Gdy zabronił jej skorzystania z łazienki zmarszczyła brwi. Może i był świeżo ugryzionym wampirem, ale chyba pamiętał, że ludzie potrzebują korzystać z łazienki? Prychnęła na jego wypowiedź i usiadła na łóżku. Źle się czuła leżąc pod kocami, gdy ten tak wałęsał się po pomieszczeniu. Może i był najedzony, ale mu nie ufała i nie miała zamiaru się tak łatwo poddać. Jeśli chciał zyskać jej przychylność musiał się naprawdę dobrze postarać, bo aktualnie jego próby nawiązania przyjaznej relacji leciały ku zeru.
Słuchając jego wypowiedzi czuła narastający gniew, ale nie potrafiła wybuchnąć, nie potrafiła podnieść głosu. Avelina nigdy nie wypowiadała się nawet jeśli ktoś pytał ją o zdanie. Zawsze szczędziła na słowach. Teraz, gdy słuchała tego jak mężczyzna tłumaczy się z zranienia jej czuła gniew i ochotę wyśmiania go. Co to za wytłumaczenie, że był lekko głodny? Jakaś totalna bzdura usiana wymówkami.
Alice podniosła głos na mężczyznę, na chwilę skuliła się w sobie, ale potem wybuchła potęgą, której Ave jej zazdrościła. Nigdy nie miała siły krzyczeć na innych. Broniła się tylko sarkazmem i wrednymi słowami, ale nigdy nie krzyczała, nie podnosiła głosu. Prędzej uciekłaby zamiast się z kimś kłócić.
Avelina przestała skupiać się na mężczyźnie, a jej wzrok poleciał wprost na blondynkę. Wzrok ciemnych oczu Paxton obserwował jak jej dłonie lądują na talii, jak biodro wysuwa się lekko na bok, jak mina jej tężeje i patrzy groźnie na wampira. Tak, Ave właśnie podziwiała Alice, że potrafiła podnieść głos na bestię, która mogła je obie zabić bez najmniejszego problemu. Nie ruszała się z miejsca tylko obserwowała i słuchała uważnie jej słów. Nie chciała słuchać Cody’ego, gdyż jego głos ją w tym momencie drażnił, ale Alice wydawała się być fascynująco potężna.
Gdy zwróciła się do niej Ave obudziła się z dziwnego letargu zafascynowania blondynką. Mrugnęła kilka razy oczami odganiając z nich łzy, które znowu się w nich zbierała. Nie wiedziała, czy to było spowodowane zmęczeniem, czy naprawdę chciała płakać, ale to teraz było mało istotne. Alice do niej mówiła, a Avelina musiała skupić wszystkie szare komórki na tym, aby jej wysłuchać.
Podniosła się w końcu z kanapy i spojrzała na Cody’ego. Wszystko co jej teraz powiedziała – Ave wiedziała. Cody ją o tym poinformował, ale to nie było wytłumaczenie. Nigdy nie powinien opuszczać domu będąc lekko głodnym. Jej dłonie właśnie cały czas gniotły siebie nawzajem. Nie mogła zagryźć wargi jak to zawsze robiła, nie mogła skubać zębami naskórka, bo jedna kropelka krwi, a Cody znowu może się na nią rzucić. Zaskakująco łatwo przychodziły do niej te myśli o tym, że on może zrobić krzywdę.
— Wiem. Powiedział mi. – odpowiedziała jej nie chcąc zostawiać jej bez odpowiedzi. – To nie zmienia faktu, że nie chcę tracić pamięci. Chcę pamiętać to, co się wydarzyło, dla własnego bezpieczeństwa – wyjaśniła. – I chciałabym naprawdę skorzystać z łazienki. – dodała jeszcze spuszczając w końcu wzrok z twarzy wampira.
Czuła, jak serce tłucze się jej w piersi, bo wiedziała, że właśnie walczyła o swoją kontrolę, o wolność wyboru i jej strachu oraz doświadczeń z niebezpieczeństwami świata. Wiedziała, że również jej własna decyzja na temat tego, czy powie o tym, co zrobił, czy też nie może wpłynąć na jego życie. Jednocześnie jego egzystencja na świecie była nienaturalna, ale z drugiej strony był istotą myślącą, osobą, która podejmowała decyzje. Bała się powiedzieć o tym komukolwiek, ponieważ wiedziała, że będzie miała na rękach jego własną krew. Z drugiej strony jeśli nie powie, że Cody atakuje bez kontroli – ktoś może znowu zginąć. Bała się podejmować takie decyzje, ale nie potrafiłaby skazać kogoś na śmierć nawet jeśli zrobił jej krzywdę. Nie miał nad tym kontroli, a ona sama pchała się w jego łapska. Była to tak cholernie trudna decyzja, że miała ochotę zapaść się pod ziemię.