Jessie może powinien interweniować. Może. Pewnie powinien uciszyć Henry'ego, żeby nie prowokował ćpunów, pewnie powinien go powstrzymać przed jakimikolwiek ruchami, które mogłyby ich wpędzić w kłopoty. Pewnie powinien, chociaż spróbować załagodzić sytuację. Może wykrztusić z siebie jakieś denne przeprosiny, wyprowadzić kolegę, jeszcze się z nim pokłócić, że nie zachował się, jak na mężczyznę przystało (używając, oczywiście, innych określeń) i odprowadzić go do domu, żeby nie zrobił jeszcze czegoś głupiego. Takie zachowanie pewnie wielu "dorosłych" i "odpowiedzialnych" uznałoby za "dojrzałe i prawidłowe" - zaopiekować się pijanym kolegą (nawet, jeśli pijany jeszcze nie był) i bezpiecznie odstawić go do domu.
Dwa shoty wódki, do cholery!
Jessie powinien pewnie zrobić w tym momencie kilka rzeczy, które może by ich uchroniły przed tym, co miało się zacząć, ale...
A chuj z tym. Nie byłby synem swojej matki i chrześniakiem swojego ojca chrzestnego, gdyby zachował się teraz, jak skończona ciota i uciekłby z podkulonym ogonem.
-Henry, takie kundle raczej nie mają domu. Kto by ich do jakiegokolwiek wpuścił z tym smrodem?
-Coś ty powiedział?!
Pierwsza krew polała się dość szybko, gdy Henry wytrącił fajkę brudasowi z ust. Zatoczył się, przyciskając dłoń do krwawiącej wargi i klnąc siarczyście. Jessie nie mógł powstrzymać uśmiechu, gdy Henry tak po prostu, ze zwykłym "Ups" zdeptał mu fajkę.
-Rozpierdolę bachory - warknął Obrońca Tyłów i z bojowym okrzykiem zamachnął się pięścią na Jessiego.
Facet ze splątanymi włosami rzucił się na Henry'ego.
Akcja nieudana
Aktywność fizyczna/ Walka wręcz - rzut na unik przed ciosem