19.10.2025, 00:43 ✶
Słowo rozpierdol, faktycznie zadźwięczało w jego głowie nieco niebezpiecznie, chociaż może i nie uderzyło w jakąś panikę. Mung był jednostką zorganizowaną i wspieraną przez Ministestwo w większym jak mniejszym priorytecie tej nocy, więc domyślał się że nie mogło być aż tak tragicznie. Z resztą... jaki zwyrodnialec atakowałby szpital pełen cywili? Victoria jednak na całe szczęście mówiła dalej, rozwiewając ewentualne wątpliwości, na co auror kiwną głową z pewną ulgą.
- Może większość faktycznie puścili na ulice, tak jak mojego kuzyna - mruknął w odpowiedzi, mimowolnie zastanawiając się teraz, jak sobie radzi Basilius i czy przypadkiem nie natknął się na coś, na co nie powinien. Nie był jednak sam, więc przynajmniej w tym była jakaś pociecha. - No... można powiedzieć że i bez zmian. Byliśmy przez moment z Bletchley na Nokturnie. Z Hestią w sensie. Czaisz, że jakieś dupki zrobiły sobie ognisko - wcale nie zamierzał się przyznawać, że ich zna. - Tańczyli, pili, chuj wie co jeszcze, zachwyceni że oto wreszcie ktoś robi porządek. Pobili się z nami i zajebali mi całą sakiewkę z dokumentami, już chuj z pieniędzmi - zgrzytnął zębami, nieco mocniej zaciskając palce na różdżce, którą wciąż trzymał w ręce, opuszczonej niby luźno wzdłuż ciała, ale wciąż gotowej do podniesienia się i zareagowania. - Mam nadzieję, że nie trafię znowu na kogoś tak ucieszonego z aktualnej sytuacji bo nie ręczę za siebie i kogoś rozjebię, zamiast się targać z nim do aresztu...
Szli dalej, cuchnąc dymem i popiołem, a Atreus zastanawiał się czy przypadkiem nie jebało od niego i tą gorzałą, którą waliło od szanownych panów koleżków, jakby zapach miał przykleić się do niego tylko dlatego, że tak się z nimi szarpali. Patrzył wzdłuż ulicy, załzawionymi oczami próbując ocenić sytuację, ale w pewnym momencie zdał sobie sprawę z tego że to nie tylko suchość pod powiekami mu przeszkadzała.
- Kurwa. Mać - wyrzucił z siebie rozdrażniony. - Znowu to, patrz - wskazał różdżką siną chmarę nisko wiszącego dymu, który kotłował się u wyjścia z jednej bocznych uliczek. Poruszył znowu ręką, chcąc wyczarować chustę, która mógłby owiązać sobie twarz.
// ◉◉◉◉○ na wyczarowanie chusty
- Może większość faktycznie puścili na ulice, tak jak mojego kuzyna - mruknął w odpowiedzi, mimowolnie zastanawiając się teraz, jak sobie radzi Basilius i czy przypadkiem nie natknął się na coś, na co nie powinien. Nie był jednak sam, więc przynajmniej w tym była jakaś pociecha. - No... można powiedzieć że i bez zmian. Byliśmy przez moment z Bletchley na Nokturnie. Z Hestią w sensie. Czaisz, że jakieś dupki zrobiły sobie ognisko - wcale nie zamierzał się przyznawać, że ich zna. - Tańczyli, pili, chuj wie co jeszcze, zachwyceni że oto wreszcie ktoś robi porządek. Pobili się z nami i zajebali mi całą sakiewkę z dokumentami, już chuj z pieniędzmi - zgrzytnął zębami, nieco mocniej zaciskając palce na różdżce, którą wciąż trzymał w ręce, opuszczonej niby luźno wzdłuż ciała, ale wciąż gotowej do podniesienia się i zareagowania. - Mam nadzieję, że nie trafię znowu na kogoś tak ucieszonego z aktualnej sytuacji bo nie ręczę za siebie i kogoś rozjebię, zamiast się targać z nim do aresztu...
Szli dalej, cuchnąc dymem i popiołem, a Atreus zastanawiał się czy przypadkiem nie jebało od niego i tą gorzałą, którą waliło od szanownych panów koleżków, jakby zapach miał przykleić się do niego tylko dlatego, że tak się z nimi szarpali. Patrzył wzdłuż ulicy, załzawionymi oczami próbując ocenić sytuację, ale w pewnym momencie zdał sobie sprawę z tego że to nie tylko suchość pod powiekami mu przeszkadzała.
- Kurwa. Mać - wyrzucił z siebie rozdrażniony. - Znowu to, patrz - wskazał różdżką siną chmarę nisko wiszącego dymu, który kotłował się u wyjścia z jednej bocznych uliczek. Poruszył znowu ręką, chcąc wyczarować chustę, która mógłby owiązać sobie twarz.
// ◉◉◉◉○ na wyczarowanie chusty
Rzut PO 1d100 - 52
Sukces!
Sukces!