stopnia.
Nie była pewna, czy to fakt, że opowiadała Phillipie o objawach i o Spalonej Nocy wywołał najgwałtowniejsze dotąd omamy, czy już całkiem nie mogła ufać swojej głowie i samej sobie. Po co gdyby posłała to zaklęcie w nią...? Jak wielką mocą władał Voldemort? Może było więcej prawdy niż sądziła w ich dywagacjach, że ludzie atakowali ogniem, bo zmusił ich do tego popiół, nie dlatego, że sami chcieli?
I najwyraźniej trwało to i po Spalonej Nocy.
Gdy Phillipa ją objęła, Brenna z początku nie drgnęła. A potem wypuściła różdżkę z ręki - nie mogła jej tu mieć, nie mogła ryzykować, bogowie, dziś będąc w pracy będzie musiała poprosić o parę dni wolnego, by upewnić się, że hipnoza zadziałała... i oparła czoło o ramię starszej kobiety. Zacisnęła powieki, mocno, bardzo mocno, próbując powstrzymać łzy cisnące się do oczu. Parę razy w ostatnich miesiącach chciało się jej płakać, ale ani razu nie pozwoliła sobie na faktyczny szloch, nie przy innym, a tym razem zdradliwa łza zdołała wymsknąć się i popłynąć po policzku.
– Jestem ci winna fotel. I stół – wydusiła z siebie w końcu, nieswoim głosem. Co gdyby zaatakowała Philippę? Co gdyby zrobiła coś takiego w pracy? Co jeśli to przydarzyłoby się przy ludziach? Powinna była iść do hipnotyzera wcześniej, ale nie mogła się przemóc, a chociaż próbowała u Romulusa, to się nie udało… Miała szczęście w nieszczęściu, że doszło do tego tutaj, akurat kiedy przyszła w poszukiwaniu pomocy i że zdążyła opisać, co się z nią działo. – Prze… przepraszam. Nie chciałam. W Spaloną Noc niektórzy mugolacy rzucali ogniem w ludzi? Zastanawiam się… czy w tym dymie nie było czegoś… i to ze mną zostało. Hipnoza, zauroczenie, obojętnie… nie mogę rzucać o…ogniem w ludzi – wyszeptała, zaciskając palce na ramieniu Philippy. – W meble też lepiej nie. To był ładny fotel. Jesteś w stanie mi tego jakoś zabronić?
Przyszła tu z lękiem i omamami, z którymi chciała walczyć, ale teraz bardziej przerażała ją myśl, że zrobi komuś krzywdę. I chociaż może patrząc z boku daleko jej było od histeryzowania, to Brenna bardzo rzadko rozklejała się do tego stopnia.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.