19.10.2025, 01:50 ✶
Atreus wyprostował się nieco na swoim krześle, jakby miało mu to pomóc rozpracować barierę otaczającą Lestrange. Ostatnio był w jakimś dziwnym konflikcie ze swoim trzecim okiem, jakby to było niezmiernie przemęczone wszystkim, czego przyszło mu doświadczać w lecie. Najpierw ta cholerna więź, która nadszarpywała ogólne jego samopoczucie i zdrowie, szczególnie psychiczne. Potem pojawiła się Perła Morza, która terroryzowała go czarną, obślizgłą wręcz aurą, która mieszała się z mułem, a Bulstrode nie był w stanie pozbyć się z pamięci obrazu pani Fawley, która nie jawiła się w jego oczach jako osoba, a jakiś karykaturalny dziecięcy rysunek, w którym ktoś zamazał zarys osoby czarną kredką. Potem natomiast było Windermere, gdzie wszystko tonęło w czerni, wiodąc jak po sznurku do pogrzebanej czaszki. Te momenty ciążyły mu, nawet jeśli nie stało mu się wtedy fizycznie nic takiego - ale za każdym jednym razem, kiedy próbował przebić się przez czyjąś blokadę, czuł się wyraźnie słaby. Może dlatego teraz, gdy nagle zauważył że faluje dookoła niej żółcień jej podstawowej aury, wyraźnie się ucieszył, szczerząc złośliwie.
Rozluźnił się na ten delikatny sukces, splatając ręce przed sobą i odchylajac w tył, by nonszalancko wesprzec o oparcie krzesła.
- Masz bardzo ładne kolory. Jak słoneczko - skomplementował. - Dobrze, że teraz nie musisz tam wracać na stałe, w takim razie. - on po Spalonej, albo co istotniejsze - po śmierci Florence, spędzał o wiele więcej czasu w swojej prywatnej posiadłości w Little Hangleton. Brakowało mu znajomych korytarzy, ale miał wrażenie że ten dystans pozwala mu szybciej dojść do siebie, szczególnie że widok rozchwianej matki zwyczajnie go dobijał. - Wiesz, ja nie sądzę że to akurat wina dwóch kaw i nie na dzień dobry, bo jedną piję elegancko w domu, a drugą jakiś czas po tym. Nie jestem aż takim samobójcą. I przepraszam ja ciebie bardzo, ale gdyby nie te moje wzięcie na pieści, to nie mielibyśmy tak ikonicznych momentów jak penis w nosie Philipa Notta - błysnął zębami w szelmowskim uśmiechu, bo akurat to wspomnienie miało już chyba należeć do jednych z jego ulubionych. - O, ale proszę mnie tak nie obrażać, proszę szanownej pani. Ja się tutaj nawet nie staram - starał się nawet bardzo, bo to nie było takie hop siup. - Ale myślę, że do pięciu, co ty na to?
// ◉◉◉◉○ na aurowidzenie viczki
Rozluźnił się na ten delikatny sukces, splatając ręce przed sobą i odchylajac w tył, by nonszalancko wesprzec o oparcie krzesła.
- Masz bardzo ładne kolory. Jak słoneczko - skomplementował. - Dobrze, że teraz nie musisz tam wracać na stałe, w takim razie. - on po Spalonej, albo co istotniejsze - po śmierci Florence, spędzał o wiele więcej czasu w swojej prywatnej posiadłości w Little Hangleton. Brakowało mu znajomych korytarzy, ale miał wrażenie że ten dystans pozwala mu szybciej dojść do siebie, szczególnie że widok rozchwianej matki zwyczajnie go dobijał. - Wiesz, ja nie sądzę że to akurat wina dwóch kaw i nie na dzień dobry, bo jedną piję elegancko w domu, a drugą jakiś czas po tym. Nie jestem aż takim samobójcą. I przepraszam ja ciebie bardzo, ale gdyby nie te moje wzięcie na pieści, to nie mielibyśmy tak ikonicznych momentów jak penis w nosie Philipa Notta - błysnął zębami w szelmowskim uśmiechu, bo akurat to wspomnienie miało już chyba należeć do jednych z jego ulubionych. - O, ale proszę mnie tak nie obrażać, proszę szanownej pani. Ja się tutaj nawet nie staram - starał się nawet bardzo, bo to nie było takie hop siup. - Ale myślę, że do pięciu, co ty na to?
// ◉◉◉◉○ na aurowidzenie viczki
Rzut PO 1d100 - 22
Akcja nieudana
Akcja nieudana