19.10.2025, 17:45 ✶
Atreus mógłby stanąć pośrodku kółeczka swoich przyjaciół, ubranych w czarne szaty i wciąż wątpić, który z nich należał do wspomnianego przez niego grona. Ta świadomość przychodziła mu niezwykle ciężko i przez większość swojego życia wzbraniał się z całych sił przed myśleniem o tym, ale przecież doskonale znał ich sympatie. Mógłby to pewnie ignorować dalej, mając szczerą nadzieję że to świat się mylił, a nie on, ale kiedy Stanley zniknął z Ministerstwa zmieniło to wszystko. Fakt, że mógłby spotkać tutaj jednego z przyjaciół zwyczajnie ciążył mu na duszy, a możliwość walki z którymś, rozrywała na strzępy.
- W życiu nie zrobiłem niczego, czego sama byś mi nie powiedziała - prychnął, niby rozbawiony. Zmęczenie jednak nie pozwalało na dalsze podrygi i próby rozjaśnienia sytuacji, szczególnie że oboje przygotowali się do wejścia w kłęby dymu. Obwiązali twarze, spojrzeli na siebie ostatni raz kontrolnie i zanurzyli w gęstą zawiesinę, w której pewnie sami byliby w stanie się zgubić, gdyby spędzili tam odrobinę za dużo czasu.
Zaniósł się kaszlem po paru oddechach, kiedy dym wdarł się skutecznie do płuc mimo ochrony i podrażnił już i tak wrażliwe gardło. Przynajmniej wiedzieli już, że nie da się tego ewenementu tak zwyczajnie rozproszyć, więc nawet nie próbował męczyć się nad tym i niepotrzebnie frustrował. Nie potrzebowali też długo czekać, by gdzieś przed nimi odezwał się głośny, chropowaty kaszel kogoś, kto pewnie tu utknął. Jeszcze parę długich kroków i wreszcie zamajaczyła przed nimi snująca się, wymęczona sylwetka mężczyzny. Deja vu.
- Już dobrze, jesteśmy z biura aurorów, wyciągniemy stąd pana - powiedział niemrawo, wspierając faceta na sobie i rzucając jeszcze jedno spojrzenie Victorii. - Cofniemy się, co nie? Nie wiadomo jak daleko się to ciągnie ulicą w tamtą stronę - rzucił, zanim pociągnął mężczyznę w zapowiedzianym kierunku, byle dalej od dymu.
// af ◉◉◉◉○ na wyciągnięcie pana z dymu
- W życiu nie zrobiłem niczego, czego sama byś mi nie powiedziała - prychnął, niby rozbawiony. Zmęczenie jednak nie pozwalało na dalsze podrygi i próby rozjaśnienia sytuacji, szczególnie że oboje przygotowali się do wejścia w kłęby dymu. Obwiązali twarze, spojrzeli na siebie ostatni raz kontrolnie i zanurzyli w gęstą zawiesinę, w której pewnie sami byliby w stanie się zgubić, gdyby spędzili tam odrobinę za dużo czasu.
Zaniósł się kaszlem po paru oddechach, kiedy dym wdarł się skutecznie do płuc mimo ochrony i podrażnił już i tak wrażliwe gardło. Przynajmniej wiedzieli już, że nie da się tego ewenementu tak zwyczajnie rozproszyć, więc nawet nie próbował męczyć się nad tym i niepotrzebnie frustrował. Nie potrzebowali też długo czekać, by gdzieś przed nimi odezwał się głośny, chropowaty kaszel kogoś, kto pewnie tu utknął. Jeszcze parę długich kroków i wreszcie zamajaczyła przed nimi snująca się, wymęczona sylwetka mężczyzny. Deja vu.
- Już dobrze, jesteśmy z biura aurorów, wyciągniemy stąd pana - powiedział niemrawo, wspierając faceta na sobie i rzucając jeszcze jedno spojrzenie Victorii. - Cofniemy się, co nie? Nie wiadomo jak daleko się to ciągnie ulicą w tamtą stronę - rzucił, zanim pociągnął mężczyznę w zapowiedzianym kierunku, byle dalej od dymu.
// af ◉◉◉◉○ na wyciągnięcie pana z dymu
Rzut PO 1d100 - 84
Sukces!
Sukces!