21.02.2023, 23:55 ✶
- Dla nich wygodne, my nie mielibyśmy tam pracy – zażartował, choć było w tych słowach sporo prawdy. Podejrzewał, że w krajach, w których mieszkali absolwenci Uagadou, różdżki były jedynie ciekawostką albo zachcianką bogaczy. Słowa Cathala tylko to potwierdziły. Wiedział też, że pojedynkowanie się na gesty mogło być dość trudne – przy pomocy przedmiotu o wiele łatwiej ukierunkować magię. A może to zwykłe podejście różdżkarza, który wszędzie dopatrywał się samych zalet posiadania artefaktu w dłoni? – Zawsze mi się wydawało, że w starożytnej Grecji też używali magii bezróżdżkowej i stąd wzięło się przekonanie, że bogowie byli cudotwórcami wyczarowującymi cuda z dłoni.
Nie znał się na historii tak bardzo, jak Shafiq. Nawet nie chciał tego kwestionować i pewnie nawet by mu uwierzył w to, że różdżki przyszły do Egiptu z Grecji. Gdyby nie to, że coś mu tam w głowie grało, choć nie miał pojęcia, w jakiej dzwonnicy i po prostu coraz bardziej wciągał się w dyskusję z tym mężczyzną na temat dawnych faktów.
Im bardziej się w to zagłębiali, tym mniej Fergus był pewien pochodzenia tej różdżki. Nie żeby wpadł na jakikolwiek trop poza faktem, że ktoś samodzielnie wydrapał Oko Horusa, zapewne dla ukazania swoich prywatnych zainteresowań na przedmiocie codziennego użytku. Szkoda tylko, że przy okazji prawdopodobnie uszkodził rdzeń, doprowadzając się do śmierci z powodu jakiegoś rykoszetu. To wciąż jednak pozostawało domysłami, bo równie dobrze po prostu mógł utknąć w grobowcu i umrzeć z głodu. Z dwojga złego Ollivander chyba wolałby tę pierwszą opcję – nawet jeśli bolesną, to szybką i nie powodującą wielodniowego cierpienia.
- To i tak całkiem sporo – uspokoił go, uśmiechając się pokrzepiająco. – Większość ludzi nie potrafi rozpoznać ich nawet po liściach.
Nie żeby sam się określał specjalistą od drewna. Nauczył się je rozróżniać dopiero po wielu lat pracy z codzienną jego obróbką. Dla zwykłego laika gałąź pozostawała gałęzią. Póki nie miała liści lub owoców, była jedną wielką niewiadomą. W równym stopniu gatunki drzew rozpoznawali chyba tylko stolarze.
- Przyznam szczerze, że pozostawienie jej tutaj będzie lepszym pomysłem, jeśli mamy uzgodnić z czego jest zbudowana, co pomoże w określeniu czasu i miejsca jej pochodzenia – zaczął, nim odłożył różdżkę do drewnianego pojemnika, w którym przyniósł ją Cathal. – Mój ojciec zna zaklęcie diagnozujące rdzeń bez zbędnego rozcinania drewna, tyle że zajmuje ono sporo czasu, nim da jakieś efekty. Sam jeszcze tego nie opanowałem…
Zastanowił się przez moment, przyglądając różdżce. Nie chciał prosić ojca o pomoc, zwłaszcza w takiej sprawie, ale wiedział już, że bez niego sobie nie poradzi. Zbadanie tak starego artefaktu wiązało się z ryzykiem uszkodzenia, a na to nie mógł sobie pozwolić. Podejrzewał też, że i Shafiq wolał nie utracić swojego znaleziska.
Ile powinien wziąć za tego typu konsultację? Zazwyczaj nie kosztowały dużo, o wiele mniej niż sama różdżka. Tyle że ludzie, którzy znaleźli czyjąś różdżkę, przychodzili do nich z czymś, co oni sami stworzyli, na dodatek całkiem niedawno. Interpretacja czegoś być może starożytnego przynosiła trudności… Ale wzbudzało to też ciekawość Fergusa na tyle, że nie zawyżał ceny, choćby dlatego, że dobrze się przy tym bawił. Podał więc Cathalowi standardową sumę, jednocześnie sięgając do szuflady biurka po plik kwitów, spośród których wybrał jeden i zaczął wypisywać stosowne informacje potwierdzające to, że różdżka zostanie przebadana i zwrócona właścicielowi w odpowiednim terminie.
Nie znał się na historii tak bardzo, jak Shafiq. Nawet nie chciał tego kwestionować i pewnie nawet by mu uwierzył w to, że różdżki przyszły do Egiptu z Grecji. Gdyby nie to, że coś mu tam w głowie grało, choć nie miał pojęcia, w jakiej dzwonnicy i po prostu coraz bardziej wciągał się w dyskusję z tym mężczyzną na temat dawnych faktów.
Im bardziej się w to zagłębiali, tym mniej Fergus był pewien pochodzenia tej różdżki. Nie żeby wpadł na jakikolwiek trop poza faktem, że ktoś samodzielnie wydrapał Oko Horusa, zapewne dla ukazania swoich prywatnych zainteresowań na przedmiocie codziennego użytku. Szkoda tylko, że przy okazji prawdopodobnie uszkodził rdzeń, doprowadzając się do śmierci z powodu jakiegoś rykoszetu. To wciąż jednak pozostawało domysłami, bo równie dobrze po prostu mógł utknąć w grobowcu i umrzeć z głodu. Z dwojga złego Ollivander chyba wolałby tę pierwszą opcję – nawet jeśli bolesną, to szybką i nie powodującą wielodniowego cierpienia.
- To i tak całkiem sporo – uspokoił go, uśmiechając się pokrzepiająco. – Większość ludzi nie potrafi rozpoznać ich nawet po liściach.
Nie żeby sam się określał specjalistą od drewna. Nauczył się je rozróżniać dopiero po wielu lat pracy z codzienną jego obróbką. Dla zwykłego laika gałąź pozostawała gałęzią. Póki nie miała liści lub owoców, była jedną wielką niewiadomą. W równym stopniu gatunki drzew rozpoznawali chyba tylko stolarze.
- Przyznam szczerze, że pozostawienie jej tutaj będzie lepszym pomysłem, jeśli mamy uzgodnić z czego jest zbudowana, co pomoże w określeniu czasu i miejsca jej pochodzenia – zaczął, nim odłożył różdżkę do drewnianego pojemnika, w którym przyniósł ją Cathal. – Mój ojciec zna zaklęcie diagnozujące rdzeń bez zbędnego rozcinania drewna, tyle że zajmuje ono sporo czasu, nim da jakieś efekty. Sam jeszcze tego nie opanowałem…
Zastanowił się przez moment, przyglądając różdżce. Nie chciał prosić ojca o pomoc, zwłaszcza w takiej sprawie, ale wiedział już, że bez niego sobie nie poradzi. Zbadanie tak starego artefaktu wiązało się z ryzykiem uszkodzenia, a na to nie mógł sobie pozwolić. Podejrzewał też, że i Shafiq wolał nie utracić swojego znaleziska.
Ile powinien wziąć za tego typu konsultację? Zazwyczaj nie kosztowały dużo, o wiele mniej niż sama różdżka. Tyle że ludzie, którzy znaleźli czyjąś różdżkę, przychodzili do nich z czymś, co oni sami stworzyli, na dodatek całkiem niedawno. Interpretacja czegoś być może starożytnego przynosiła trudności… Ale wzbudzało to też ciekawość Fergusa na tyle, że nie zawyżał ceny, choćby dlatego, że dobrze się przy tym bawił. Podał więc Cathalowi standardową sumę, jednocześnie sięgając do szuflady biurka po plik kwitów, spośród których wybrał jeden i zaczął wypisywać stosowne informacje potwierdzające to, że różdżka zostanie przebadana i zwrócona właścicielowi w odpowiednim terminie.