Znów mu to wytknęła. Znów według niej, przypominał ojca swoim zachowaniem i oczekiwaniami. Spojrzawszy na nią, wyczuł drżenie głosu. Nie rozumiała, że w czasie trwającej wojny, jej bezpieczeństwo jest ważne. Matka by nie zniosła informacji o śmierci jednego z nich. Już i tak istniała obawa o Theona, czy on ten rok przeżyje.
Faye musiała odbić pałeczkę, zadając pytanie w innym kierunku, którego sam Nicholas unikał. Wiedział jednak, że tego nie uniknie, jako dziedzic w rodzinie. Miał już swoje lata i powinien mieć żonę. W milczeniu, odwrócił wzrok.
A kiedy wypaliła kolejne uwagi, po prostu przetarł twarz dłonią, podpierając łokieć o oparcie kanapy. Nie zatrzymywał jej, kiedy wstała i podeszła do okna. Wyczuł dym tytoniowy, co znaczyło, że zapaliła papierosa. Nie zabraniał jej tego. On sam nie mógł palić, ze względu na inne dolegliwości zdrowotne. Nie tylko ten męczący kaszel.
Na jego pytanie odnośnie miejsca zamieszkania, wyznała w końcu, gdzie chce i nie chce mieszkać. Było to wystarczające i zrozumiałe. Sięgnął po kubek, upił łyk herbaty, aby się rozgrzać, oraz zwilżyć gardło. Następnie odstawił naczynie na miejsce i wstał. Podszedł do okna, stanąwszy obok. Nie przeszkadzało mu, że paliła.
- Znajdę Ci nowy dom. W bezpiecznym miejscu, blisko lasu. W obliczu tej wojny, jako rodzina, powinniśmy sobie pomagać.Zapewnił. Nie ważne, jak to załatwi, aby miała nowe miejsce zamieszkania. Czy legalnie, czy nie legalnie. Czy drogą prawną, czy morderczą. W tym chaosie, nie trudno o nowe trupy i przejęcie czyjejś posiadłości i ziemi. Będzie musiał rozejrzeć się po wioskach poza Londynem. Gdyby zaś ta staruszka, straciła życie, cały ten dom mógłby być jego siostry. Tylko, czy chciał, aby mieszkała w Dolinie Godryka? Wśród mieszańców krwi?