19.10.2025, 02:11 ✶
Nie zazdrościł jej tego obrzydliwego uczucia, które czaiło się w gardle i gnieździło w zatokach, ale cierpiał w dokładnie ten sam sposób. Drapanie w gardle było uciążliwe, a łzawiące oczy przeszkadzały w normalnym patrzeniu - nie był jednak pewien, czy skłonny byłby sięgnąć po takie Chłoszczyć i zamienić ten nieprzyjemny, popielny posmak na mydliny.
- Mam momentami okropne poczucie humoru, ale nie aż tak - westchnął. Szkoda, że gnoje faktycznie nie potraciły tych cieni, może dzięki temu troszkę by się zaniepokoili tej nocy, albo zastanowili czy faktycznie byli aż tak nietykalni. Pozostawało im jednak tylko wytrzeźwieć w areszcie, a potem pewnie odbiorą ich bogaci tatusiowie i mamusie.
- Oj, nie kuś losu - odpowiedział, z jakimś takim poważniejszym tonem. - Tymi mętami są pewnie też panowie w czerni. Albo wiesz co? Kurwa nie, niech przyjdą, jak Matkę kocham - urwałby takiemu głowę. W przenośni oczywiście, bo morderstwo mogło być źle postrzegane przez kolegów aurorów, brygadzistów i ogólnie sędziów Wizengamotu, a pewnie tłumaczenie że to dobra wola, niewiele by mu tutaj pomogło. - Ale w takim razie, gdyby ktoś coś to skorzystam chętnie z tego przyzwolenia. Potem w sadzie powiem że mi kazałaś - prychnął, próbując nieudolnie sięgnąć po jakieś typowe dla siebie odpowiedzi, dla rozluźnienia atmosfery. Ale ta trzymała ich kurczowo, ściskając w pięści i nie pozwalając ani na moment obniżyć czujności.
Wyczarował sobie chustę z powodzeniem i zawiązał ją na twarzy, chcąc chronić chociaż odrobinę drogi oddechowe. I tak zakaszlał, jakby w odpowiedzi na duszności Lestrange, a może już czując ten gęściejszy dym, który czaił się przed nimi. Biorąc pod uwagę, ze ostatnio znaleźli w takim cywila, wypadało sprawdzić i tę alejkę.
- No to co, hop do przodu? Nawet nie powiem panie przodem, bo to by było bestialstwo - sam westchnął, zanurzając się w gęstą chmurę, ograniczającą skutecznie widoczność.
- Mam momentami okropne poczucie humoru, ale nie aż tak - westchnął. Szkoda, że gnoje faktycznie nie potraciły tych cieni, może dzięki temu troszkę by się zaniepokoili tej nocy, albo zastanowili czy faktycznie byli aż tak nietykalni. Pozostawało im jednak tylko wytrzeźwieć w areszcie, a potem pewnie odbiorą ich bogaci tatusiowie i mamusie.
- Oj, nie kuś losu - odpowiedział, z jakimś takim poważniejszym tonem. - Tymi mętami są pewnie też panowie w czerni. Albo wiesz co? Kurwa nie, niech przyjdą, jak Matkę kocham - urwałby takiemu głowę. W przenośni oczywiście, bo morderstwo mogło być źle postrzegane przez kolegów aurorów, brygadzistów i ogólnie sędziów Wizengamotu, a pewnie tłumaczenie że to dobra wola, niewiele by mu tutaj pomogło. - Ale w takim razie, gdyby ktoś coś to skorzystam chętnie z tego przyzwolenia. Potem w sadzie powiem że mi kazałaś - prychnął, próbując nieudolnie sięgnąć po jakieś typowe dla siebie odpowiedzi, dla rozluźnienia atmosfery. Ale ta trzymała ich kurczowo, ściskając w pięści i nie pozwalając ani na moment obniżyć czujności.
Wyczarował sobie chustę z powodzeniem i zawiązał ją na twarzy, chcąc chronić chociaż odrobinę drogi oddechowe. I tak zakaszlał, jakby w odpowiedzi na duszności Lestrange, a może już czując ten gęściejszy dym, który czaił się przed nimi. Biorąc pod uwagę, ze ostatnio znaleźli w takim cywila, wypadało sprawdzić i tę alejkę.
- No to co, hop do przodu? Nawet nie powiem panie przodem, bo to by było bestialstwo - sam westchnął, zanurzając się w gęstą chmurę, ograniczającą skutecznie widoczność.