16.10.2025, 20:27 ✶
Nie chciała – nie mogła – pokazać pewnych rzeczy. Z jednej strony wiedziała, że są ludzie, którzy się o nią troszczą i stąd czerpała siłę, by iść dalej, z drugiej bała się dopuścić ich na tyle blisko, by zobaczyli pęknięcia. Bała się, że jeśli zobaczą, że się chwieje, sami zatrzymają się z tego powodu i stracą równowagę. Że jeżeli pokaże, że jest czegoś niepewna, oni też staną się niepewni. Ale w tym gabinecie, gdy Brenna opowiadała o nocy wypełnionej ogniem i tym, jakie odcisnęła na niej piętno, ogarnęła ją panika i wreszcie ogień jakby sam powstał z różdżki. I gdy do oszalałego umysłu Brenny dotarło, że mogła zranić Philippę, nie umiała już utrzymać na twarzy zwykłego uśmiechu. Jak miałaby uśmiechać się w takiej chwili?
Oczywiście, że była winna Philippie Barclay bardzo wiele. Będzie winna jeszcze więcej, jeśli ta zdoła pozbierać jej umysł, zatruty dymem Spalonej Nocy, do kupy.
Wypuściła ją w końcu z objęć, i wyprostowała się, wciąż tak blada, że mogłaby iść w zawody z dowolnym wampirem, ale wyraz twarzy zdawał się prawie spokojny. W istocie jednak od spokoju była bardzo daleka. Lęk i jakaś rezygnacja tkwiły gdzieś pod tą maską. Brenna w tej chwili nie bała się już ognia, nieprzyjemnej woni dymu, która wciąż wypełniała pomieszczenie, nie bała się nawet tego, co może nadejść: bała się samej siebie. Dlatego nie sięgnęła po różdżkę, wciąż leżącą na podłodze, a z którą nie rozstawała się nigdy, odkąd skończyła jedenaście lat, którą zawsze miała w zasięgu ręki.
– Do tej pory… do tej pory nie było aż tak źle – powiedziała w końcu, powoli wypowiadając kolejne słowa, bo nie chciała, by głos się jej załamał. Było źle, obawiała się, że spanikuje w złym momencie, ale… nie sądziła, że mogłaby spróbować kogoś skrzywdzić. – Wszystko, co trzeba – stwierdziła, całą swoją niechęć do hipnozy odkładając na bok. Bo przecież to był jeden z powodów jej obaw: bała się, że mogłaby pod jej wpływem zrobić coś złego.
Ale i tak omal czegoś takiego nie zrobiła.
– Wydaje mi się… pod sam koniec tamtej nocy pomagałam gasić budynek. Wcześniej nie było źle, wbiegałam do budynków, ale wtedy… zdawało mi się, że coś słyszę. I potem nie mogłam patrzeć na ogień. Może trzeba usunąć ten moment? – stwierdziła, bezradnie rozkładając ręce. Usunąć to wspomnienie? Powiedzieć jej pod wpływem hipnozy, że wcale nie boi się ognia? Nie wiedziała, co może zadziałać. Pytała klątwołamacza i nie wyglądało to na klątwę… – Rób, co musimy, proszę.
Oczywiście, że była winna Philippie Barclay bardzo wiele. Będzie winna jeszcze więcej, jeśli ta zdoła pozbierać jej umysł, zatruty dymem Spalonej Nocy, do kupy.
Wypuściła ją w końcu z objęć, i wyprostowała się, wciąż tak blada, że mogłaby iść w zawody z dowolnym wampirem, ale wyraz twarzy zdawał się prawie spokojny. W istocie jednak od spokoju była bardzo daleka. Lęk i jakaś rezygnacja tkwiły gdzieś pod tą maską. Brenna w tej chwili nie bała się już ognia, nieprzyjemnej woni dymu, która wciąż wypełniała pomieszczenie, nie bała się nawet tego, co może nadejść: bała się samej siebie. Dlatego nie sięgnęła po różdżkę, wciąż leżącą na podłodze, a z którą nie rozstawała się nigdy, odkąd skończyła jedenaście lat, którą zawsze miała w zasięgu ręki.
– Do tej pory… do tej pory nie było aż tak źle – powiedziała w końcu, powoli wypowiadając kolejne słowa, bo nie chciała, by głos się jej załamał. Było źle, obawiała się, że spanikuje w złym momencie, ale… nie sądziła, że mogłaby spróbować kogoś skrzywdzić. – Wszystko, co trzeba – stwierdziła, całą swoją niechęć do hipnozy odkładając na bok. Bo przecież to był jeden z powodów jej obaw: bała się, że mogłaby pod jej wpływem zrobić coś złego.
Ale i tak omal czegoś takiego nie zrobiła.
– Wydaje mi się… pod sam koniec tamtej nocy pomagałam gasić budynek. Wcześniej nie było źle, wbiegałam do budynków, ale wtedy… zdawało mi się, że coś słyszę. I potem nie mogłam patrzeć na ogień. Może trzeba usunąć ten moment? – stwierdziła, bezradnie rozkładając ręce. Usunąć to wspomnienie? Powiedzieć jej pod wpływem hipnozy, że wcale nie boi się ognia? Nie wiedziała, co może zadziałać. Pytała klątwołamacza i nie wyglądało to na klątwę… – Rób, co musimy, proszę.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.